11/27/2013

Blogoekspress z Melbourne

U nas po prostu nic się nie dzieje to nie piszę, czyli jest dobrze ;-). Ostatnio mieliśmy trochę jazdy bo przygotowania córki do pierwszej komunii świętej nabrały dużego przyspieszenia a potem sama uroczystość. Wszystko się całkiem dobrze udało choć tak się nie zapowiadało. O komunii nie ma co pisać bo to takie polskie, a może tylko z tą różnicą, że impreza nie zawierała za bardzo członków rodziny no i jakoś tak nie była za huczna, choć na tutejsze zwyczaje całkiem całkiem. Bo tu jest także pierwsza komunia ale nie tak celebrowana jak w Polsce.


Po drodze zostałem oficjalnie rencistą ale z tej renty to za dużo nie skorzystam bo żona wg. Centrelinku zarabia całkiem całkiem i powinno nam na wszystko wystarczyć ;-). I o dziwo wystarcza, ciekawe jak oni to wyliczyli. Te magiczne karty  dające zniżki czynią życie dużo łatwiejszym.  Na rozpatrzenie wniosku czekałem 3 miesiące, ale zapłacili od daty złożenia wniosku, jacy mili.
 
Jak dostałem rentę, to zacząłem myśleć o emeryturze i znowu sobie przypomniałem że Tusk robi skok na kasę, która była moja jak mi się wydawało, ale nie jest moja jak ustalił to sąd najwyższy w Polsce. Chyba się tym nie będę więcej stresował, było minęło. 
A tu ostatnio myślą, że trzeba ludzi przyzwyczajać do podniesienia wieku emerytalnego to 70-tki bo ludziska żyją długo i system nie daje rady. Jak tak dalej pójdzie to i 80 będzie niedługo w sferze rozważań ;-). 



Z ciekawostek to Australia zadarła z Indonezją bo okazało się, że podsłuchiwała telefon prezydenta Indonezji i jego żony też. Myślę, że poszło o tą żonę no bo przecież prezydenci zawsze są podsłuchiwani i dlatego korzystają z tych różnych dziwnych linii telefonicznych i takich tam. Jak gość korzystał ze zwykłego telefonu w sieci Vodafone to się dziwi ;-). W ogóle, fajna jest ta dyskusja oo tych podsłuchach i szpiegowaniu się przez kraje. Ja bym powiedział, że jakby się nie szpiegowali to należało by się martwić, a że się szpiegują to jest wszystko OK.


To tyle na dzisiaj.



11/06/2013

Radosne życie rencisty

W zeszłym tygodniu pojechałem na moją pierwsza wycieczkę rencisty ;-). Składałem cały rok po 5AUD i uzbierany kapitał zainwestowałem w jednodniowy wypad do Mt Macedon, tu trochę więcej informacji dla ciekawskich. To takie małe miasteczko na górce lekko ponad 1000m jakieś 65km od Melbourne. Przyznaje, że trochę się wahałem, bo wizja jazdy autobusem i spacerki po parku to nie moja ulubiona branża, ale co tam raz się żyje z MS ;-)). Dodatkowym punktem oporu było ... towarzystwo emerytów i rencistów, bo to z nimi miałem udać się na ten rajd. Ale jak to tu mówią trzeba spróbować a potem komentować. Podrzuciłem dzieciaki do szkoły i udałem się na miejsce zbiórki. Wszyscy dostali plakietki z imionami, aby było wiadomo jak się do kogo odzywać, bo tu tylko nie po nazwisku, imię najważniejsze jest. Wsiadłem do autokaru, autokar jak to autokar trochę się zmieniły od czasu jak nimi ostatnio próżnowałem z 15 lat temu, ale toalety nie miał, bardzo rozczarowujące, toż to przecież półtorej godziny jazdy ;-). Zawiązałem supełek i w drogę.
Musze przyznać, że Melbourne z poziomu autokaru wygląda jakoś inaczej niż jak się jedzie samochodem, jest więcej czasu na detale.  Poniżej parę zdjęć z jazdy przez dzielnicę South Melbourne, takie zestawienie starego z nowym:







I jakieś 200m dalej:



I kolejne 500m:



Czyli nie ma to jak dobry kawałek betonu ;-). Potem już była nuda na autostradzie i choć niegrzeczne emeryty na tyle autobusu robiły niezły raban (co oni tam robili ?). Jak to jest, że na tyle autobusu zawsze siada to doborowe towarzysko ? ;-). 
Autokar wdrapał się na te 1000m i stanął przed ogrodem Tieva Tara , gdzie czekała nas już poranna kawka i herbatka ze świeżo upieczonymi bułeczkami, dżemami i bitą śmietanką, no i oczywiście winogrona i sery. Niestety na przeszkodzie stanęła mi toaleta gdzie kolejka była duża, trochę się bałem, że mi wszystko zjedzą, ale udało się i załapałem się na tą wyżerkę:

Wejście do ogrodu i tzw. honest box czyli kasa bez obsługi, jak oni to robią, że ktoś tam pieniądze zostawia, od dorosłego aż 12AUD  toż to rozbój w biały dzień.
Emeryci ale kłosowali z talerzami jak sarenki ;-))
Jakoś tak nie przewidziałem że na wysokości 1000m będzie zimniej niż normalnie (a oni wiedzieli, ale to nie ich pierwsza wycieczka), na szczęście gorąca herbata jakoś mnie ogrzała. Byłem rozczarowany bo nie grała żadna orkiestra na żywo, no albo chociaż Chopin z kasety, byłoby prawie jak w Żelazowej Woli ;-). Potem było zwiedzanie ogrodu, ja odbyłem turę meleksem jakie mieli dla takich jak ja, miło z ich strony.

Parę obrazków z różnych odcieni zieleni jakie tam mają na wiosnę:

To buraczkowe to też świerza zieleń ;-)



Powiem szczerze jak się pomyśli że jakieś 30 lat temu wszystko to było spalone podczas słynnego Ash Wednesday (nie mylić z popielcową środą, choć efektem był popiół też ;-). To siła natury i chęć człowieka mogą zdziałać cuda.

Potem pojechaliśmy na launch (bo jak się okazuje to głównia jest atrakcją wycieczek, dobra pasza ;-). No i przy okazji można było sobie pójść do krzyża pamięci ofiar wojennych. Jakbyśmy w Polsce stawiali tyle pamiątek proporcjonalnie do ilości ofiar wojennych co tu to chyba by ziemi zabrakło na to ;-). Zginęło ich jakieś 100tyś. z czego większość w pierwszej wojnie światowej i warto to cały czas pamiętać jako przestrogę, a nas zginęło ponad 6mln, ale kto by się tym interesował, no może przesadziłem ;-).

Widoki z restauracji:



Generalnie Macedon Rangers ma jeszcze sporo innych ciekawych miejsc jak choćby słynny Hanging Rock (czyli wiszący kamień z filmu Piknik pod Wiszącą Skała) oraz wiele urokliwych miasteczek i sporo dobrej jakości winnic,, jednym słowem miła regionalna okolica.

Po niestety obfitym launchu powrót do domu był miły i przyjemny bo czas jakoś szybko biegnie jak się człowiek lekko zdrzemnie, jak świadomość mi wróciła to już miałem swojskie widoki naszej zatoki:




Jednym słowem wycieczka była udana przytyłem 2kg ;-)). Następna już za 5mc więc czas zbierać fundusze. Wbrew pozorom towarzystwo było całkiem miłe, oczytane i było o czym pogadać oprócz ciągłego powtarzania, że przyjechaliśmy 6 lat temu ..... itd. 




11/04/2013

Zadbane groby

My tu sobie na plaży siedzimy (no w ciepłym ubraniu bo to jednak Melbourne), a po naszemu powinniśmy wędrować po miejscach spoczynku najbliższych. Ot mała niedogodność emigracji do dalekiego kraju. Jednakże niewidzialna ręka rynku czuwa i gdy pojawia się jakaś luka zaraz pojawia się idea i pomysł na biznes. I tak oto dzięki temu powstało całkiem sporo firm opiekujących się grobami za nas. Ja skorzystałem z tej usługi i muszę przyznać, że jest to całkiem wygodne (niestety) i wyciszające sumienie. Groby są umyte lepiej niż sam bym to zrobił, kwiaty i znicze eleganckie wg życzenia postawione, zdjęcia przesłane, aby sobie można było zgodnie z tradycją tego 1 Listopada zadumać się na kruchością życia. Choć to trudniej przychodzi gdy za oknem słońce i 25C.

Ostatnio nawet dzięki tej usłudze dowiedziałem się, że cmentarz na którym spoczywają moi bliscy został zdewastowany przez parę podpitych pracowników zakładu kamieniarskiego, pewnie goście stwierdzili po paru głębszych, że jak trochę zdemolują to nakręca koniunkturę. Poczytali, że w Nowej Zelandii po dobrym trzęsieniu ziemi gospodarka rusza do przodu bo odbudowywać trzeba ;-).

Źródło http://lodz.naszemiasto.pl
 Mam nadzieję, że się tam na drogach nie pozabijaliście za bardzo i spokojnie możecie nadal odwiedzać mojego bloga.




Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)