8/28/2014

Zaczyna działać wiza wakacyjna z możliwością pracy w Australii

Czyli mówiąc po ludzku working holiday visa ;-). Nie chce mi się pisać za dużo, ale dla zainteresowanych mały link do posłuchania:

http://www.polskieradio.pl/42/275/Artykul/1192447/


Jak my tu przyjeżdżaliśmy takich rarytasów nie było, może warto spróbować aby unikać potem rozczarowań, bo to kraj jak każdy ma swoje zalety i wady ;-).
Trzeba się spieszyć bo tylko 200 na rok jest (na razie).



Zima odpuszcza, czas zacząć rowerowy trening, na szutrowym traku ;-)

8/20/2014

Jak znalazłem prace w korporacji......

Będąc początkującym adeptem w zmaganiach z chorobą (dopiero trzy lata), zacząłem się trochę nudzić i postanowiłem coś może porobić bardziej konkretnego. Jako, ze normalnej pracy jestem praktycznie "spalony" z racji choroby a i moja neurolog nie zalecała mi poddawać się presji pracy, czyli jednak to prawda ze praca szkodzi zdrowiu ;-)). Pomyślałem o pracy w organizacjach pomagających ludziom takich jak ja. Biorąc pod uwagę moje wielorakie umiejętności i talenty postanowiłem od razu z grubej rury aplikować o pozycje w zarządzie takiej organizacji. Nadarzyła się dobra okazja bo akurat poszukiwali nowych członków. Niewiele się zastanawiając wysłałem mój profil z LinkedIna (bo nie chciało mi się pisać jakieś tam mądre resume itd. toż to przecież nie jakaś pozycja CEO. Od razu dostałem telefon czy mogę się jednak trochę bardziej wywnętrzyć i coś od siebie dodać, mogłem i zostałem zakwalifikowany do rozmowy wstępnej, wow przypomniałem sobie stare dobre czasy ;-)). W międzyczasie zrobiłem jednak rozeznanie jak tam moje szanse no i oczywiście okazało się, że niewielkie bo dopiero pierwszy raz staruję i mają dwóch interesujących kandydatów z UK i Kanady (Anglosasi hehe), a i moje podejście do spraw jest zbyt buntownicze hehe. No nic odbyłem rozmowę i ..... oczywiście nie przeszedłem. 

Dwa dni później zostałem poproszony do współpracy w ... drugiej takiej korporacji msowców (bo jak wiadomo rynek na porady musi mieć konkurencję i są dwie takie duże organizacje w Victorii). I ta druga własciwie nawet lepsza i zwiększą możliwością awansu i rozwoju ;-)). 
Okazało się, że facet którego znam ze wspólnych rehabilitacji w basenie jest szefem tej drugiej organizacji i też poszukiwał nowych ludzi, ale robił to właśnie inaczej personalnie i po znajomości ;-)). A nic tak nie jednoczy facetów z MS jak wspólny natrysk i łapanie mydła gdy wypadnie z ręki ;-)). Ot i dostałem fuchę członka podkomisji ds komunikacji elektronicznej, brzmi ładnie, na razie przebudowujemy stronę internetową, spotykam się raz na miesiąc na lunch, przepraszam na zebranie zarządu, coś się dzieje, płaca marnie bo jest to wolontariat ;-)), ale pieniądze to nie wszystko. Chociaż dostałem dodatek z Centrelinka na dojazdy i za to że coś robię, na trzy baki paliwa na mc będzie, zawsze coś. 

I tak zacząłem moją nowa karierę, może jeszcze posłem zostanę kiedyś bo to dobra fucha i emerytura dożywotnia ;-)). A co mnie zachęca do polityki? To, że zaczyna ona tu przypominać scenę z Polski,, więc mam już przeszkolenie z technik opluwania przerobione ;-). Można już chlapać co popadnie, dobrym przykładem jest nasz nowy minister finansów, który wypasiony na pensji rządowej zdecydował, źe biedni nie jeżdżą samochodem (bo go nie mają abo nie muszą):

Źródło The Herald Sun
 A poszło o podatek akcyzowy na paliwo który już jest ale miałby być indeksowany co rok. I minister bronił pozycji, że jest on progresywny to znaczy że bogaci płaca więcej a biedni mniej. Akurat tak się składa, że na paliwo biedni wydają więcej bo maja stare nie ekonomiczne samochody i mieszkają dalej od centrum miast gdzie jest taniej, ale najwięcej pracy jest w centrum wiec na dojazdy dużo wydają, itd. itp. Przynajmniej wiem, że jestem oficjalnie sklasyfikowany jako biedny, co było dla mnie oczywiste i w końcu ktoś się szczerze odważył ludzi o niskich dochodach nazwać po imieniu a nie jakieś tam "people with disadvantage", kto by to wymówił, jedno proste słowo "poor" idzie przez gardło jak dobra cappuccino ;-)).

Generalnie dzieje się dużo, ale nasze Melbourne zostało znowu najlepszym miastem do życia (nawet dla biednych ;-)) i tak trzymać, bo świat właśnie znowu wariuje:





 

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)