5/13/2013

Dmuchawce, latawce... i Czerwony Krzyż

Pogoda ostatnio całkiem dopisuje jak na późną melberniańska jesień. W związku z tym udaje mi się poderwać do lotu i wymyśliłem atrakcje dla dzieciaków aby poczuły przyjemność z aktywności innej niż ekran kompa. Ostatnio chodziło za mną puszczanie latawców bo jak wiadomo człowiek na stare lata dziecinnieje i cofa się w rozwoju, więc chyba mnie to już dopadło bo ta zabawa z lat młodości nie dawała mi spokoju. W sobotę pogoda była super słoneczko i lekki wiaterek przy ziemi a wyżej to już ładnie dmuchało. Wiec wyskoczyliśmy na lokalny plac zabaw gdzie pole jest duże no i dawaj poszczaliśmy latawca.

Zdjęcie z daleka bo poszedł nieźle w górę a i mam zabytkowy telefon ;-)
Pamiętam jak sam budowałem latawce a tu wystarczy pójść do 2 dollar shop'u (czyli chińczyka gdzie maja wszystko z Chin nawet latawce ;-)). O taki znak czasu, jednak nie mogę powiedzieć jak na tą taniochę to latawce te całkiem fajnie wyglądają i o dziwo latają bardzo dobrze, no ale to chińska tradycja, lata praktyki widać robią swoja.

Syn zasmakował w sztuce utrzymywania latawca w powietrzu i jeszcze nawet nauczył się kontrolować jego wysokość i położenie dzięki czemu wykonałem poniższe zdjęcie:


Prawie mi na linką gardło poderżną, ale zdjęcie jest. Ognisty ptak nadlatuje.

Na poprzednim zdjęciu latadło przypomina krzyż i teraz przejdę do Czerwonego Krzyża czyli organizacji charytatywnej, nie za bardzo z nią mieliśmy do czynienia, chyba tylko jak od czasu do czasu oddawaliśmy jakieś dobre, ale już nieużywane ubrania czy zabawki dziecięce), aż do popołudnia w czwartek w zeszłym tygodniu. Dzwonek do drzwi, otwieramy a tam nauczyciel z syna szkoły z pokaźnym kartonem zawierającym .... tzw. suchy prowiant, czyli makarony, dżemy, konserwy, a nawet jabłka i papier toaletowy (no to nas powaliło pomyśleli o wszystkim, bo jak człowiek zje to potem do kibla pójść musi) itd. No po prostu nas zamurowało. Nauczyciel na to, że to ze szkoły, ale on nic nie wie tylko dowiózł, musimy przyjąć bo on nie może tego zabrać. Hmmm, nie wiedziałem, że aż tak źle z nami jest, zasiedliśmy do obiadu i pałaszując tradycyjnego schabowego z ziemniaczkami i surówką z kiszonej kapusty myśleliśmy nad tym co się wydarzyło. Po zjedzeniu syn zapytał no przecież mamy co jeść i gdzie spać, dwa samochody (nie najnowsze co prawda) to dlaczego nam to dali? Dobre pytanie, jakoś trudno to było mu wytłumaczyć, ale na stwierdzenie jutro mama zrobi spaghetti z tej paczki, dał się przekonać, że dzięki temu będzie nam lepiej. Niezbadane są kroki ozziowej chęci pomocy i jak się okazuje mogą nawet spowodować zamieszanie.

Idąc tropem zamieszania (ale ładnie łącze tematy ;-).  Wczoraj przypadkowo oglądnęliśmy program o katastrofie francuskiego samolotu nad Atlantykiem w 2009 roku. Była to duża zagadka .... ale jak się okazuje została wyjaśniona. Wydobyli czarne skrzynki (które są naprawdę koloru czerwonego i jeszcze Ozzi je wynaleźli o dziwo)  z głębokości 4000m, odczytali nagrania (po to one są aby je odczytywać jakby ktoś nie wiedział) no i układanka się ułożyła w smutny, ale prawdziwy przebieg wypadków.  Oczywiście obwiniono pilotów o błąd w sztuce latania, ale konkluzja jest dużo bardziej głęboka bo nowoczesne samoloty uniemożliwiają pilotom zwyczajnie polatać. Pilot kontroluje około 5 min lotu podczas np. 10 godzinnego przelotu z Melbourne do Seulu, reszta to autopilot. Oni po prostu nie potrafią ręcznie prowadzić takich  maszyn. To smutne, chyba przestanę latać samolotami.
Ale do czego innego chce użyć tego przykładu, chodzi mi o katastrofę pod Smoleńskiem. Nie trzeba było szukać skrzynek głęboko po ziemią,  szczątki samolotu są dostępne (albo i nie bo ma je Rosja), pancerna brzoza zmienia grubość, pozycję wysokość i wogóle. Sensownego wyjaśnienia tej katastrofy chyba się nie doczekamy dzięki zaradności rosyjskich służb specjalnych, a szkoda bo wydaje się, że był to po prostu wypadek (ale widać że wypadki da się wyjaśniać, nawet dosyć głęboko utopione), czyli nie był to wypadek ? Logika wysiada, idę popuszczać latawca, może coś mi przyjdzie do głowy dlaczego nam dali tą paczkę, to dopiero jest zagadka ;-).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)