3/23/2014

Relacja ze spotkania "Polskie emerytury"

Poszedłem na spotkanie w sprawie polskich emerytur (bo juz zaczynam mieć to w zasięgu wzroku 20 lat zleci jak z bicza strzelił ;-)). Spotkanie odbyło się w Domu Polskim "Syrena" w Rowville.

Dom jest fajny, z zewnątrz całkiem nowoczesny w środku trochę późny Gierek, ale jest swojsko.

Spotkanie przygotował nam ZUS poprzez przysłanie nam swojego kwiatu intelektualnego w postaci dyrektorów departamentów emerytur zagranicznych i czegoś tam jeszcze. Dom udostępnił piękną salę taneczna na której odbywają się potańcówki i leci muzyka w stylu Pucio Pucio ;-). Sala wielkości boiska do koszykówki, parkiet ogromny po środku a w koło na wykładzinie stoły dla gości (tak po 8 osób). Przyszło całkiem sporo ludzi ponad 80, więc sala była pełna. Można było sobie zamówić w bufecie flaczki lub galaretkę z kurczaka albo pierogi  (po 12.50AUD) i całość spłukać polskim piwem. Czyli atmosfera była przyjazna i domowa.
Rozpoczęła się prezentacja, jakaś pani zaczęła mówić i po jakiejś minucie ludzie się zorientowali, że to już na temat, więc ktoś krzyknął z sali a może się pani przedstawi ? I już zrobiło się wesoło ;-).
Pani się przedstawiła, i okazało się, że to ten kwiat w postaci dyrekcji. Zapadła wiec cisza na sali i wszyscy starali się skoncentrować na prezenterce, która przeprosiła, że nie będzie slajdów ale projektor nie dojechał, no trudno. Po jakiś 10 minutach jednak dojechał, więc przerwano prezentacje i rzucono slajdy  ... pod katem 45 stopni, ponieważ projektor ustawiono nie na wprost ekranu, była więc miła perspektywa w czytaniu ;-).
Po jakiś kolejnych 10 minutach prezenterka stwierdziła, że będzie też odpowiadać na pytania, ale nie dodała, że po prezentacji no i poszło, posypały się pytania z sali, prze pani a ja to ..., poza tym pytań nie było za bardzo słychać bo proszę sobie wyobrazić 80 letnią osobę krzyczącą pytanie do osoby stojącej 30m dalej ;-). Prezenterka zaproponowała aby przysunąć się z krzesełkami do niej bliżej, ale zaraz szybko z bufetu padło "na parkiet z krzesłami nie wolno", no i Bareja wiecznie żywy ;-), pozostało krzyczenie. Ciekawe było pytanie jednej pani jak to jest z tym udowodnieniem dochodów z pracy, jak zakłady pracy są polikwidowane itd. Pani z ZUS powiedziała,  że jest archiwum i tam 98% wszystkich umów o prace jest przechowywanych. Na to dociekliwa słuchaczka, a jak to jest jak ona dzwoniła do ZUS i jej powiedzieli,że jak nie ma dokumentów to jej nic nie pomogą trzeba było mieć i emeryturę niższa naliczyli. Na to Pani dyrektor nie umiała nic odpowiedzieć.  W międzyczasie mój nowo poznany znajomy, wstał i powiedział, ze to nie na jego nerwy i wyszedł. Nie wiem dlaczego, nic złego mu nie zrobiłem, a i prezentacja była tak nudna że spokojnie można było rąbać flaczki z pachnąca bułeczką. Ludzie się trochę poddali i potem prezentacja poszła jakoś do przodu.
Po jakiś dwóch godzinach atmosfera zrobiła się jednak znowu napięta bo się trochę zmęczyliśmy czytaniem z perspektywą (na lepszą przyszłość pewnie ;-). Ale prezenterka panowała nad całością i zakończyła przekazując mikrofon do młodszej koleżanki aby ta zaprezentowała ... elektroniczny kanał dostępu do  ZUS. To już ludziom było za dużo, ludzie starsi nie mają już siły na kanały, ale dziewczyna szybko przyciągnęła uwagę zwracając się do słuchaczy że jest awatar na tej stronie i ludziska się zainteresowali. Pani powiedziała, że można sobie u niej profil zaufany otworzyć ( jakby żona wiedziała co ja tam robiłem) i już z ZUS przez internet prawie wszystko załatwić. Szybko rzuciłem się i i założyłem sobie ten profil. Ale na koniec pani dodała, że w zasadzie to aby jednak mieć pełny dostęp to trzeba założyć jeszcze jeden profil na rządowej stronie, ale żeby go założyć trzeba już do konsula pojechać (koniecznie z polskim paszportem lub dowodem osobistym). Trochę mnie zamurowało, ale szybko sobie przypomniałem ze wszyscy są równi, ale świnie trochę równiejsze (to z Orwella) i co tam zadowolę się na razie tym mały awatarkiem ze strony ZUS ;-).

Spotkanie się zakończyło i wszyscy tłumnie ruszyli do domów swoimi nissanami i toyotami, jak zwykle narzekając, że ta Polska to nic im nie dała a przepracowali tam nieraz całkiem sporo. Naiwniacy nie wiedzieli, że ta umowa emerytalna to  nie po to aby ZUS im coś płacił, ale po to aby oni przyjechali do polski na emeryturę i te dulary  wydali w Polsce dzięki temu budżet się dopnie ;-)


Poważnie jednak z całego tego wydarzenia mogę powiedzieć, że jednak emeryturę jakąś można wyciągnąć, z rentą gorzej bo jak kwiat  ZUSu określił: Państwo są z reguły za długo w AU aby załapać się na okres pracy w Polsce na 10 a nieraz nawet 5 lat (w zależności od wieku) przed wystąpieniem o świadczenie. 
Można za to dostać jeszcze zasiłek pogrzebowy i ewentualnie renty rodzinne.  Jak podkreślała prezenterka polskie emerytury nie są objęte kryterium dochodowym jak australijskie, czyli lepsze nie ? Ale w ulotce jaką dostaliśmy jest jak byk napisane drobnym druczkiem oczywiście, że jak dochody z AU przekroczą 130% średniego polskiego wynagrodzenia brutto to świadczenie przestaje być wypłacane, a pomiędzy 70-130% jest odpowiednio zmniejszane. Nie wiem kto nie umie czytać ze zrozumieniem pani dyrektor czy ja ? 



Źródło Internet, polskie emerytury.

3/22/2014

Siedem lat mineło, uuff całkiem szybko.

Tak to już 7 lat jak wylądowaliśmy w marcowy gorący, burzowy poranek w Melbourne. Trzeba przyznać, że czas robi swoje, przyzwyczailiśmy się do emigracji. A nawet wydaje nam się, że czujemy się z nią całkiem za pan brat.  Niby w Australii z roku na rok coraz gorzej, ale jakoś tego nie widzimy, może za krótko tu jesteśmy. A i ta emigracja (nie nasza) tylko tych nie chcianych nacji jest jednak przytłaczająca, minarety jednak budzą nasze obawy, ot drobny efekt uboczny emigracji czyli mały element rasistowski ;-)). Oni pewnie tak samo myślą o nas  naszych kościołach hehe.

Nie będę tu podsumowywał czy nam sie udąło czy nie, bo w zasadzie poprzez moja chorobę to raczej jest to trudne do ogarnięcia, jednym słowem porażka z elementami sukcesu ;-)).

Trochę się zmartwiliśmy tym co dzieje się z tym Krymem, bo w naszej dzielnicy jest spora mniejszość rosyjska i jak oni zaczną się skarżyć, że ich molestujemy to mogą poprosić pana Putina o pomoc i zamiast żyć w AU, może okazać się, że wylądowałem w wolnej republice radzieckiej, ech to tylko taki fikołek myślowy.

Źródło internet



A tak poza tym żyje się tu miło, smacznie i spokojnie czego i wam życzę gdziekolwiek was los rzuci. A rzuca ostro i całkiem szeroko jak widać bo polska emigracja to już tak coś ponad 30mln w całym świecie.  I coraz to nowe fale przybywają, bo umarła nadzieja na lepsze jutro.  Kraje które wiedzą, że emigrant to zaradna bestia budują na ich plecach swoje potęgi, nieraz podzielą się dobrym życiem ale w większości przypadków polecam: umiesz liczyć licz na siebie emigrancie.


Źródło internet

3/17/2014

Upadek przemysłu samochodowego i ... dolara

Pojechały samochody F1 i wracamy do ciągle zielonej ale szarej codzienności. Tak na marginesie AU miała Marka Webera w F1 a teraz ma nowego króla DANIELa Ricciardo, co prawda go zdyskwalifikowali bo coś tam z paliwem miał za duże kontakty, ale co tam moment był piękny ;-).   


Źródło www.abc.net.au.
 A tu same złe wieści (jak zwykle zresztą), bo oto nasz prawicowy i pro biznesowy rząd zdecydował, że nie będzie dłużej dotował producentów samochodów (ostały się tu jeszcze Ford, Holden (GM) i Toyota bo Mitsubishi i Nissan już dawno się wynieśli). W ogóle to sam się dziwię jak to możliwe, że 20mln kraj miał aż tyle fabryk samochodów, które miały 4l silniki i na dodatek wytrzymywały po 20 lat i więcej, toż to wbrew logice ;-). No ale ja się na ekonomi nie znam wiec wracam do opisu codzienności. Producenci się zapienili, związki zawodowe w fabrykach podniosły lament (no w sumie 20tys ludzi straci źródło dobrych dochodów) a rząd twardo my kasy nie damy i koniec. I w ten oto sposób rząd wspierający biznes zamknie 3 fabryki no i pozostanie kupować tylko koreańskie i niemieckie cacka. 
Przy okazji kasy dostało się Qantasowi który także pod naporem sił zewnętrznych nie daje rady i nie lata dochodowo jak do tej pory i jego szefunio też usłyszał od rządu coś tam pomożemy w prawie, ale kasy nie damy, bum. 
Tutejszy prezes banku narodowego (RBA), ma także problem bo obniżył stopy procentowe a dolar australijski nie chce za bardzo spadać (no już spadł sporo, ale nadal jest za drogi wg niego), co przekłada się na praktycznie zlikwidowany przemysł bo eksport się nie opłaca a i Ozzi wyjeżdżają na wakacje za granice a nie wydają kasę w domu bo stali się nagle dosyć bogaci. Chodzi nawet powiedzonko że taniej jest kupić ulice domów w San Francisco niż jeden dom w Sydney ;-).

Jednym słowem wszyscy maja przechlapane bo ci Amerykanie dodrukowali pieniędzy, zrobili US dolara słabego a wszystkie inne waluty mocne i położyli parę gospodarek, u nich produkcja odżyła, to najważniejsze, to może teraz zrobimy w drugą stronę hehe.
Putin zajął Krym, wszyscy się napinają, że bezprawnie, że siłą i godnościom człowieka, ale gazu nam nie zakręcaj jak Ci sankcje gospodarcze wprowadzimy ;-).

Co z tego wyniki  jedno proste przysłowie, umiesz liczyć licz na siebie, a aby się z tobą liczyli silnym trzeba być. 

Mówię wam jak się to czyta to włosy z głowy wypadają, ale jak się nie czyta, to też ;-), więc lepiej poczytać zawsze jest o czym pogadać, może złote porady komuś dać gdzie zainwestować.

Poważnie za trzy lata zostaną zamknięte podwoje tych fabryk i w sumie jest to ciekawe jak to odbije się na gospodarce zwłaszcza w Victorii. Nie wszyscy zaczną pracować przy nowych projektach drogowych, chociaż ich skala daje wielu taką nadzieję. No nic przynajmniej nowe drogi powstaną.

A propos pracy do rząd ułatwił przedsiębiorcom ściąganie taniej siły roboczej bo znowu pomajstrowali przy wizach 457 i teraz znowu zaczną jechać kucharze i piekarze szerokim strumieniem, a i najbogatsza kobieta świata Gina Rinehart będzie mogła ściągać Afrykańczyków do pracy w swoich kopalniach za 2$ na godzinę ;-). 
To o tej wizie podałem tak dla zainteresowanych bo wiem że Polska bardzo ceni emigrantów i chętnie ich produkuje bo dzięki temu co roku ze 6mld dolarów do kasy wpada, dzięki temu że emigrant do ojczyzny która go w tej emigracji wspiera i kasę chętnie rodzinie przysyła. 

Rany świat się zrobił bardzo skomplikowany chyba wrócę do opisywania uroków chorowania na MS w Australii ;-)).



 

3/06/2014

Matka wszystkich ryneczków w Melbourne

Melberniańczycy chyba uwielbiają rożnego rodzaju ryneczki i markeciki ze wszelkimi produktami od warzyw do rękodzieła  i nie wiadomo czego tam jeszcze. Jest ich w Melbourne bardzo dużo a nawet więcej. Ostatnio rozrosły się w naszej okolicy tzw. Farmers Market, parę lat temu był jeden, teraz jest ich chyba z 10. Jak sama nazwa wskazuje jest to po prostu rynek warzywno-owocowy. Można kupić jabłka smakujące jak .. jabłka kiedyś smakowały, po jakieś 8AUD za kilo ;-). No cóż znak czasu. Smaczne warzywa i owoce to zaczyna być rarytas, niestety. 
Ale matką wszystkich ryneczków jest Queen Victoria Market, nie jest on najstarszy, nie był on nawet zawsze marketem (było to miejsce nawet cmentarzem), ale teraz jeśli chcesz  zaznać trochę historii i kupić parę pamiątek z pobytu w Melbourne to warto tam wpaść.


Miejsce jest niepozorne od frontu, ale cały obszar jest bardzo rozległy i jakoś dziwnie mi przypominał stare hale centrum handlowego PTAK pod Łodzią ;-).

Można więc poczuć się prawie jak w domu :-), gdyby nie te klientki z chustami na głowach, ech muzułmanie to potrafią podbijać świat bez jednego wystrzału, tylko brzuchami (aby nie używać nieprzyzwoitych słów) muzułmańskich kobiet.

Wracając do tematu, można tam kupić pamiątki od oryginalnego aborygena, droższe o około 50% od tych na stoiskach obok wykonanych prawdopodobnie w chinach. Ale warto pogadać i czuć, że miało się do czynienia z żywa historia 40000 lat ;-).


Można też zażyć atrakcji przejażdżki na koniku żywym lub też mechanicznym:


Jednym słowem rynek pełną gęba, w centrum 4mln miasta. To jest to co charakteryzuje  Melbourne ciagłe przeplatanie starego z nowym, i powiem że podoba mi się to, człowiek czuje jaką ciągłość.

Oczywiście na markecie są działy mięsne i rybne (ponoć najlepsze ale i najtańsze świeże rybki) jest cały dział knajpek i barów z całkiem smacznymi żarełkami z różnych stron świata dla regeneracji jak już człowiek wyczerpie się tymi zakupami.  A mogą one być wyczerpujące zawłaszcza, że nawet do bankomatów są kolejki:


Ot jak to na rynku, najchętniej gotówka przyjmują płatności.  Ja tam mając mojego złomka mogę pomykać po tym markecie godzinami, ale żonka mi wysiadła wiec wracamy do domu.

Na zakończenie dla tych co lubią kawę a Melbourne jest w niej po prostu zakochane.  Co i jak nazywają i co to oznacza w kubku z nie tak po prostu kawą, dzięki temu wiesz co pijesz ;-)).
 

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)