9/27/2015

I poszły konie po pięknie wystrzyżonej trawie.

Dzisiaj trochę relaksowe rozważania na temat jak radośnie wydawać pieniądze na ... no konie.



W tak pięknych okolicznościach przyrody bo w końcu zawitała do nas wiosna poszliśmy na wyścigi konne aby trochę się odkuć kasy poprzez granie na wyścigach konnych ;-)).
A poważnie to dostaliśmy darmowe wejściówki, od jednej z organizacji dającej rozrywkę ludziom z chorobami systemu nerwowego (wiadomo, że jak człowiek ma zszargane nerwy nic tak ich nie ukoi jak kontakt z przyrodą i gościem przyjmującym zakłady ;-), na jeden z takich większych wyścigów zorganizowanych w Caufield Racecourse.  
Co tam poszliśmy w ramach wchłaniania kultury i stylu życia melberniańczyków.  I jakże jest ona inna od naszej, oj oj. Tu na wyścigi konne ubiera się jak szczur na otwarcie kanału czyli pełen garnitur, eleganckie sukienki, kapelusze itd, a do kościoła w klapkach i podkoszulku, no po prostu nie do zrozumienia ;-).

Ten szampan i ciasteczka potrafia być kaloryczne ;-)

Na wyścigi walą wszyscy trochę z tym obeznani i nie, nie ma barier wagi wieku czy braku gustu ;-).

Szampan i piwo leje się strumieniami bo trzeba spłukiwać te nie udane zakłady. Generalnie panuje atmosfera radosnego festynu z lekkim nerwowym tikiem a oku, że znowu straciłem 50 baksów na ostatniej gonitwie.




Najnowsza technologia jest zaprzątnięta do tego wszystkiego,  obezwładniające elektroniczne ekrany i światełka aby człowiek myślał jaki to ważny biznes jest. Największy ekran jest na zewnątrz aby każdy mógł widzieć start i metę jednocześnie.


My czuliśmy się tam trochę nie za bardzo bo ubraliśmy się odwrotnie czyli klapki i podkoszulki (no co kurde ładnie było), ale Ozzi mają wysoki współczynnik tolerancji i nikt się nami jakoś zbytnio nie przejmował.

Jeszcze parę zdjęć i filmik coby poczuć tętent koni oraz histerię tłumu. Nagrane jest to z takiego widokowego pawilonu, ale szyby były umyte na błysk.






Tradycja musi być sędzia wyścigu na posterunku bez rozpraszających uwagę ekranów ;-)


 Filmik trochę się trzęsie bo rączki miałem wrażliwe jak postawiliśmy 1 dolara i od razu żyłka gracza na wyścigach się odezwała, oczywiście przegraliśmy ehh.

Podsumowując dzień był udany dużo nowych wrażeń, trawa była przygotowania niesamowicie, wyglądała prawie jak pomalowana:


 
Byłem trochę rozczarowany bo nie było na czym oka zawiesić (no co facet jestem), znalazłem na końcu coś w moim typie ;-).

Chyba jedna z najładniejszych dziewczyn (oprócz moje żony oczywiście).

Generalnie chyab jeszcze kiedyś tam pójdziemy, sąsiad powiedział, że pójdzie znami i powie co i jak aby dobrze obstawiać, już wyciągnąłem stary garnitur, jak schudnę parę kilo będzie jak znałazł ;-0).




9/18/2015

Jeszcze parę słów o emigracji.

Tak wiem, że to już nudne ale jeszcze napiszę parę słów o emigracji, żeby już tak dobić temat do końca. Czas płynie w Melbourne jakoś chyba inaczej bo wydaje mi się, że już wszystko było a tu od nowa i od nowa to samo , może życie tak po prostu płynie niby do przodu a od nowa i od nowa,  wow zrobiłem filozoficzne odkrycie, czacha pracuje nie ;-). U nas czas odmierzają misie koala nie koguty, więc wszystko pewnie możliwe.

Mechanizm zegarowy stosowany w Australii ;-)0

Chce po pierwsze podkreślić, że nie udzielam porad emigracyjnych, chętnie odpowiem na emalie ale to nie są wiążące porady, każdy musi sam sobie kołderkę emigracyjną pościelić, możecie mnie za to nie lubić, ale na własnej skórze przetrenowałem szukanie porad u ludzi i agentów versus samemu poszukanie odpowiedzi i podjęciu własnej decyzji, nie łatwe, nie ma kogo potem za błąd obwiniać, ale warto trochę być samodzielnym potem jak znalazł się przyda.

W Australii kończy się boom wydobywczy i wartość australijskiego dolara znacznie spadła (na szczęście), co to ma do emigracji? Ano to, że jak wszędzie chodzi o pieniądze (nawet ci uchodźcy co spacerują po dworcach europy tylko o tym myślą a nie o tym ze ojczyzna krwawi). 
Dzięki słabemu dolarowi, australijski przemysł edukacyjny znowu może rozkwitnąć, ponieważ azjatyckim studentom taniej i bezpieczniej jest przyjechać do AU na studia, co tam że kosztują 80tyś AU, tata zapłaci i powie, że tanio było bo mniej niż 60tyś USD ;-).
W związku z tym przewidywany jest stopniowy wzrost emigracji studenckiej po pierwsze poprzez lekkie poluzowanie polityki otrzymania PR po studiach (znowu), oraz chwilowo prawicowemu rządowi który nie lubi wysokich pensji a dzięki emigracji może je trzymać na wodzy, bo student zrobi za pól ceny.
Zródło The Age.
My przyjechaliśmy na tej wielkiej górce z 2009 roku, no było serfowanie że hej, dlatego urząd emigracyjny się zapchał i przetwarzał wszystko tak długo, myśleliśmy że nie damy rady, niby pech, ale potem jak przykręcili śrubę i prawie nie można było przyjechać to myśleliśmy, ale mieliśmy szczęście, zawsze są dwie strony medalu, wow kolejne przemyślenie idę dzisiaj po bandzie.

Tu macie przewidywania na poszczególne stany (może to dać do myślenia gdzie będzie może mniejsza konkurencja):

Źródło The Age.
To w sumie ciekawe z ta studencka emigracja i chęcią nauki w AU. Wszystkie badania wskazują, że jakość tej edukacji jest taka sobie i w Polsce lepsze wyniki mają i na dodatek taniej jest, a do Polski Azjaci nie wala drzwiami i oknami, ciekawe dlaczego, chyba o czymś zapomniałem.

Syn na przykład ma w szkole laptopa i jakieś bajerne kalkulatory kazali mu kupić aby policzyć styczna do paraboli, poważnie jakość szkolnictwa spada na ryj.


No nic mam nadzieję, że jeszcze zaczną na nich robić jakieś poważniejsze obliczenia, w sumie trzeba zacząć pomału, poznać instrukcje obsługi itd, a potem lekcja minęła i fajnie jest ;-).

Czyli podsumowując emigracja to czy ktoś to lubi czy nie to czysty biznes i trzeba uważać aby na tym nie stracić. Wszystkie ruchy ludności poprawiają gospodarkę w dłuższej perspektywie, jak zrobią wojnę to jeszcze lepiej bo jeszcze większa kasa będzie przez kogoś zrobiona. 

Także liczcie dobrze, czytajcie http://www.border.gov.au/, czyli nowa wersje strony biura imigracyjnego, tu jest prosto jak urzędnik może odhaczyć wszystkie punkty w aplikacji to przybija pieczątkę i poszło, jak są jakieś wątpliwości to zaczyna się duża gimnastyka, żaden urzędnik  nie lubi myśleć za dużo.

Na zakończenie tego krótkiego wpisu, na szczęście bo znaczy że temat się wyczerpał, zagadka parkingowa:


W jakich dnaich i godzinach nie wolno tu parkować po lewej i po prawej stronie słupa?


Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)