12/23/2014

Życzenia, życzenia, życzenia.

 


W tym roku życzenia za pomocą wiersza mojego kolegi, przebywającego na emigracji na półwyspie arabskim, czyli doskonałe miejsce na odczucie wiary chrześcijańskiej i nie tylko:

Gwiazdeczko Betlejemska wysoko na niebie
Czemu uciekasz, gdy uśmiecham się do Ciebie?
Lecz ona od dawna już mnie nie słucha,
Pognała tam, gdzie zimowa plucha
Gdzie parki i knieje, i drzewa wysokie
Gdzie korony sosen są także szerokie.
Z daleka od piasków i Perskiej Zatoki
Gdzie latem można spotkać też sroki
Lecz zimową porą rozbłyśnie nad głowami
Gdy będziecie krzyczeć, że Chrystus jest z Wami.
Wigilia to czas dla naszej Rodziny
Spędzaj ją w domu nie krzywiąc miny
Harując w pracy nad super-projektem
Bo może stać się on Twoim defektem
Nim się spostrzeżesz już będzie po Tobie
Zamiast bogactwa Bóg Cię zeskrobie
Żeś nie oczekiwał jego nadejścia
I nie przystroił swego obejścia.
Ciesz się pokojem, który jest Ci dany
Bo możesz skończyć w kraju obłąkanym
Gdzie ludzie nie wiedzą co to jest miłość
Tłumacząc od wieków tę jasną zawiłość
Wmawiając Tobie, że Święta są w sklepie
Znaną formułkę ktoś Ci odklepie.
Z zatrutym rozumem brak Ci rozsądku
Lądujesz wtedy na jakimś przylądku
I nie masz Rodziny ani znajomych
Tysiące par oczu niewidomych
Co śledzą uważnie Twój każdy ruch
Jeden znak krzyża i będzie buch
Dla wiary karku nie nadstawiałeś
Powiedzmy szczerze - nie tego chciałeś
A jednak coś pcha Cię w tę stronę
Być może po latach dostaniesz koronę
Dzisiaj to będą obelgi i cięgi
Ktoś Ci pokazał Twoje przysięgi
Wyplątać się z nich nie jest tak łatwo
Bo choć leniwe, cwane jest bractwo
I nie wypuszcza Cię z czarnego objęcia
Teraz już służysz dla Arabskiego Księcia
Ludzie pytają jak to możliwe,
Przecież to takie uciążliwe.
A ja Wam odpowiem krótko i z przekąsem
Miłość i wiara jest wielkim wstrząsem.

Autor: Wojtek Golis


Wszystkiego najlepszego drodzy czytelnicy tego lekko nudnawego bloga. Aby Boże Narodzenie dało chwilę zadumy co jest ważne a Nowy Rok natchnął nowymi pomysłami które są ważne.

No i dietetyczna wersja przekąski sylwestrowej, cza zjeść truskawkowego Mikołaja i spłukać go szampanem:

Źródło: The Age
Jescze w temacie Mikołaja, trzy etapy życia męższczyzny:
1. Wiara w św. Mikołaja
2. Zaprzestanie tej wiary
3. Zostanie św. Mikołajem ;-)



12/12/2014

Co słychać w emigracji

Długo sobie  obiecywaliśmy, że pójdziemy zwiedzić muzeum emigracji, lepiej późno niż wcale w końcu tam dotarliśmy. Muzeum jest położone w centrum w zasięgu krótkiego spaceru od Flinders Station, która sama w sobie jest obiektem muzealnym. Ale wracając do emigracji, wizyta dała nam pewną perspektywę do naszej emigracji.



Masę ludzi przemieszcza się po świecie, część z własnej woli, a część pod przymusem. I tu mnie wzięło, czy to był przymus czy własna wola, po głębszym kielichu, znaczy się zastanowieniu, jednak stwierdzam, że to była własna wola, czyli chęć rozjeżdżenia outbacku 4WD była dużo większa niż, rzeczywista potrzeba, no i to by było na tyle. Nie ma co tak przeżywać, ,trzeba korzystać z dobrodziejstw posiadania dwóch paszportów i hajda w świat,, nawet jeśli tylko skuterem dla inwalidy.

A jak ma się aktualny stan emigracji do Australii, ano całkiem dobrze, ostatnie dane wskazują na wzrost studentów zagranicznych do około 260 tyś rocznie, jak każdy zostawi tylko 20000AUD to niezła kasa idzie, rączki zacierać ;-).

Azjatyccy studenci zgłębiający historie AU na dziedzińcu muzeum.
W latach 2012-2013 kiedy my dostawaliśmy obywatelstwo takich wariatów było ponad 123 tyś., to dlatego było parno i tłoczno.
A kto jest głównym źródłem genów? Ano teraz to już  mniej ciekawie bo są to Indie ponad 40 tyś. rocznie, no ale dobrze bo potrzeba sprzątaczy, kucharzy i kelnerów. To w sumie ciekawe, że oni okupują te stanowiska jak sami nie są za czyści i z gotowaniem też nie za bardzo bo wołowinka budzi u nich szacunek ;-). Dalej idą Chiny ponad 27tyś ludzi rocznie i na trzecim miejscu UK, coś koło 22 tyś rocznie. Polaków nie ma w statystykach, może są ukryci pod hasłem UK ;-)).

Ciekawa liczbą jest ilość ludzi jaka rocznie przyjeżdża tu na tzw working holiday visa. Warto dodać, że są dwie takie wizy:
1. Working Holiday 417, która ma mniejsze wymagania (bez języka,  2 lat studiów, listu od rządu)
2. Work and Holiday 462, czyli więcej wymagań i ta właśnie wizę dostali Polacy, ale chyba tylko 200szt na rok, czyli potraktowali nas jak Urugwaj i Bangladesz, poważnie Radek nie było się z czego cieszyć. A ileż tu ludu wali tu na te wizy ano ponad 260 tyś rocznie, Radek 200 sztuk wygląda jeszcze gorzej ;-)).

Dla desperatów jest jeszcze opcja zostać nielegalnie czyli nie wrócić do ojczyzny jak się wiza skończy  i opcje tę wybierało ponoć dotąd około 63tyś ludzi !!!. Urząd emigracji przyznaje, że to obciach, ale nie ma środków na poszukiwanie tych ludzi. A wystarczy się przejść bo lokalikach nocnych i burdelach i sporo ludzi pewnie by przyhaczyli, no ale widocznie im to na rękę.

Ponieważ mamy rząd prawicowy jeszcze, to emigracja będzie rosła, bo ona trzyma w ryzach wzrost płac, ale prawda jest taka, że służby potrzeba a wiadomo jak większość młodych emigrantów zaczyna, ściera i miotła i do roboty.

Nie potrzeba natomiast uchodźców i tych co nie płacą za wizy, bo to już kosztuje rząd i  ludzie są już zmęczeni tymi emigrantami, a dostaje się tym nieszczęsnym uchodźcom jako, że ich najłatwiej wskazać palcem no i te dramatyczne sceny z łódek przepełnionych ludźmi. Była taki film Elysium, trochę to tak tu wygląda, my i reszta świata, błogi nacjonalizm ;-).

Można się było opowiedzieć i kupić sobie taką oto koszulkę:

 
Na koniec pytanie do czytelników mojego bloga, czy myślisz o przyjechaniu tutaj na tą work and holiday wizę?

12/10/2014

Porozmawiajmy o modzie

Ten brak wpisów na blogu wynika z tego, że zająłem się działalnością w mojej inwalidzkiej korporacji (People with MS Victoria incorporated), nawet jak się nic nie robi to jakoś czas od spotkania do spotkania szybko płynie. W międzyczasie opublikowałem na ich stornach ze trzy artykuły wiec nie leniuchowałem aż tak bardzo.
Trochę jak widzicie podsumowuję się z tej działalności (ale ja już tak mam), jednak jest ona jak najbardziej poważna i daje poczucie dobrze spełnionego obowiązku. To magiczne słowo incorporated, powoduje, że ta charytatywna działalność jest w pełni, samofinansująca się z darów, grantów itd. Ot takie lokalne zawiłości księgowo prawne, nuda. 

Na zakończenie roku mieliśmy korporacyjne spotkanie w szpejowej restauracji w National Gallery of Victoria, na własny koszt bo korporacja jest dla pomocy ludziom a nie dla zarządu ;-).
Galeria to imponujący budynek w centrum z przepięknym ogrodem w którym jest tak cicho, że trudno uwierzyć, ze to samo centrum Melbourne.
Źródło internet
Pojechałem tam z moja drugą połową wcześniej bo postawiliśmy wykorzystać tą wizytę na odwiedzenie tymczasowej wystawy o ciuchach pod kierunkiem Jean Paul Gaultier, to taki chyba znany kreator mody ;-). Poszedłem tam z lekko mieszanymi uczuciami, ale czego nie robi się aby znaleźć temat do bloga.

Była to dobra okazja aby wypróbować ostatni nabytek socjalu jaki udało mi się otrzymać czyli tzw. Companion Card, czyli karta dająca darmowy wstęp dla osoby która mi towarzyszy jako mój opiekun, z racji na nieprzewidywalne symptomy choroby.  Czaderska sprawa bo ja kupuję bilet ulgowy i dwoje wchodzi, bardzo ekonomiczne rozwiązanie dla osób o niskich dochodach a chcących korzystać z przyjemności życia, czyli wystawy, kino, koncerty i wiele innych.  Kupiliśmy wiec jeden bilet pokazałem kartę i żonę, i weszliśmy na jeden bilet bez problemu. Kurde cały czas mam naleciałość z ojczyzny, że zawsze jest coś nie tak ;-).

Oto parę zdjęć z wystawy:

Ten pan na pierwszym planie to sam JPG witający na swojej wystawie.

Słynna sukienka Kylie Minogue z jednej z ostatnich tras koncertowych.

Marynarz inaczej
Armia inaczej
Kaleka inaczej
Ciuchy inaczej


Wielka Brytania inaczej
Perwersja inaczej
Żydzi inaczej
Indianie i biali nie idą w parze ?
Rosjanka jak zawsze elegancka.


Uff można by tak jeszcze trochę, ale chyba starczy, może jeszcze warto przyjrzeć się technice manekinów bo były one niesamowite:




No niby ładny manekin zrobiony bardzo naturalnie, ale nie sądziłem, że aż tak naturalnie, bo ta jak nie spojrzy na mnie:



Po takiej uczcie dla ducha należało coś przetrącić i tu udaliśmy się do restauracji na tzw. fine dining.
Można to sobie tłumaczyć trochę takie wyszukane ekskluzywne jedzenie, ale ja ma swoja teorie na to czyli ogromny talerz, mało jedzenia ;-). Popatrzcie sami:

Rybka, sosik i dodatki ;-)
Deser: ubrudzony czekoladą talerz i czekoladowym ciasteczkiem ;-)
 
A poważnie, rybka to: Barramundi/warm octopu/chorizo&chickpea salad/corn puree, obrzydliwie smaczne ;-). Deser jescze lepszy: Chocolate mousse tart/white chocolate sorbet/ chocolate soil. Do tego była lampka wina francuskiego bo to takie bardziej seksy niż australijskie ;-).
Czyli nie ilość ale jakość się liczy, całość 50AUD za osobę, ale co tam na cały tydzień smaku mi wystarczy ;-).

No i na zakończenie wszyscy się radujmy bo dobra wieść niesie, że ceny paliwa idą w dół ;-). Jak znalazł na letnie wakacje będzie za co jeździć.


12/08/2014

I'll be back hehe nadal bedę pisał

Dawno nie pisałem, ale coraz trudniej zanotować pęd życia, emigracja jakoś tak spowszedniała, Melbourne ciągle nas czymś zachwyca, a czasami po prostu ręce opadają, ot rutyna, ta okropna zmora która zabija wszystkie emocje i pewnie niektóre związki małżeńskie ;-)). 

Na szczęście dzięki, coby nie było nowemu środowisku tutejsza rutyna jest łatwa do pokonania bo wystarczy się chwile zatrzyma w pędzie życia i zawsze jest coś małego co cieszy.

1. Zaczyna się kolejna wymiana TV, jak ten czas szybko leci, jak ty przyjechaliśmy na ulicach można było znaleźć 32 calowe płaskie kineskopowe TV, a teraz już leżą stare LCD, ano 4K nadchodzi i dzięki temu jeszcze sklepy mają co sprzedawać.










2. Zwiększa się bardzo szybko stopień adaptacji naszej rodziny do tutejszego środowiska. Najlepszym przykładem jest jedzenie. Oto Ozzi wariacja na temat schabowego ;-). Brzmi nieźle, a jak smakowało. Po krótce jest to schab pieczony w marynacie z pieciu przypraw (chińskie przyprawy dla wieprzowinki), pieczone ziemniaki z oregano, no a te zielone gluty to sałatka z bok choja na ciepło (zamiast kapusty zasmażanej, ten bok choj to też kapusta ale z chin), wpływ azji na całego. Nie żałujemy bo pyszne że pałce lizać, te pałce to dla pana płemieła co też właśnie wyemigrował ;-)), schabowego to w Brukseli sobie nie poje.



3. Przy jedzeniu najlepiej podyskutować no i tutaj mamy problem bo Ozzi nie  chcą rozmawiać o polityce za bardzo. A my Polacy to o czym lubimy gadać o polityce. No więc mieliśmy wybory do samorządu czyli kto będzie rządził naszym stanem. Wahadło przechyliło się na lewo znowu i do władzy doszła partia pracy, po tygodniu nadal liczą głosy, ale robią to bardzo dokładnie bo niektóre okręgi wyborcze są na granicy i kto zwycięży może przeważyć nawet 10 głosów, mówię wam napięcie jak cholera, ale ... Ozzi nic, sezon krykieta się zaczął i tylko im to w głowie, a nam już się marzy tenis, piłka nożna (bo będzie jakiś lokalny mundial Asia Soccer Cup) no i wakacje, czyżby nas znieczulica polityczna też dotknęła ;-)), nie mamy nic przeciwko temu.

4. Sporym wymóżdżeniem w okolicy było otwarcie sklepu Apple, bo Ozzi znają tylko dwa telefony iPhone i Samsung Galaxy s1,2,4, itd ;-0. Sklep jak sklep, ascetyczny tylko ekrany pobłyskują,  ale pierwszy raz w życiu widziałem tyle obsługi do pomocy klientom, no nie każdy umie tym paluszkiem po ekranie efektywnie klikać, niektórzy potrzebują wsparcia technicznego ;-))



5. Zaczęliśmy sezon plażowy i taką  oto muszelkę z dziurką ładna znaleźliśmy. Chyba już o tym pisałem, ale jest to dobry przykład na potwierdzenie przysłowia, że każdego coś gryzie ;-).
Nawet wydawałoby sie dosyć twarda muszla ochroni życie w środku, ale nie znajdzie się w tym wypadku agresywny ślimak i pomalutku dziurkę wywierci i zeżre zawartość, ach ci wstrętni mięsożercy ;-)).  Mnie też gryzie co tu zrobić dalej z tak pięknym blogiem, ale jak na razie jeszcze parę wpisów będzie bo mam je już we wstępnej formie, wiec do następnego bardzo niebawem.






Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)