10/22/2016

Polska po prawie 10 latach

W zasadzie miałem już nic nie pisać, tak mi się po prostu nie chciało, bo po co. Blog mało poczytny, temat już nie za bardzo interesujący, kogo obchodzą chore osoby na emigracji, no spójrzmy na to poważnie. No i weny twórczej na bloga brak, a już mi się nie chce chwalić, że po 8 miesiącach czekania dostałem nowy błyszczący chromam i oczywiście czerwony skuter, to to że dostałem podwyżkę renty o 25 dolarów na miesiąc (to będzie na 5 dużych kaw, nieźle).
Ale jedno wydarzenie zasługuje na jakiś mały wpis, jest to jakby podsumowanie tego bloga. Ano pojechałem do Polski po prawie 10 latach, jakoś tak siły zebrałem, kartę kredytowa na maksa zadłużyłem i wio. Niby nic ale jednak po 10 latach to jakieś zmiany widać, no i ludzie są starsi o 10 lat, co widać, a niektórzy nawet już nie żyją. 
Moja dupa mnie za to znienawidziła bo jedna 20 godzin w samolocie to ból, ale o dziwo dałem radę, nawet żadne symptomy MSa mnie nie dopadły, w sumie wozili mnie na lotniskach więc, się nawet nie wywaliłem na ryja nigdzie. Mój mały skuter także dodarł nieuszkodzony, chyba nauczyli się dbać i linie lotnicze są już naprawdę przyjazne dla niepełnosprawnych. Ja polecam Qatar Airlines, połączenie z Polska tylko 23 godziny, to prawie na weekend można skoczyć ;-). Nawet Jet lag nas nie dopadł za bardzo, piszę nas bo poleciałem z 11 letnia córka, jako opiekunem, zły ojciec jestem nie?

No ale koniec dyrdymałów, jak było? 
Od czego by tu zacząć? Od początku, Warszawa piękna, widać ociekanie kasą, wszyscy chodzą z ajfonami lub galaxami. Stadion narodowy jest ładny i położenie widokowe fajne, Wilanów, starówka pokryta parasolami browarów, wszystko kwitnące życiem, kawa nawet droższa niż w Melbourne i nie tylko, jednym słowem Europa. 
No są małe problemy bo toalety płatne, kelnerzy bezczelni, no i te schody wszędzie. Nawet jeden z ochroniarzy w Pałacu Kultury nadał tytuł naszej podróżny, a mianowicie jak już udało mi się stanąć skuterem przed windom do góry, gość krzyczy, panie a gdzie pan z tym motorkiem tam są schody. No myślałem, że jak już były ułatwienia aby dostać się do wind to na gorze będzie tak samo. Nawet warszawskiego taksówkarza przygniotło, ale uniósł się lokalna duma i powiedział bohatersko, panie tyle pokonaliśmy to ja tam panu pomogę i zniosę ten skuter (60kg) sam po schodach a pan da rade te 7 schodów zejść nie? I tak zrobiliśmy.






Potem moja Łódź, no tu jak zwykle widać biedę, ale jest lepiej, a piotrkowska w końcu wygląda jak ulica przyzwoitego miasta tylko za dużo tych pijalni piwa i wódki, wieczory na niej są lekko stresujące (to trzeba się napić ;-). Wiadomo Manufaktura to naprawdę fajny obiekt, a  Andel's hotel, to klasa sama w sobie. Ludzie już jednak nie chodzą tak zadowoleni jak w Warszawie, ciekawe dlaczego? Miasto idzie naprawdę do przodu.




 

Tuwim wykazał duże zdziwienie: co ty tutaj robisz?

Potem mój ukochany Gdańska i Sopot, to nic że był sztorm i mało w łeb nie dostałe latającym krzesłem i molo zamknęli pól godziny po naszym pobycie bo fale zaczynały je rozwalać. Było cudownie, tylko Grand hotel został jakoś tak przysłonięty przez Sheratona, trochę wyglądał jak ubogi krewny. Starówka Gdańska taka jaką uwielbiałem, nawet jest takie same koło widokowe jak w Melbourne. Pomimo pory roku jesieni nie za cieplej już, było pełno turystów.





A co w polityce, ano tu bez zmian jak włączyłem TV to to co było nadal jest, aborcja, reforma edukacji, zamykanie supermarketów w niedziele, generalna ciężka pyskówka. 
A i polecam stacje paliw Orlen, nie dlatego, że mają tanie paliwo, ale dlatego, że maja naprawdę dobre polskie żarełko, pierogi z kurkami były super, tak samo z malinami na słodko. No i kawę całkiem niezłą mają. 

Było oczywiście pełno spotkań z rodziną, wypiłem dwie butelki kropli na trawienie, bo wiadomo polska gościnność. Wszyscy posunęli się w latach, wiadomo, ale jakoś dają radę. Chyba też nastąpiło jakby pogodzenie się z tym że nas tam nie ma. Rozstanie z rodziną to najcięższy jak myślę element emigracji, choć ponoć nieraz z rodziną to na zdjęciu najlepiej się wychodzi ;-).

No i trzeba było już wracać, generalnie byliśmy zadowoleni z córka co widać na załączonym obrazku, nawet nas nie zrażały te schody wszędzie (trochę gimnastyki miałem), dziury w drogach straszne (nie mówię o tych nowo wybudowanych), i to że nie chcieli dać córce się załatwić w jakiejś restauracji na gdańskiej starówce, jak ją bardzo przycisnęło, no bo panie trzeba zamówić najpierw. Co tam jakaś brama ładnie pachnie, bo publicznej toalety nawet płatnej nie było w okolicy. 



To wszystko było po prostu tzw. lokalnym kolorytem, każdy kraj ma jakieś dziwactwa, a dla lokalnych to tylko zdziwienie, a to nie wiedziałeś tu tak jest. Ja po prostu się odzwyczaiłem no i inwalidą zostałem to jakieś wygórowane wymagania mam ;-).

A poszedłem do ZUS (no masochistą jestem lubi takie zmagania ;-), powiedziałem, że chce wrócić i żeby mi wyliczyli moją rentę (bo jak wrócę to mi się będzie jednak należeć, ale komisja najpierw nie ma rozpoznania inwalidztwa australijskiego). Powiem tylko, że byłoby bardzo ciężko, no może lepiej, że jednak wyjechałem, od strony choroby to zrobiłem sobie przysługę. 

W samolocie powrotnym spotkaliśmy młodych dobrze wykształconych, dobrze zarabiających, pełnych wiary w lepsze jutro, lecących do Sydney, na wakacje i rozpoznanie jak z pracą, bo jednak chcą wyjechać ale nie do UK, bo Brexit ich odstraszył, Do Melbourne nie chcą bo jak powiedzieli Sydney to taka Warszawa  a M to takie Katowice, obraziłem się i już więcej nie rozmawialiśmy ;-)).

Efektem ubocznym wizyty było zgłębienie trochę historii rodzinnej i okazuje się, że mam w sobie krew kresowiaka i mój dziadek (czyli mamy ojciec) pochodził z dawnych terenów polski na Ukrainie, mianowicie powiatu taurowskiego, dwa powity od tego słynnego powiatu wołyńskiego, czyli o mały włos a mogło mnie na świeci nie być. Ukazują się książki i wiedza wychodzi na jaw, lepiej późno niż wcale, ale czy kogoś to teraz obchodzi, na Ukrainie regularna wojna a tu życie toczy się dalej. Taką myśl mam, że lewicowe poglądy zabrały nam Polakom podstawowy instynkt przetrwania, przecież gołym okiem widać, że każdy kraj robi to co dla danego kraju najlepsze, a my co zawsze już będziemy albo uciekać, albo skamlać do innych, chyba czas na wielką Polskę znowu, tylko kto to zrobi? Ot taki mały przebłysk patriotyzmu, może z emigracji widać to inaczej, nieważne już to jest.

Melbourne o dziwo przywitało nas piękna wiosną, słońce 22C, a teraz pisząc te słowa patrzę na trzeci już dziś grad za oknem i temperatura ledwo 10C. Jednak tu już jest mój dom, jak już człowiek pojeździ po świecie to musi gdzieś osiąść. I tym optymistycznym akcentem mógłbym zakończyć tego bloga jak myślę.


Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)