5/10/2013

Zostałem królikiem ...... także doświadczalnym.

Ostatnio było trochę zajęć, które uniemożliwiały mi znalezienie czasu na pisanie bloga, jednym z nich było uczestniczenie w programie badawczym. Ale od początku.
Jak opisuje na stronie o MS stosuje dietę i takie tam różne dopalacze aby się trzymać, co skutkuje niezłym zdrowiem, ale i osobistym odczuciem, że zamieniam się w królika z racji wsuwania dużej ilości produktów roślinnych ;-)). Do tej pory sądziłem, że jedząc kotlet wołowy jestem prawie wegetarianinem bo co je krówka trawę czyli to mięsko jest z trawką, ale o ile lepiej smakuje niż trawa spożywana bez przerobienia.  Niestety punkt widzenia się zmienia i teraz już tylko zielone i troszkę drobiu (bo pędraków jadł nie będę ;-). Idąc tropem królika doszedłem do różnych testów medycznych czyli zostania królikiem doświadczalnym, a co trochę rozrywki nie zaszkodzi ;-).
Nie jestem jednak taki pełen kamikadze i wybrałem bezpieczny test dla ostatnio zdiagnozowanych i zdołowanych ludzi, czyli psychologiczne leczenie depresji i stanów lękowych.
Jak się na to zgłosiłem to od razu pożałowałem bo test wymagał jeżdżenia do Royal Melbourne Hospital (czyli samo centrum miasta). Ale jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B no i sobie pojeździłem. Pech chciał, że zostałem wylosowany do grupy kontrolnej czyli tej co nie maja leczenia, czyli takie placebo. No nic zdołowany za bardzo nie byłem to jakoś to przeżyłem, w sumie ktoś musi być ten kontrolny nie?. Sam za to zrobiłem sobie to co oni robią na tym leczeniu, czyli medytacje, dowartościowanie, ćwiczenia fizyczne, dieta. Bach po 6-ciu miesiącach odpowiedzialnym na teście super pozytywnie, że jestem spokojny lekko zadowolony z życia inwalida z chorobą nieuleczalna (jeszcze). Myślałem, że mnie wykopią i powiedzą,że robię sobie jaja ale nie, byli zadowoleni bo to był dowód na to, że taki program działa co jest w moim przypadku przynajmniej prawda. Ot i po badaniach. 
Jeżdżenie mnie najbardziej osłabiało no i te kilometry w korytarzach, czemu oni budują takie wielkie te szpitale ?. Dobrze, że za parking płacili bo jeszcze bym dołożył do tych badań, parkingi w Melbourne to kopalnia złota dla budżetu miasta. To tacy jednoręcy bandyci hehe:

Wrzuć dolara albo lepiej dwadzieścia ;-))

I tak to sobie czas spędzałem, ale poznałem sporo innych programów, jest nawet strona gdzie publikują te badania poszukiwawcze i można się nawet nieźle naszprycować jak ktoś lubi. W sumie jest w Melbourne parę uniwerków i programów ci panie do wyboru ;-).

No ale atrakcje się skończyły i teraz już monotonia jesieni (ale bardzo ciepłej jak na razie). Będzie czas na pisanie pewnie ;-).


Z racji jesieni zakwitły nam tzw. bush roses czyli róże z buszu ;-)). Tylko w świecie do góry nogami tak może być.
To dla tych co przetrwali zmiany na blogu i nie dali się odstraszyć brakiem anonimowości.

3 komentarze:

  1. Dziękuję, dziękuję!!! Róże piękne. Zdrówka, zdrówka i jeszcze raz zdrówka. Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuje sie troche wywolany do tablicy, no bo to ja namieszalem z ta anonimowoscia.
    Powiedz Marcin, czym sie rozni anonim zalogowany od anonima niezalogowanego?
    Czy Ty jako boss na swoim blogu, widzisz dane zalogowanego komentatora, np. e-mail adress, czy tez jakies inne dane personalne?
    No, bo jezeli nie widzisz, to nie ma zadnej roznicy,ale jezeli widzisz to faktycznie jest problem.Np jakis Australijczyk blysnie Ci adresem z Pierdziszewa Dolnego, no i jest poruta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ronald na poczatek widze ze twoj profil na razie atrapa i dodaje mi to otuchy, ze anonimowi nie odeszli z bloga ;-).
    Po drugie jednak to ze zrobiles sobie profil jednak umozliwia mi jesli chce sie troche pogimnastykowac wysledzic gdzie sie logujesz (w jakim kraju) i jesli dalej bede Cie nielubil to pozwoli mi ciebie namierzyc no i dalej juz wiesz ;-))...

    A mowiac prosciej latwiej sie dyskutuje (lub opluwa) z osoba znana z iminia (nawet falszywego) niz z anonimowym osobnikiem, tak przynajmiej ja lubie.

    OdpowiedzUsuń

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)