5/21/2017

Tasmania oczami inwalidy

W kwietniu miałem okazję wybrać się na Tasmanię, dzięki temu, że wygrałem taki mały konkurs corocznie realizowany przez tutejszy związek osób chorych na SR, próbowałem 4 razy za piątym się udało i bach popłynęliśmy w nieznane. Piszę popłynęliśmy bo użyliśmy jako środka transportu prom Spirit of Tasmania. Idea tej wycieczki było użycie promu abyśmy zabrali własny samochód i klamoty potrzebne nam a szczególnie mi w inwalidzkim zwiedzaniu tego zakątka świata.


No prom fajny, całkiem spory winda z 9 pietrami w środku, dwa kina, bary itd. Wszytko fajnie ale niestety był sztorm wcześniej i cieśnina była rozkołysana, więc wymioty były duże zwłaszcza u mnie, bo jakoś mi chyba błędnik nie działał za dobrze. Także tej podróży nie wspominam za dobrze, ale potem już było tylko lepiej.

Wynajęty domek z Airbnb okazał się bardzo czysty i przestronny, położony tuż przy plaży, tylko trzeba było przekroczyć taka ruchliwa drogę ;-). Ruchliwe na Tasmanii ma inny wymiar, przerwy pomiędzy jadącymi samochodami są dosyć duże. Wieczorami był ładny widok na nieczynny wulkan (to takie płaskie jak talerz wybrzuszenie na horyzoncie), był jeszcze jeden taki sam trochę dalej. 


Generalnie wycieczkę podzieliłem na dwa, pobyt w Burnie czyli urokliwym miasteczku na północy Tasmanii. Zresztą tam chyba wszędzie jest urokliwie. Miasteczko niewielkie ale ma fabrykę Cadbury czekolady, mleczarnie, wytwornie whisky i port wiec tętni życiem. Niestety dzięki temu z okolicy zniknęły najmniejsze pingwiny (ale na blogu je opisywałem jakieś 8 lat temu bo widzieliśmy je w innym miejscu, są śliczne), postęp zbiera ofiary.



Z tego punktu jeździliśmy na wycieczki dwie główne to Cradle Mountain, to takie ładne górki coś koło 1500 m, prawie jak morskie oko ;-0.




Turystów pełno i znak czasu to zakaz używania dronów do robienia zdjęć widokowych:


No pięknie w tych górach było najfajniejsze jest to że oni tu budują takie drewniane ścieżki po których mamuśki z wózkami i inwalidzi mogą się dostać do miejsc raczej dla nich niedostępnych.



Dzięki temu mogłem zobaczyć na własne oczy, a nie ze zdjęć taki urokliwy wodospadzik.


Potem pojechaliśmy na Tarkine Drive czyli przejażdżka (około 200 km), po dzikiej północno zachodniej części Tasmanii. Po prostu cudeńko, co mam pisać nie wszędzie udało mi się podjechać samochodem lub skuterem ale dotarłem nawet do miejsca zwanego Edge of the World (lubią tu takie dramatyczne nazwy bo turystów łatwiej przyciągnąć).











Były po drodze także mchy i paprocie.






Byłą wycieczka do lokalnego ogrodu zoologicznego gdzie można było zobaczyć diabły tasmańskie, potem jeszcze ich pełno widziałem, ale już nie żywych potrąconych an drogach. Pracownik ogrodu powiedział jednak że populacja ich jest całkiem duża ponad 40 tyś i nie ma się co martwić można co któregoś rozjechać ;-(. Ciekawostka każdy diabeł ma te białe paski dokładnie w tym samym miejscu, uscisk szczeki to ... 20 razy silniej niż dorosłego mężczyzny. Jedzą padlinę w całości razem z kośćmi. Rodzą do 25 młodych ale przeżywa tylko 4 bo tyle jest sutków w kieszonce którą mają tak jak u kangurów. Co z reszta ... zjadają nic się nie może zmarnować.



Tak samo mój syn podszedł do hamburgera na obiad nic się nie mogło zmarnować ;-).




Nie omieszkałem nie zajrzeć także do wytwórni whisky bo trzeba było spłukać kurz z drogi jaki w gardle osiadł. Szarlotka na ciepło z lodami whisky była po prostu obłędna.




Potem jeszcze mała jazda 400 km i wizyta w Hobart, miasta jak ja je nazywam małe Sydney, położone urokliwie w pięknej zatoce i jeszcze tu góry jakby z tyłu miasta, szkoda że nie doceniali tego ci co byli tu zesłani jako więźniowie, no ale coś tam zbudowali, wybili wszystkich aborygenów , kolonizacja i postęp niesie ofiary. Ja tą historią się za bardzo nie fascynuję to nie pojechaliśmy do muzeów itd, za to znowu więcej natury i trochę cywilizacji.






Zaliczyliśmy obowiązkową wg mnie wyprawę w postaci Tahune Airwalk. Z okazji tego że mają tu generalnie za dużo żelaza to zbudowali takie mosty na wysokości drzew (30-40 m) nad piękna okolica z rzeką. Mają fantazję, ale dojazd tam był już ciekawy, a same widoki i  możliwość skorzystania z jazdy skuterem na wysokości 40 m nie mogłem sobie odmówić.


 Interesujące miejsce do parkowania dla osoby niepełnosprawnej, jak natura to dla wszystkich.


I na taki pomost się wjeżdża i ma się cała piękność jak na dłoni. Uwielbiam takie widoki.

W Hobart znaleźliśmy także polski akcent. Polaków na Tassie jest całkiem dużo bo po II wojnie ich tu przywiało, gdzie nas zresztą nie ma. To fragment statku użyty jako atrakcja i kawałek domu. Kolega Kościuszko jest na antypodach bardzo popularną postacią, tu góra tam statek, szkoda, że Strzelecki nie kupił od razu kawałka ziemi, no ale on był odkrywcą nie zdobywcą ;-).  A szkoda bo może byśmy mogli tu mówić po polsku ;-)).  



 











Ot i po wakacjach, fanie było, jeszcze odwiedziliśmy wiele miejsc ale nie da się wszystkiego opisać, zdjęć tez mamy na długie zimowe wieczory. Generalnie Tasmania jest przyjazna inwalidom więc ich zapraszam do odwiedzenia ;-), jest to piękny kawałek ziemi, ma ocean, rzeki, zatoki, góry i płaskowyże, prawie jak Polska ;-).





Na koniec trochę humoru.





5/01/2017

Polityka jaka jest każdy widzi, albo i nie.

Trochę trudno pisać o czymś co mało się interesuje i ma do czynienia, ale spróbuję. Tu jakoś ludzie nie chcą o polityce rozmawiać, nie tak jak w Polsce gdzie każdy jest specjalistą w tej sprawie. Próbowałem wiele razy zagadywać na spotkaniach o polityce, ale oni tylko Footy, cricket czy inny sport, ewentualnie wystrój wnętrza domu lub nowe model BBQ (grilla). Nie powiem żeby mi brakowało tych dyskusji. Głosować trzeba chodzić bo grzywna jest jak się nie pójdzie, a i mam masochistyczną radość z chodzenia na wybory, tu jest to niezły festyn, można namawiać do partii, tuż przed drzwiami lokalu wyborczego. Nieraz można kiełbaskę wyborczą dosłownie zjeść.

Generalnie są tu dwie duże partie, lewica (związki zawodowe, inwalidzi, zawody nisko płatne, reprezentują często, gejów i inne mniejszości), oraz prawica czyli Bóg, honor, ojczyzna, kasa, korporacje i przedsiębiorcy. Są jeszcze partia nacjonalistyczna, ale nie są to faszyści tylko raczej partia chłopska, oraz zieloni czyli ekolodzy (ci co dbają o biznes ekologiczny ;-). 
Ostatnio coraz częściej do władzy dochodzą posłowie i senatorowie niezależni. To trochę znak czasu bo wszędzie na świecie ludzie są zniechęceni to kandydatów partyjnych. A ponieważ są  tutaj tzw okręgi jedno mandatowe, głosuje się na ludzi nie na partie, więc sprzyja to prężnym niezależnym. Warto się do władzy tutaj dopchać bo jest niezła kasa, emerytura i do niedawna było chyba 10 lotów powrotnych biznes klasa na rok, ale się to ucięło z wiadomym jękiem zawodu. Osobiście kiedy tu przylecieliśmy i poczytałem trochę o apanażach polityków przed tym jak pierwszy raz poszedłem do wyborów, to pomyślałem, że jeśli sądziłem, ze polski polityk ma dobrze to jeszcze dużo o życiu nie wiedziałem ;-)).

Postanowiłem tez raz poznać osobiście lokalnego polityka, poszedłem do posła z Victorii, czyli stanowego polityka nie tego wyżej postawionego krajowego. W naszej sprawie, ze jako chory ojciec skazuję moją rodzinę na ubóstwo i bezdomność bo nie stać nas na zakup domu i z trudem wynajmujemy (trzeba używać ciężkich argumentów aby się przebić). Spotkanie było bardzo miłe, nie było dużego dystansu, konkretna nawet rozmowa. Gość napisał do stanowego ministra budownictwa w sprawie mieszkania dla nas, minister nawet odpisał, że się zajmie bardziej i co w tej sprawie będzie robił, i oczywiście nic, nadal musimy sobie sami radzić. No ale ile biurokracji przy tym pobudziliśmy do działania hoho ;-0.

Politycznie w TV za dużo nie ma tematów, są wrzutki o gender, gejach itd, ale to jakby się rozmywa w powodzi innych wiadomości o jakimś morderstwie, gwałcie czy innym ludzkim nieszczęściu. Często tez jest o jakimś uratowanym zwierzątku, np ostatnio  było jak krokodyl przetrwał pożar domu chowając się w basenie ;-), nie wiem czy coś przeoczyłem, ale to był taki domowy krokodyl chyba ;-). A i teraz maj to budżet stanowy i krajowy czyli taki plebiscyt co dana partia u władzy robi z kasą podatników i jak pomaga zmagać się z codziennością przeciętnie zarabiającej te 100 tyś dolarów na rok australijskiej rodzinie. Te mniej zarabiające są uznawane za jakieś nieszczęścia zawadzające w budżecie bo nie wnoszą kasy tylko ja pobierają. To zawsze jest trochę bardziej ciekawe, zobaczymy co ten rok przyniesie.

Jeśli chodzi o gender to próbuje się to tutaj przebijać, ale nadal nie są zalegalizowane związki homoseksualne i pewnie nie prędko się to stanie. Coroczna parada gejów w Sydney to wszystko na co tutaj prawica pozwala, no i jeszcze paru oficjalnych gejów w TV i na scenie, tak aby nie mówiono, że jest dyskryminacja. Coś było o toaletach w szkołach, chyba w Południowej Australii, czyli Adelajdzie to wprowadzają, no ale Adela próbuje wszystkiego aby się przebić na rynki międzynarodowe. Biznes popiera ponoć też związki homo bo to są niezłe pieniądze do zrobienia. 
Wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi to poszukaj szlaków przepływu pieniądza i się sprawa wyjaśnia. Teraz jest gorący temat Korei północnej, no i jak Tramp próbuje nacisnąć na nich, zaprosił głównego przywódce Chin na party do swojej chaty i powiedział, lubię cie, ale musisz przestać kupować węgiel z Korei bo oni mi tu głowice nuklearne zaczną produkować i sprzedawać na lewo i prawo. No i zrobiła się kicha, bo Chiny chcą mieć tani węgiel, ale Ozzi im tak tanio jak Korea nie chcą sprzedawać. 
Generalnie nasz premier mówił, że Australia pierwsza, ale zadzwonił do niego Tramp, zrypał na czym świat stoi i powiedział, że Ameryka  pierwsza, na co nasz premier skonsultował się z naczelna rada pierwszych Australijczyków (czyli aborygenami) i stanęło, że oni jednak są pierwsi tutaj, i biała Australia co najwyżej może być w związku z tym trzecia ;-). 

No i tak się życie toczy, polityka to niezłe szambo czy to tu czy tam, ale tu jakby mniej nachalna, na razie przynajmniej.




Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)