12/03/2015

Zostalismy sprzedanii ?

Nasz właściciel domu postanowił go sprzedać ponieważ miał raka mózgu i rodzina pewnie go naciskała aby się z kasa podzielił przed swoim zejściem, bo kto tam się przejmuje o zdrowie tatusia ;-). Wiec decyzja zapadła i przeżyliśmy najgorszy miesiąc od czasu moje diagnozy.



Tu wielbiciel domu jest królem (jak sama nazwa wskazuje landlord). Wiec wynajęta agencja miała prawo wejść do domu porobić zdjęcia i przez piec tygodni mieliśmy dwa razy w tygodniu tzw. dom otwarty przez pol godziny gdzie stado napalonych kupców latało po domu jak chciało. Musze powiedzieć ze to bardzo kiepskie uczucie i w związku z tym nacisnęliśmy jak tu się mówi guzik z napisem panika i się wyprowadziliśmy bo na szczęście bardzo szybko znaleźliśmy coś dobrego niedaleko (4km to na tutejsze warunki tuz za rogiem ;-).

Bylo bardzo trudno, stresu co niemiara no i prowadzenie rozmów z agentami od nieruchomości to po prostu porażka, trzeba to przeżyć, ale ciągle nie mogę się nadziwić jakie to przekleństwo tego kraju, na szczęście nie tylko ja tak uważam bo większość Ozzich tez, trzeba jednak z tym żyć. Z punktu widzenia landlorda oni tez nie lepsi bo go tylko na kasę naciągają ale rzadko coś robią aby mu się przydać. Ale jeśli chodzi o sprzedanie to inna gadka bo wtedy w grę wchodzi duza prowizja i goście staja na uszach,  spadkobiercy landlord nie mogli uwierzyć jak cena za nieruchomość doszła prawie do 1.2mln dolarów. My tez nie ten stary 60 letni dom był tyle wart, to żeśmy mieszkali hehe.
Ziemia tyle warto bo działka aż 650m2 no i developerzy wybudują tu ładne dwa domy.

Także mieliśmy niezłą jazdę, ale jakoś to przetrwaliśmy, moje ms się nie pogorszyło chyba z tego powodu, aczkolwiek bycie dodatkowym meblem do przeniesienia nie dodawało mi specjalnie sil. Zona i dzieci oraz nie możemy w to uwierzyć aż 10-ciu przyjaciół nam pomogło, cale szczęście ze żyliśmy w okolicy z tzw starym duchem, tu Ozzi pomagali sobie od zawsze. 
No a teraz wyprowadziliśmy sie to Chin ;-), bo nowa dzielnica to ju 50% Azjaci, ale to bardzo mili ludzie i niesamowicie pracowici, wiec daje się z nimi żyć. 
Na spacerze po okolicy znaleźliśmy lokalne bary i sklep z alkoholem, bo to tu ważne ;-). Taka ciekawostka Ozzi akcent wziął się z tego ze ludzie chodzili tu prawie cały czas pijani na początku aby jakoś przetrwać stres emigracji ;-) no i zrodził się taki specyficzny styl mówienia. Wiec aby nasze dzieci mówiły z tym akcentem trzeba im dawać trochę alkoholu przed snem ;-)).

Lokalny ciąg handlowy


Lokalny bar z rybka i hamburgerami

Lokalna stacja ze sklepem sieci handlowej 7 eleven ktora wykorzystuje ludzi jak niewolników ale to inna historia ;-)

No i największe zaskoczenie lokalny park nazywa się Lysa góra, czyli znowu jak w moje ukochanej Lodzi, czuje się jak w domu tylko śniegu brakuje aby na sankach sobie pozjeżdżać.



Odwiedziło nas tez lokalne zwierze a raczej insekt tylko taki trochę przerośnięty.

Patyczak jak sie patrzy.   
No i na koniec dużo wszystkiego czego sobie zamarzycie bo idą święta Bożego Narodzenia, ciekawe czy ktoś jeszcze tu pamięta o co chodzi w tym świecie? Co tam szal zakupów trwa w najlepsze.

Choinka w lokalnej swietyni wyznawców zakupów ;-)




Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)