5/20/2018

ALDI sklep który przyciąga Ozzich jak lep na muchy.

Od paru lat Aldi rozbudowuje swoją sieć sprzedaży w AU. Po latach dominacji dwóch sieci handlowych, trzecia siła została dopuszczona do rynku. Aldi jak to Aldi, ceny zaskoczyły pozytywnie bo są niskie i jakość nie jest wcale zła, a nawet czasem jakby lepsza na niektórych produktach niż ta z wiodących sieci.
Ozzi pokochali te sklepy jako, że tu także niezamożni są coraz bardziej niezamożni itd. Tak więc klientów na tanie produkty nie brakuje. Miło jest też mieć trochę więcej konkurencji no i praca w Aldim na kasie jest dla wielu szczytem marzeń ponieważ można siedzieć i nie trzeba pakować ludziom zakupów jak to jest we wiodących sieciach, a kasa nie jest zła. Ale o tym już pisałem.
Teraz co mnie ciągle zaskakuje to otwarcie sklepu w pierwszy dzień Wielkiej Sezonowej sprzedaży. Aldi robi takie strzały parę razy do roku a to na lato wszystko na plaże, a to zabawki na Boże Narodzenie itd. Jest też wyprzedaż zimowa czyli wszystko na zimę i .... śnieg. Bo chociaż w AU śniegu to  za dużo nie ma (ale trochę jednak jest w górach i wyciągi narciarskie chodzą pełną parą, drogo jest tak samo jak w Zakopanem ;-). To ubrania cieszą się wielkim powodzeniem nie mówiąc o tanim sprzęcie narciarskim (choć o jakości nie mogę nic powiedzieć bo mnie to nie dotyczy). 
Okazuję się, że Ozzi spolegliwi są ale jak trzeba zawalczyć o coś to chcą kupić to wstępuje w nich duch bojowy. Potrafią stać godzinami przed otwarciem sklepu, a gdy ten sklep otworzą to jak ... w Polsce za dawnych czasów otwarcie supermarketu, i kabaret Ani Mru Mru w najlepszej postaci. Co się tam dzieję to szkoda gadać, aczkolwiek ciekawe są strategie zakupowe jakie się rozwijają, bo zwykły bieg i łapanie produktu już nie wystarcza.

Metoda na zachlanego, lecimy do wybranego produktu (ubrania najczęściej) i ładujemy do koszyka wszystkie rozmiary jak leci, oddalamy się w ustronne miejsce i tam wybieramy co nam pasuje, a resztę cichaczem gdzieś wywalamy na półki/kosze.

Metoda na rodzinę, idziemy caała rodzina im wiecej tym lepiej. Każdy łapie swój kosz na kółkach i walimy do produktu który chcemy kupić, tam blokujemy koszami dostęp dla innych i samemu spokojnie analizujemy nasze potrzeby produktowe ;-).

Jest jeszcze metoda na małe dziecko ale nie polecam bo niektórzy nie maja litości i dziecko może zostać obite. Na czym to polega? Ładujemy malucha do nosidełka z przodu i używamy go jako zderzaka licząc na to, że większość ludzi ma instynkt i nie da dziecka skrzywdzić, ale jak pisałem cena produktu robić Wodę z mózgu niektórym i można się przeliczyć ;-(.





Wszystkie powyższe zdjęcia są z internetu,ja sam tam bym chyba wykitował ;-)
 Aldi nie zapomina też, że idzie wielkie święto piłki nożnej, a więc trzeba mieć wielki telewizor aby wielkie sukcesy australijskiej lub jakiejkolwiek innej się tu kibicuje drużyny oglądać.


Image result for aldi photos from winter sale 2018
No panie tylko kupować ;-)



5/02/2018

Idę do nieba......znaczy się NDIS.

Od razu mam dobry humor jak widzę jaki chwytliwy tytuł wpisu wymyśliłem, prawie jak z Onet.pl ;-). Ale poważnie, jak się tu przeprowadziliśmy to oczywiście nie miałem w planach zostania nieestetycznym z Polski tylko ciężko pracować i do czegoś w życiu dojść ;-). Ale los gotował mi inne przeznaczenie no i poznaję co to australijskie "fair go" dla każdego znaczy. 

Osobiście nie do końca wierzę w te socjalistyczne bzdury ale jak się patrzy na system socjalny w AU to można uwierzyć w wiele spraw. Nie jest to idealne, ale działało dosyć dobrze do tej pory. No niestety szalony napływ imigrantów spowodował że system jest na granicy wydolności. (Melbourne być może już w tym roku osiągnie stan  5 mln ludzi). Duża część emigrantów oczywiste chce by zatrudniona i do czegoś w życiu dojść, ale sporo wykorzystuje system i siedzi na socjalu a na boku handluje narkotykami lub innym cholerstwem.  Wymyślono wiec coś co w skrócie nazywa się NDIS i ma być spełnieniem marzeń każdego inwalidy i jego opiekuna.

Jak w skrócie to ma działać? Ano co roku spotyka się ze swoim pracownikiem socjalnym  prowadzącym (można osobiście lub przez telefon) i ustala się  cele i marzenia na dany rok. Np. Osoba niepełnosprawna potrzebuje opieki w domu 20 godzin w tygodniu, pomoc do sprzątania 2 godziny w tygodniu, pielęgnacja ogródka, strzyżenie trawy etc 4 godziny w miesiącu, wyjście do kina z opiekunem raz w miesiącu, przygotowanie posiłków raz w tygodniu (tylko trochę dla odciążenia od gotowania), etc etc, kto co sobie zaplanuje to dostanie. 
Ja np. podczas szkolenia jakie mi zrobili abym był przygotowany do rozmowy o moich marzeniach (czujecie jakby było fajnie aby robili szkolenia jak rozmawiać z ZUS), powiedziałem, że chciałbym na ryby pojechać ze dwa razy w roku. Myślałem że mnie wyśmieją, a tu nie, super sprawa są grupy wędkarzy co pomagają inwalidom chcącym wędkować, da się zrobić. Czyli niebo jak w mordę strzelił. Ale jak będzie zobaczymy.

Na razie wypełniłem papiery aby się do nieba zapisać. Ponieważ do tej pory nie korzystaliśmy z żadnej pomocy muszę udowodnić że jestem ... inwalidą i potrzebuję tej pomocy. Czyli muszę przejść czyściec aby dostąpić tego zaszczytu. Nie skreślajcie mojego bloga z listy czytelniczej jeszcze bo znowu robi się ciekawie ;-)


Z przyziemnych spraw pojechaliśmy w lokalne górki (Dandenong Rangers) do publicznego parku (William Ricketts Sanctuaryaby pooddychać górskim powietrzem i odczuć artystyczne uniesienia oglądając rzeźby z gliny. Fajny park, bo przystosowany do wózka inwalidzkiego, a rzeźby .... no cóż super były trzeba to zobaczyć. Jak ktoś ma duszę artysty to z kawałka gliny zrobić potrafi piękne rzeczy. Połączyć to z naturą i człowiekowi w duszy gra. Parę zdjęć:







A tak z przyziemnej sprawy oto dowód na to jak różni ludzie przyjeżdżają do AU, proszę zwrócić uwagę na znak obsługi sedesu:



Tak na marginesie jak dobrze pamiętam z jakiejś gazety w Polsce,  pozycja po lewo jest jak najbardziej poprawna z fizjologicznego punktu widzenia, natura nas tak zbudowała aby tak to robić, no tylko nie na sedesie bo można się pośliznąć i np noga wpadnie do środka. Ta zachodnia cywilizacja to trochę przesadza z ta wygodą, przecież wystarczyłaby ładna ceramiczna dziura w podłodze ;-).

Na zakończenie ostatnie promienie jesiennego słońca nad naszą zatoką.







Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)