5/26/2014

Maj budżetem się ściele.


Jak to w Maju tutaj bywa ogłaszane są budżety lokalne, stanowe i krajowy. Jest tu powiem rodzaj rozrywki dla mnie i dla wielu ludzi. Niektóre z tych budżetów dostarczają nawet wrażeń jak z dobrego horroru. Ale po kolei.
Budżet lokalny naszego powiatu to nieustające pasmo sukcesów w efektywnym zarządzaniu wydatkami i dostarczaniu mieszkańcom serwisu na najwyższym poziome. Brzmi znajomo nie? Wydaje się, że nabijam się nieźle, ale nie tak o dziwo jest. Jako mieszkaniec mogę powiedzieć, że lokalne podatki są znośne, śmiecie odbierają regularnie, jak zadzwonię po zabranie tzw. większych śmieci to przyjeżdżają, jak krzywy chodnik to naprawią, kładą nowy "cichy" asfalt na drogi itd. A subsydiowane posiłki dla inwalidów dowożą do domu, taki dwu daniowy obiad (główne plus deser, 7 AUD z dowozem bo oczywiście woluntariusze dowożą), czyli jest dobrze. Rządzą tu żydzi i liberałowie.


Źródło Theage.com au

Budżet stanu Wiktoria, po trzech latach oszczędzania, w końcu jest jedna wielka wiktorią. 
Nasz stan ma ocenę agencji ratingowych na poziomie AAA od wielu lat, ale teraz dopiero zaczyna mieć nadwyżki budżetowe i dlatego rządzący tu Liberałowie mogą pozwolić sobie na porządną kiełbasę wyborczą w postaci wielu projektów infrastrukturalnych takich jak nowe pociągi i poprawę przejazdów kolejowych, nowe drogi, nowe linie podziemne metra itd. Także na szkoły i szpitale kasa się znajdzie. Czyli jest kurde pięknie.


Źródło internet

No i w końcu nasz nowy rząd Liberalny po 6 latach rządzenia Partii Robotniczej, ogłosił swój budżet. To była, że tak powiem noc długi noży. Budżet państwa nie ma kasy, socjaliści jak to socjaliści wiele obiecywali, ale kasy na to nie mieli. Wiec jest jak jest i nasz minister finansów (ładny ten obrazek bo przedstawia typowego liberała z jego podejście do obietnic przedwyborczych), choć te ostatnie to wiadomo, że łamią wszyscy więc tu nic nowego. Ale jednak nawet zatwardziały liberalny elektorat jest lekko poruszony podejściem do budżetu, Zakładającym:

1. Podniesienie wieku emerytalnego do lat 70 ! 
2. Ograniczenie świadczeń socjalnych i mój ulubiony tzw dodatek dla mamy na kawę (zwany tutaj dodatek rodzinny część B) będzie przysługiwał tylko dla dzieci do lat 6-ciu i do dochodu rodziny na poziomie 100tyś AUD rocznie a nie jak to było 150tyś rocznie, normalnie bida.
3. Obcięcie na szkoły i szpitale (bo stany maja kasę hehe)
4. Podatek akcyzowy na paliwo będzie indeksowany, czyli paliwo pomalutku do góry.
5. Zasiłek bezrobotny dopiero po 6 mc od zakończenia szkoły, a i potem będzie coś takiego jak prace społeczne aby go dostawać. Bolesne, ale niestety młodzież sobie trochę sama zaszkodziła, bo sporo ludzi po szkole się rejestrowało kasę brali i ... na wakacje życia jechali. Oczywiście nie wszyscy, ale gdzie drwa rąbią tam wióry lecą.
6. Obcięcie pomocy humanitarnej dla krajów trzeciego świata, a niech się martwią sami i nie damy kasy na budowanie łodzi dla uchodźców.
7. Parę innych fajnych ciachów po kasiorce tu i tam, ot na przykład opłata za wizytę za lekarza (7AUD) dla tych co mało zarabiają, czyli jak my.

Ale na osłodę dali:
1. Powstanie jakiego astronomicznego funduszu na badania medyczne, aby AU stałą się wiodącym krajem w dziedzinie badań medycznych itd. No może w końcu ktoś znajdzie lek na raka i MS i będzie to Ozzi z rodowitym azjatyckim nazwiskiem ;-)). Tak na marginesie największy taki fundusz ma.. Bill Gates ten od Microsoftu.
2. Obcięcie podatku dla firma średnich i małych o 1.5%.
3. Kasa na infrastrukturę krajowa, będzie się budowało oj będzie.
4. Zwiększenie wydatków na armie do 2% PKB, idzie wojna jak nic. 
5. Płatny urlop macierzyński z gwarantowana pensja do 50tys rocznie. Czyli tak po około 4tys AUD jak mama na wychowawczym w domu siedzi i miała prace z taka lub wyższą pensja. Czy widzicie jak łatwo naciągnąć tutaj, jacyś naiwni trochę. Nic tylko rodzic dzieci.
6. Zwiększenie nakładów na kapelanów w szkołach (czyli lekkie pchanie katolickich wartości w końcu, bo już myślałem, będziemy krajem muzułmańskim)
7. Nakłady na balet wzrosną (czy ktoś z ministrów ma córki w balecie ?)


Ot i tak to sobie kasę chłopaki z lewa na prawo przerzucają. Jednym słowem będzie lepiej, ale najpierw będzie dużo gorzej, ot jak to zawsze bywało tu sprzedają tu kupują. Czy nas to dotknie, ano pewnie tak, choć sporo z tych usprawnień nie ma szans na przejście w tutejszym parlamencie. Z  drugiej strony pewnie trzeba budżet naprawić bo stan rozdawania pieniędzy był już niepokojący. Ot czas zaciskać pasa Australio ;-).


5/13/2014

Centrelink kontra ZUS część II


Przedwczoraj nieśmiało zadzwoniłem do ZUS na numer jaki mi podał Centrelink, strasznie się denerwowałem czy umiem rozmawiać z polskim operatorem infolinii, ale nie musiałem się tak spinać, numer był nie aktualny ;-). Na szczęście informacja automatyczna podawała nowy numer. Dałem sobie jeden dzień na pozbieranie myśli i zadzwoniłem na ten nowy numer, no to już pełna klasa, wybierz 1 jak renty i emerytury, 2 jak... itd. Czyli jestem w domu. Połączyłem się z operatorem, jakże ciepło mi się na sercu zrobiło jak seksowny kobiecy głos przedstawił się z imienia i nazwiska (czyli na pewno  jestem w Polsce ;-) i uprzejmie zapytał o co chodzi. Wyłuszczyłem cała sprawę, pani coś poklikała w kompa, ale nic nie znalazła. Użyłem swojego czarującego głosu i ubłagałem panią aby jednak sprawdziła w oddziale rent i emerytur międzynarodowych w .. Nowym Sączu. Pani powiedziała, że sprawdzi i mam poczekać. 
Tak na marginesie kto dał takie sprawy na takie za..., ale zaraz sobie przypomniałem że tam jest/była jedna z najlepszych szkół biznesowych w Polsce wiec może nie tak znowu bez sensu.
Wracając do tematu pani powiedziała, że sprawdziła i że nic tam mojego jeszcze nie mają, tu już trochę spanikowałem bo ponad 50 dni temu list był wysłany, chyba płynie statkiem pocieszam się. Pani jednak wyczuła mój smutek i powiedziała zdanie które ukoiło moje nerwy : " Niech pan sprawdzi czy wogóle ten list wysłany został bo to że panu napisali że wysłali to wie pan jak to jest ;-)". A potem się rozłączyliśmy.
Pomyślałem sobie, no tak wyszedłem na głupa, nie sprawdziłem czy Centrelink wysłał moje podanie tylko uwierzyłem i na słowo pisane. Już ja sobie z nimi porozmawiam.



Ale żeby nie kończyć jakoś tak powaznie to mały ekologiczny żart:





5/02/2014

Polska po siedmiu latach

Dzisiaj się trochę pewnie narażę, ale napisze o tym jak moja rodzina widziała Polskę po 7 latach. Oceniający to moja żona lat 21 jak zawsze ;-), syn lat 14 i córka lat 9. Dzieci za bardzo Polski nie pamiętali (wyjechali jak mieli 7 i 2 lata), no może syn trochę, choć z dawnym kolegą nadal bawił się świetnie.

Zacznijmy od podroży, dzięki rozwojowi linii z bliskiego wschodu połączenie z Polską stało się łatwiejsze, zamiast podróżować 36 godzin można dolecieć w 24 godziny, zdecydowana poprawa.

Wiec jak już wyładowali w Warszawie to nie byli tak wykończeni. Przyjazd do pięknego miasta Łodzi nowo zbudowaną autostradą, no czysta przyjemność. Trochę się tylko zdziwili, że tylko dwa pasy w jedna stronę to taka połowiczna autostrada, ale zawsze. Kolega depną do 140km/h i po godzinie w domu. Trochę się przestraszyli bo u nas tak szybko się nie jeździ, no ale wiadomo co kraj to obyczaj drogowy. Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne, wyremontowane ... pewne ulice i czyste pewne kamienice. Nasza ul. Piotrkowska jest poddawana remontowi po raz 3 w ciągu 7 lat, będzie po prostu błysk.


Przyznam, że jednak Łódzka secesja jest ładniejsza od melberniańskiej.  Ale ja ma pewnie jakieś ukryte sentymenty ;-)


No i Manufaktura nadal jest miejscem pierwsza klasa, ciesze się że dobrze funkcjonuje. Kiedyś wydawała mi się ogromna ale przy Chadstone mającym 530 sklepów jest jednak taka w sam raz:



No problemy językowe w tłumaczeniu prostych znaczeń dały się we znaki, bo dzieci niestety rozróżniają co to tramwaj a co autobus ;-):, bo w Melbourne mamy tramwaje także.



Jeśli chodzi o zakupy to moja druga połowa stwierdziła, ze jest jakoś drogo nawet jeśli przeliczamy z AU na PLN, kawa na lotnisku 18PLN, serio to u nas jest za 4AUD.

Jedzenie było bardzo dobre, nadal polskie smaki im pasują i dzieciom też. Owoce były trochę drogie nawet jak dla nas ale to efekt przednówka, no i brak jabłek świeżych ehh. Marchew okazała sie pewną porażką, bo tu wcinamy odmiane karotkę która jest słodka i pyszna, a w okolicy gdzie mieszkali nie moza było takiej kupić, ale to drobny wyjatek.
Dobrym pomysłem był chleb sprzedawany na kromki, zwłaszcza ten droższy, bo można sobie było popróbować rożnych, choć na początku wydawało się to dziwne, chleb na kromki. 
Taksówki przynajmniej w Łodzi są punktualne i bardzo niedrogie, nie to co w Melbourne kiedy często jeżdżą jak chcą i jeszcze kierowcy na głowach maja turbany i noszą długie brody ;-).

Rodzinie i znajomym żyje się raczej dobrze, zaradni są więc prace jakaś tam maja, mieszkania w bloku wyremontowane i samochód a nawet dwa.  Czyli klasa średnia jak się patrzy, widać jak dużo nas emigracja kosztowała, musimy teraz nadrabiać  aby dotrzymać kroku rodzinie.
Jacyś tacy nerwowi tylko bardzo, ale może to wpływ telewizji ;-).

Z innych spostrzeżeń moich dzieci to Polska to kraj płatnych toalet, nawet w McDonalds, to było dla niech dużym szokiem.

Drogi i miejsca publiczne często nie przystosowane dla inwalidów, syn powiedział : " Tato tam byś sobie nie pochodził bo chodnik krzywy i krawężniki wysokie, lepiej ze zostałeś w Melbourne", nic więcej nie trzeba dodawać.

Zwiedzali Toruń i Warszawę, no pięknie było dzieciom Toruń się bardzo podobał:



Oraz Wisła to ogromna rzeka jest:


 Choć spacer deptakiem wzdłuż Wisły w Toruniu skutkował np. pytanie a co to znaczy?:


I jakby to dzieciom wyjaśnić co w tym takiego specjalnego że napisane na murze.

Z innych atrakcji żona została okradziona w biały dzień tuż przed Wielkanocą, stała przy ladzie, gość podbiegł i zerwał jej z szyi  złoty łańcuszek. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju, łańcuszek nie był jakąś kosztownością, był za to pamiątka rodzinna otrzymaną w dniu kiedy emigrowaliśmy. Jak widać Polska dba o swoje i złoto rodowe musi zostać przy macierzy ;-).

Potem wycieczka do stolicy (ech ta autostrada szkoda, że jak ja musiałem tam do pracy jeździć to jej nie było). Bez Pałacu Kultury ani rusz ;-)


Na szczęście jest tam wiele ładniejszych miejsc:


No i potem tylko znajome klimaty i jakby nie patrzeć jednak długi lot samolotem:

Lotnisko Doha
Podsumowując wyjazd był udany pomimo pewnych drobnych problemów, ale jak to mówią wszędzie dobrze ale w Melbourne najlepiej ;-).

Widok na CBD z jednej z plaż

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)