6/25/2013

Gdzie spotkać dzikiego kangura w Melbourne

Dzisiaj trochę drobnego info dla turystów (ale może i nie tylko) co do Melbourne przejazdem wpadają i chcą zobaczyć dzikie kangury, bo te co w zoo to wiadomo zdalnie sterowane ;-).
Nie ma u nas kangurów biegających po ulicach, ale jak się pojedziemy jakieś 40 minut za miasto (no z centrum to jakaś godzinę) na wschód to polecamy zajechać do  Cardinia reservoir. Jest to miejsce o tyle ciekawe, że można zobaczyć sobie jak wodę się zbiera abyśmy mieli co pić i się myć ;-). Po za tym można wczesnym porankiem albo tuż przed zmierzchem pospacerować sobie w towarzystwie kangurów:


Nie są one bardzo płochliwe, w zasadzie są przyzwyczajone do widoku człowieka, ale jednak dzikie więc przytulać za bardzo się nie dają.

Kto wytrzyma spojrzenie ? :-)
Cały park ma oczywiście toalety, grille i plac zabaw dla dzieci wiec wycieczka w ostatni weekend była udana, ale jak pamiętacie z ostatniego wpisu zimno jest, ale nie ma jak rześkie zimne powietrze i bezchmurne niebo. Jako bonus można posłuchać jak dyskutują kookaburry, a nawet zobaczyć wschód księżyca nad tamą:

Zdjęcie jest tragicznej jakości, ale księżyc widać.
Dla ciekawostki dodam, że zbiornik wody jaki się tam znajduję, będzie także zawierał wodę z odsalarni (czyli można sobie popatrzeć na "sztuczną wodę pitną") jaką sobie Melbourne zafundowało w ostatnim roku suszy, potem spadło tyle deszczu, że mamy zapasy wody na następne 10 lat suszy, ale odsalarnia stoi. To była jazda z dyskusją czy budowac czy nie, tak jak z całym tym globalny ociepleniem, jak na razie natura sama sobie poradziła.


Także podsumowując jesteś na wakacjach w Melbourne polecam wizytę w tym miejscu o zmierzchu lub o świcie co kto lubi, gdzie bez opłat za zoo można spotkać się oko w oko z ikona Australii czyli kangurem w wersji organicznej ;-).

6/21/2013

Pogaduchy

Dzisiaj trochę o wszystkim bo zima przyszła i jak to w zimie jest zimno. Zawsze się cieszyłem że śnieg to tu raczej żadkość, ale może być zimno bez śniegu też, niestety. Mamy teraz właśnie taka pogodną zimę, świeci (jak już wzejdzie, a wstaje późno jakoś tak koło 7 rano i zachodzi wcześnie jakoś tak po 5 po południu) słońce, co oczywiście cieszy, ale rano jak jest 4C to zimno, że aż szron na trawie się pojawia a i szyba w samochodzie potrafi pokryć się cienką warstwą lodu:


Jednakże szybko się rozpuszcza i już dzieciaki zawiezione do szkoły. Potem jest trochę czasu na kontemplowanie naszego położenia, które nie napawa za bardzo optymizmem, ale z drugiej strony też nie można narzekać, trzeba się zabrać za organizowanie sobie życia wg tego co jest możliwe. Teraz najważniejsza sprawa to zapewnienie mieszkania i tym się teraz będę zajmował, nie mamy za wiele opcji bo dochody niskie (kupno niestety odpada), wiec pozostaje nam mieszkanie komunalne. 
Napiszę o tym niebawem.

Z innej beczki jakiś czas temu poznaliśmy dzięki uprzejmości sąsiada (starego Włocha), owoc zwany Persimmon, jak ktoś chce niech sobie poczyta co to za bestia, powiem jedno na straganie jak leży, nie wygląda za atrakcyjnie, taki kiepski pomidor. Jest on jednak dobrym przykładem że nie należy oceniać po wyglądzie bo w smaku jest bardzo słodki i miły dla podniebienia. Jemy go łyżeczką, tak po prostu wydłubujemy, bo skóra jest grupa i niesmaczna)  i nawet zaczęliśmy go kupować jak jest na niego sezon, jednym słowem lubimy go:



A teraz o produkcie który należy spożyć jak się już zostanie Ozzi czyli Vegemite. To tak jakby przejść chrzest morski ;-). Produkt ten ma swoje korzenie gdzieś w UK czyli jest połączeniem smaku ostu z solą, co jak mam wrażenie mieszkańcy wysp brytyjskich uznają za najlepszy na świecie smak. 
Tak więc postanowiłem zrobić drugie podejście do spożycia najmniejszego słoiczka jaki można kupić:



Pierwsze podejście było zaraz po przyjeździe i było bardzo nieudane. Ale teraz o dziwo jakoś ten słoiczek wyciągu z drożdży z dodatkiem soli udało mi się pomalutku skonsumować. W sumie jest to ponoć bardzo zdrowe bo jak wiadomo drożdże to jedno z najlepszych źródeł witamin z grupy B (a jako msowcowi są one zalecane). Po tym jednym słoiku stwierdzam jednak, że najlepszym wyciągiem z drożdży jest piwo ;-), ale ono jakoś nie jest zalecane eehhh.

Na zakończenie małe co nie co z Garfielda:



6/13/2013

Podwójne obywatelstwo

W ponurą zimową noc gdy zapukali do drzwi by zabrać ojca do wojska (1980), w długie i nudne jazdy do Berlina Zachodniego na handel aby dorobić do studenckiego kieszonkowego(1990), to były pierwsze objawy choroby wyjazdowej. W długie nocne zmiany w zakładach mięsnych  zrodziły się marzenia o emigracji (oto zgubny wpływ z posiadania za dużo czasu do myślenia ;-)).
Dostanie się do korporacji i w niej praca przez 7 lat to było jak emigracja (ale tylko zarobkowa), po pracy nadal wracało się do rzeczywistości, kraj nie zmieniał się tak jak oczekiwałem (eehh te wielkie oczekiwania) , że będzie się zmieniał, ale nie poddawałem się będzie dobrze. Pragnienie wolności zaczęło się kierować ku byciu samemu sobie panem sterem i okrętem, własna firma, wydało się to co tygrysy lubią najbardziej, jednak po 6-ciu latach zmagania się z ludźmi, ZUSem i fiskusem stwierdzam, że to nie to, choroba wieku średniego (zbliżam się do 40tki) pewnie dała znać i bach jest decyzja pełna dramatu, wyjeżdżamy. Najpierw może do UK razem z kolega, będzie łatwiej. Trzy miesiące potem okazuje się, że on tam już pojechał, hmm to było ostatnie utwierdzenie się, że lepiej z daleka od swoich, no i najdalej jest Australia. W której to korzystaliśmy z pomocy swoich, ale już bardzo bardzo ostrożnie.  Zresztą postawa ta nie jest tu obca, jest nas sporo takich dziwaków, nie dajemy rady w polskim otoczeniu, może to jakaś choroba (pewnie MS tak zmienia ;-)). 
Ot i wczoraj w zimną i deszczowa noc w pięknej sali lokalnego urzędu z gronem 200 innych (głównie rasy azjatyckiej) nieboraków przysięgaliśmy na wierność nowemu krajowi stając się przez to jego obywatelami. Dzięki kurtuazji prawa polskiego i australijskiego możemy posiadać dwa obywatelstwa, ale urodzaj nie ;-)?.



Uroczystość była jak na tutejsze podejście do formalności, super formalna, ale i sprawa jest poważna w sumie. Była część oficjalna, gdzie odbieranie certyfikatu przysporzyło mi nie lada adrenaliny bo musiałem wykonać niezły spacer jak na mnie, ale dałem rade, a co chciałem to zrobić na własnych nogach a nie na wózku. 

Przemówienie szefa lokalnego urzędu i rząd innych gadających głów.
Przemówienia były jednak skrócone do minimum i do samego sedna zagadnienia co nadało im całkiem niezły sens. Słowo Poland padało z ust przemawiających parę razy w kontekście ich pochodzenia, to dodawało nam otuchy.

Były występy artystyczne:


No i na zakończenie jakieś ciasteczko i napój. W radosnym gwarze przemykali politycy z obu wiodących partii i namawiali do głosowania na nich. Akurat tak się składa, że idą wybory i elementem bycia dobrym obywatelem jest głosowanie, jak nie to grzywna (to tak na zachętę ;-). Czyli wszystko co powinno być. A i nad wszystkim czuwała królowa, bo w sumie zostaliśmy poddanymi jej królewskiej mości (naprawdę urocza babcia).


Chyba jeszcze do końca nie ochłonęliśmy po tej uroczystości, dzieci też to nieźle przeżyły, trzeba się będzie z tego powodu napić ;-)

To tak po krótce można by podsumować pewien etap życia. Zawsze lubiłem realizować swoje marzenia, ale to przyniosło mi jak do tej pory największą satysfakcję. Teraz pora na nowe choć może nie tak już dramatyczne i wstrząsające ludzkim życiem, co nie znaczy, że nie mają być wielkie.

Na zakończenie to co zostanie zawsze we mnie czyli czas spędzony w Polsce, który można dobrze podsumować tym teledyskiem jednego z moich niewielu ulubionych polskich wykonawców, była walka, były porażki i  zwycięstwa, ale potem nie było już nic.




Aby nie uderzać za bardzo w ton pompatyczno-patriotyczny zakończę tej wpis. Ale blog będzie nadal prowadzony, bo to jest całkiem fajna sprawa tak sobie pisać i pisać, może książkę jednak kiedyś napiszę ?  Nigdy nie mów nigdy.

6/07/2013

OFE w sosie australijskim

Australijski system emerytalny jest całkiem nowym ciałem z data 1992 jako oficjalnym początkiem tegoż zwanego Superannuation Guarantee (SG). Od tego roku każdy pracodawca zatrudniający legalnie pracownika odprowadza pewien procent jego miesięcznych zarobków do czegoś co można nazwać australijskimi OFE. Ten procent zaczął się od 3, w 2002 roku osiągnięto 9% a teraz zostało to popchnięte nawet do 12% gdzieś koło 2020 roku. 
Dzięki temu posunięciu rząd starał się odciążyć swoją kasę od wypłacania emerytury gwarantowanej.
Czy mu się to udało? Myślę, że za krótko tu jestem aby to ocenić, pewnie jednak prawda leży pośrodku. Dla tych co dużo uzbierali, do czego rząd usilnie namawia, by po 50 roku życia w szczycie swoich zarobków samemu dokładać do tych funduszy żeby jak najwięcej uzbierać (czyli rząd będzie musiał mniej tej emerytury wypłacać). 
Ponieważ  mam możliwość spotykania się dosyć częstego z ludźmi będącymi na emeryturach (efekt uboczny choroby i spotkań na zajęciach dla inwalidów) mogę powiedzieć, że wyjaśnili mi oni jak to jest możliwe, że pomimo głodowej wręcz państwowej emerytury (wg. tych z którymi rozmawiałem) są w stanie chodzić do restauracji co tydzień, do kina czy też na wakacje dwa razy do roku? Ot ich odpowiedź, pracowaliśmy ciężko, odłożyliśmy sporo na super (skrót od tej długiej nazwy Superannuation Guarantee) to i mamy na to pieniądze. 
Jak z tego wynika tutejsze fundusze jakoś nie przejadły pieniędzy tych ludzi i pomimo kryzysu i sporych strat (ale odrobionych z nawiązką przez nie) dają radę wypłacać dodatkowo całkiem sympatyczne dodatkowe emerytury.
Aby nie było tak słodko jak ktoś za dużo dostaje z tych funduszy to państwowa emerytura zostaje zmniejszona lub nawet zabrana (wariant optymalny dla rządu, hehe). 
Mogę jeszcze porównać funkcjonalność funduszu w Polsce (ponieważ jeszcze mam tam, ale pewnie już nie długo dzięki jaśnie panującej władzy) i tu. Oba fundusze mogę obsługiwać przez internet (duży plus). W polskim funduszu mogę podejrzeć historię transakcji (i zobaczyć jak w każdym roku kiedy opłacałem składki ze cztery nie dotarły do tegoż funduszu bez żadnej przyczyny) i w tutejszym też mogę podejrzeć tą historię (ale jakoś żadne składki nie zginęły). 
W Polskim funduszu nic więcej zrobić nie mogę oprócz patrzenia jak rośnie lub spada mi cena jednostki z okazji jakiś inwestycji funduszu (ale jakich nie mam pojęcia), w tutejszym mam możliwość decydowania samemu ile procent uzbieranych pieniędzy chcę zainwestować w dany typ jak akcje australijskie lub międzynarodowe, obligacje, infrastrukturę, nieruchomości i parę innych jeszcze).  Oczywiście wolności ta daje ryzyko straty jak się źle wybierze, ale chociaż nie ma kogo winić tylko samego siebie. To tak po w skrócie jak to jest z emeryturę tutaj.
Na zakończenie obrazek jaki jest tu często stosowany do zachęcania oszczędzania na emeryturę:

źródło Internet
Zachodzi jednak pytanie, czy gdy człowiek osiąga wiek emerytalny (tutaj też już 67 lat, ale można dzięki super pójść na wcześniejszą emeryturę już w wieku 60 lat, czyli młodzież ;-)), chce się po plażach rozbijać? No może obrazek jest zły ?;-)

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)