5/30/2013

Umowy śmieciowe w stylu Ozzi

W naszym życiu zapanował pewien spokój i można powiedzieć dawno oczekiwana nuda więc nie będę robił wpisów w rodzaju byłem u dentysty i zrobiłem sobie nową koronę czy co tam innego. Natomiast trochę uporządkuje temat umów o pracę jakie są w AU i oszczędzania na emeryturę, czyli jednym słowem nuda, ale warto się z tym zapoznać bo piszę to po to aby dać upust mojemu hobby czyli rozpracowywaniu systemów polityczno-ekonomicznych.

W AU jest trochę inaczej bo tu chodzi o dobro drugiego człowieka, nie żartuję chodzi o kasę jak wszędzie. Przy zatrudnieniu jak z punktu widzenia pracownika powinno się jak najwięcej zarabiać nawet jak się prawie nic nie robi, z punktu widzenia przedsiębiorcy, pracownik to koszt i lepiej aby generował on jakiś zysk bo jak nie to leci na pysk (ale ładnie wyszło ;-).

Najważniejsza różnica do polskiego systemu jest brak ZUS-u. System emerytalny oparty jest na dwóch filarach państwowym z gwarantowaną emeryturą dającą ponoć przeżyć oszczędnie z miesiąca na miesiąc (nie próbowałem, ale znam takich co przeżywają, pod warunkiem że maja własny dom już bez kredytu hipotecznego). Drugi filar to składka jaką płaci pracodawca na nasza emeryturę na razie jest 9% wynagrodzenia brutto a będzie 12% za parę lat, poza tym pracodawca płaci jeszcze parę procent na ubezpieczenie od wypadku i inne takie, wszystko to jednak koszt który najchętniej by nie płacił. 
Wracając do umów mamy oto takie popularne typy:
1. Praca na czarno czyli cash to hand, najchętniej wybierana forma dla nowo przyjeżdżających mało wykwalifikowanych emigrantów, daje radość pracodawcy bo mała stawka 12-16AUD za godzinę, brak innych kosztów, brak płacenia składki emerytalnej, wada kosztów pensji jednak sobie nie odliczy. Cały biznes restauracyjny i duża część budowlanki na tym stoi.
2. Umowa na prace dorywczą tzw. casual, czyli umawiamy się z pracodawcą, że będziemy przychodzić do pracy w określone dni, co wpisujemy na tzw. time-sheet i co dwa tygodnie dostajemy wypłatę, ale już z potrąceniem podatku, brak urlopu i chorobowego, ale za to pensja jest większa, składka na fundusz emerytalny też idzie. Czyli pełna wolność i swoboda chorujemy kiedy chcemy, urlop kiedy chcemy ale jak zwykle coś za coś ;-). Stawki  z reguły 20-30AUD za godzinę, choć za prace specjalistyczne może być 50 i więcej.
3. Samozatrudnienie czyli otwarcie firmy jednoosobowej (15 min przez internet)  i praca na faktury, bardzo korzystna bo można odliczać koszty dojazdu do pracy, koszty samochodu i inne, zależy co się robi. Stawki dowolne np. zawody rzemieślnicze, ot taka wizyta hydraulika 100AUD i więcej, elektryk jeszcze więcej. Oczywiście nie mają oni pracy po 8 godzin dziennie, ale co bardziej obrotny jednak może wykręcić niezłą kasę. Trzeba samemu się ubezpieczać, samemu opłacać składkę emerytalną (ale nie trzeba, jeśli się myśli, ze państwowa emerytura wystarczy, albo, że się nie dożyje ;-)). Osobiście mile wspominam ten typ zatrudnienia. Podatek odprowadza się co kwartał w zależności ile się w nim zarobiło.

Te powyższe typy zatrudnienia można nazwać wg mnie śmieciowymi, ale może jednak nie bo dają one szansę nieźle żyć i nie mieć z tego powodu jakiś większych finansowych rozczarowań.
4. Umowy o pracę to jak to umowy, pełen socjal, czyli chorobowe np. 10 dni w roku, urlop 20 dni w roku, premie, opłacona składka na emeryturę itd. Największy koszt dla pracodawcy, ale najlepsze życie dla pracownika, bo dodatkowy plus łatwość dostanie kredytu i zostania niewolnikiem w banku ;-). Radosne przyznanie karty kredytowej z limitami z księżyca np. 25tyś AUD jak się rocznie zarabia 50tyś. Ale wiadomo banki są od zarabiania pieniędzy więc zarabiają jak mogą ;-), bach oprocentowanie karty 21%.

Tak to wygląda, o systemie emerytalnym napisze oddzielny wpis bo to w sumie oddzielny temat i chyba na czasie bo właśnie się dowiedziałem że rzad polski zamierza zabrać mi to co uskładałem na OFE, a jest tego nie mało, nie wiem jak by to nazwać ?.

Na zakończanie mała zmiana tematu, ostatnio lądował koło nas awaryjnie balon ogrzewany ciepłym powietrzem, tak sobie patrzyłem jak opada dostojnie i powoli, lądowali udanie bo tu pełno zielonych boisk, oby wszystkim się tak udawało. Lot balonem nadal pozostaje na mojej liście try before you die.

Pewnie trochę gorąco tam mieli ale widzieli te połacie pola golfowego ;-)



Uff jak dobrze że ktoś wymyślił grę w golfa i potrzeba do niego duuuużżżooo przestrzeni otwartej.

5/22/2013

Pomożecie ?





Mój znajomy będący ze starej gwardii ginących okazów (jak ktoś czytał poprzednie posty to wie o co chodzi ;-), idzie znowu w szczytnym celu zbierania kasy na badania nad wyleczeniem z  MS. Nie jest to na pomoc socjalną tylko na badania nad wynalezieniem leku na tą dziwną chorobą 21 wieku. 
Także beneficjentami tego mogą być wszyscy na nią chorzy. Piszę to do tych co chcą troszkę się dołożyć i posiadają nadwyżki finansowe ;-), za co z góry dziękuje. Jeśli jesteś z AU to darowizna ta jest odpisywana od podatku to takie 1% po polsku ;-). Oto link do pracowitego człowieka chcącego coś zrobić.

http://register.mswalk.org.au/2013-MS-Walk-and-Fun-Run-Melbourne/Lech_MS_Walk


A teraz coś dla duch czyli mój ulubiony Garfield tym razem coś o stosunkach Polsko Rosyjskich (to taki mój konik teraz ;-)).


5/16/2013

Noc z budżetem

We wtorek mieliśmy jak co roku polityczny horror zwany czytaniem budżetu na przyszły rok finansowy w parlamencie. Można powiedzieć, że jest to jak w tym filmie Noc w muzeum, wieczór pełen strachów i lęków wyłaniających się z każdego słowa tutejszego ministra finansów.
Tak dla przypomnienia dodam, że rok finansowy jest tu od 1 lipca do końca czerwca następnego roku. To sprytne posunięcie umożliwia spokojne cieszenie się latem, sylwestrem i Bożym Narodzeniem a nie myśleniem o rozliczeniu firmy i pracownika. Mała rzecz a cieszy.
Panuje nam teraz rząd socjalistyczny (tzw. Partia Pracy), ale druga siła przygotowuje się na przejęcie władzy (czyli Partia Liberalna). Jak sobie radzą, z budżetem to widać na załączonym obrazku gdzie od 2008 roku socjaliści położyli łapę na kasie państwa no i mamy deficyty:

Źródło internet

Deficyt na przyszły rok będzie nawet większy niż tu pokazują.

Oczywiście po drodze był GFC (czyli kryzys finansowy) i wydaje się, że jest on ciągle w toku bo nasz minister bardzo narzekał na Europę, że nic nie kupują od Chin a jak ona nic nie kupuje to Chiny od nas nie kupują surowców i pusto w kasie.  Także apel do zjednoczonej Europy kupujcie jak diabli bo my tu pasa zaciskać nie chcemy ;-)).
Z ciekawostek powiem, że jest to budżet wyborczy bo mamy wybory w tym roku, ale o dziwo socjaliści nie obiecali znowu wydawania jak diabli a wprost przeciwnie trochę nawet śrubkę przykręcili i np. zabrali tutejsze becikowe (drobne 5000AUD) na pierwsze dziecko i trochę mniej na następne. No nie do końca zabrali, ale przesunęli aby wszyscy tego nie dostawali tylko rodziny o dochodach do 112000AUD rocznie (czyli te w trudnej sytuacji materialnej ;-0) i dali trochę mniej bo 3000AUD. Odważna decyzja w roku wyborczym, niektóre kobiety zaczną rodzic na potęgę aby stare becikowe dostać, parcie warte paru dolarów ;-)).
Z innych ciekawych rzeczy dalej kasa płynie na NBN czyli narodowy system światłowodowy (inaczej mówiąc światłowód w każdym domu), nie ma się co śmiać, wy tam w Europie to już macie a my postanowiliśmy was dogonić za ... 6 lat. 
Wprowadzają narodowe ubezpieczenie od inwalidztwa, na razie dołożyli podatku troszkę, ale mało co wiadomo o tym więc nie będę pisał jak dożyje wdrożenie tego w życie to napiszę coś więcej ;-).
Zrobią reformę szkolnictwa (znaczy się finansowania szkolnictwa nie zmian w układzie klas i szkoły) bo ma to dać efekt, że AU będzie w pierwszej piątce OECD pod względem jakości edukacji w 2020r., jak moje dzieci to przeżyją i się wyedukują to napisze o tym więcej ;-)
Z lokalnych ciekawostek obiecali naszemu stanowi kasę na zbudowanie jednej nitki metra (nie mamy na razie żadnej, ale wiem co to pociąg ;-). To taki strzał w stopę obecnie panującemu premierowi w Victorii bo on zabiegał o kasę na koleją autostradę (płatną zresztą). Ot takie drobne przepychanki bo chłopaki są z przeciwnych partii, co tam będą ułatwiać sprawę wrogowi ;-), ludzie i tak sobie poradzą przecież mogą chodzić piechotą ;-).

Na koniec mały kwiatek w budżecie znalazło się skromne 40 mln AUD na promowanie Australii w filmie 20 tyś mil podmorskiej żeglugi jaką studio Disney ma kręcić, tak sobie myślałem dlaczego tej powieści nikt nie ekranizuje no i mówisz masz. Myszka Miki górą i kto mówił, że budżet to nudna sprawa.


5/13/2013

Dmuchawce, latawce... i Czerwony Krzyż

Pogoda ostatnio całkiem dopisuje jak na późną melberniańska jesień. W związku z tym udaje mi się poderwać do lotu i wymyśliłem atrakcje dla dzieciaków aby poczuły przyjemność z aktywności innej niż ekran kompa. Ostatnio chodziło za mną puszczanie latawców bo jak wiadomo człowiek na stare lata dziecinnieje i cofa się w rozwoju, więc chyba mnie to już dopadło bo ta zabawa z lat młodości nie dawała mi spokoju. W sobotę pogoda była super słoneczko i lekki wiaterek przy ziemi a wyżej to już ładnie dmuchało. Wiec wyskoczyliśmy na lokalny plac zabaw gdzie pole jest duże no i dawaj poszczaliśmy latawca.

Zdjęcie z daleka bo poszedł nieźle w górę a i mam zabytkowy telefon ;-)
Pamiętam jak sam budowałem latawce a tu wystarczy pójść do 2 dollar shop'u (czyli chińczyka gdzie maja wszystko z Chin nawet latawce ;-)). O taki znak czasu, jednak nie mogę powiedzieć jak na tą taniochę to latawce te całkiem fajnie wyglądają i o dziwo latają bardzo dobrze, no ale to chińska tradycja, lata praktyki widać robią swoja.

Syn zasmakował w sztuce utrzymywania latawca w powietrzu i jeszcze nawet nauczył się kontrolować jego wysokość i położenie dzięki czemu wykonałem poniższe zdjęcie:


Prawie mi na linką gardło poderżną, ale zdjęcie jest. Ognisty ptak nadlatuje.

Na poprzednim zdjęciu latadło przypomina krzyż i teraz przejdę do Czerwonego Krzyża czyli organizacji charytatywnej, nie za bardzo z nią mieliśmy do czynienia, chyba tylko jak od czasu do czasu oddawaliśmy jakieś dobre, ale już nieużywane ubrania czy zabawki dziecięce), aż do popołudnia w czwartek w zeszłym tygodniu. Dzwonek do drzwi, otwieramy a tam nauczyciel z syna szkoły z pokaźnym kartonem zawierającym .... tzw. suchy prowiant, czyli makarony, dżemy, konserwy, a nawet jabłka i papier toaletowy (no to nas powaliło pomyśleli o wszystkim, bo jak człowiek zje to potem do kibla pójść musi) itd. No po prostu nas zamurowało. Nauczyciel na to, że to ze szkoły, ale on nic nie wie tylko dowiózł, musimy przyjąć bo on nie może tego zabrać. Hmmm, nie wiedziałem, że aż tak źle z nami jest, zasiedliśmy do obiadu i pałaszując tradycyjnego schabowego z ziemniaczkami i surówką z kiszonej kapusty myśleliśmy nad tym co się wydarzyło. Po zjedzeniu syn zapytał no przecież mamy co jeść i gdzie spać, dwa samochody (nie najnowsze co prawda) to dlaczego nam to dali? Dobre pytanie, jakoś trudno to było mu wytłumaczyć, ale na stwierdzenie jutro mama zrobi spaghetti z tej paczki, dał się przekonać, że dzięki temu będzie nam lepiej. Niezbadane są kroki ozziowej chęci pomocy i jak się okazuje mogą nawet spowodować zamieszanie.

Idąc tropem zamieszania (ale ładnie łącze tematy ;-).  Wczoraj przypadkowo oglądnęliśmy program o katastrofie francuskiego samolotu nad Atlantykiem w 2009 roku. Była to duża zagadka .... ale jak się okazuje została wyjaśniona. Wydobyli czarne skrzynki (które są naprawdę koloru czerwonego i jeszcze Ozzi je wynaleźli o dziwo)  z głębokości 4000m, odczytali nagrania (po to one są aby je odczytywać jakby ktoś nie wiedział) no i układanka się ułożyła w smutny, ale prawdziwy przebieg wypadków.  Oczywiście obwiniono pilotów o błąd w sztuce latania, ale konkluzja jest dużo bardziej głęboka bo nowoczesne samoloty uniemożliwiają pilotom zwyczajnie polatać. Pilot kontroluje około 5 min lotu podczas np. 10 godzinnego przelotu z Melbourne do Seulu, reszta to autopilot. Oni po prostu nie potrafią ręcznie prowadzić takich  maszyn. To smutne, chyba przestanę latać samolotami.
Ale do czego innego chce użyć tego przykładu, chodzi mi o katastrofę pod Smoleńskiem. Nie trzeba było szukać skrzynek głęboko po ziemią,  szczątki samolotu są dostępne (albo i nie bo ma je Rosja), pancerna brzoza zmienia grubość, pozycję wysokość i wogóle. Sensownego wyjaśnienia tej katastrofy chyba się nie doczekamy dzięki zaradności rosyjskich służb specjalnych, a szkoda bo wydaje się, że był to po prostu wypadek (ale widać że wypadki da się wyjaśniać, nawet dosyć głęboko utopione), czyli nie był to wypadek ? Logika wysiada, idę popuszczać latawca, może coś mi przyjdzie do głowy dlaczego nam dali tą paczkę, to dopiero jest zagadka ;-).

5/10/2013

Zostałem królikiem ...... także doświadczalnym.

Ostatnio było trochę zajęć, które uniemożliwiały mi znalezienie czasu na pisanie bloga, jednym z nich było uczestniczenie w programie badawczym. Ale od początku.
Jak opisuje na stronie o MS stosuje dietę i takie tam różne dopalacze aby się trzymać, co skutkuje niezłym zdrowiem, ale i osobistym odczuciem, że zamieniam się w królika z racji wsuwania dużej ilości produktów roślinnych ;-)). Do tej pory sądziłem, że jedząc kotlet wołowy jestem prawie wegetarianinem bo co je krówka trawę czyli to mięsko jest z trawką, ale o ile lepiej smakuje niż trawa spożywana bez przerobienia.  Niestety punkt widzenia się zmienia i teraz już tylko zielone i troszkę drobiu (bo pędraków jadł nie będę ;-). Idąc tropem królika doszedłem do różnych testów medycznych czyli zostania królikiem doświadczalnym, a co trochę rozrywki nie zaszkodzi ;-).
Nie jestem jednak taki pełen kamikadze i wybrałem bezpieczny test dla ostatnio zdiagnozowanych i zdołowanych ludzi, czyli psychologiczne leczenie depresji i stanów lękowych.
Jak się na to zgłosiłem to od razu pożałowałem bo test wymagał jeżdżenia do Royal Melbourne Hospital (czyli samo centrum miasta). Ale jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B no i sobie pojeździłem. Pech chciał, że zostałem wylosowany do grupy kontrolnej czyli tej co nie maja leczenia, czyli takie placebo. No nic zdołowany za bardzo nie byłem to jakoś to przeżyłem, w sumie ktoś musi być ten kontrolny nie?. Sam za to zrobiłem sobie to co oni robią na tym leczeniu, czyli medytacje, dowartościowanie, ćwiczenia fizyczne, dieta. Bach po 6-ciu miesiącach odpowiedzialnym na teście super pozytywnie, że jestem spokojny lekko zadowolony z życia inwalida z chorobą nieuleczalna (jeszcze). Myślałem, że mnie wykopią i powiedzą,że robię sobie jaja ale nie, byli zadowoleni bo to był dowód na to, że taki program działa co jest w moim przypadku przynajmniej prawda. Ot i po badaniach. 
Jeżdżenie mnie najbardziej osłabiało no i te kilometry w korytarzach, czemu oni budują takie wielkie te szpitale ?. Dobrze, że za parking płacili bo jeszcze bym dołożył do tych badań, parkingi w Melbourne to kopalnia złota dla budżetu miasta. To tacy jednoręcy bandyci hehe:

Wrzuć dolara albo lepiej dwadzieścia ;-))

I tak to sobie czas spędzałem, ale poznałem sporo innych programów, jest nawet strona gdzie publikują te badania poszukiwawcze i można się nawet nieźle naszprycować jak ktoś lubi. W sumie jest w Melbourne parę uniwerków i programów ci panie do wyboru ;-).

No ale atrakcje się skończyły i teraz już monotonia jesieni (ale bardzo ciepłej jak na razie). Będzie czas na pisanie pewnie ;-).


Z racji jesieni zakwitły nam tzw. bush roses czyli róże z buszu ;-)). Tylko w świecie do góry nogami tak może być.
To dla tych co przetrwali zmiany na blogu i nie dali się odstraszyć brakiem anonimowości.

5/02/2013

Ojciec wielokulturowej Australii

W zeszłym tygodniu mieliśmy tu naprawdę poważne święto jakim jest to 25 kwietnia zwany też ANZAC Day. W skrócie jest to dzień lądowania wspólnych sił zbrojnych Australii i Nowej Zelandii pod Gallipoli w Turcji podczas I Wojny Światowej , większość z nich zginęła (ponad 8000). 

Źródło http://www.awm.gov.au/commemoration/anzac/

Dla młodego państwa Australijskiego miało to duże znaczenie. Z tej okazji co roku mamy tu święto (lub często długi weekend ;-), w którym czci się pamięć tych co tam zginęli i wszystkich innych żołnierzy AU poległych w innych wojnach i misjach pokojowych. Jakość tego święta świadczy o dosyć poważnym podejściu do sprawy jak na Ozzich bo i temat poważny jednak. Biorąc wielkość wydarzenia i tą powagę my (Polacy) powinniśmy czcić wygraną pod Wiedniem z równym namaszczeniem, a i ofiary Drugiej Wojny Światowej zdecydowanie lepiej, ale może się mylę, nawet święto niepodległości mamy lekko zafiksowane (no bo kiedy my w zasadzie  tą niepodległość uzyskaliśmy (było tego parę razy). Nie będę się jednak wdawał w rozważania historyczne bo zamienią się one w histeryczne jako jako że z historii to jednak orłem nie byłem. Zresztą jako zdrajca ojczyzny nie powinienem tego tematu ruszać wogóle ;-).

Zmierzę od razu do tego o co mi chodziło czyli do eksperymentu wielokulturowości jako modelu do uniknięcia konfliktów zbrojnych. Anglosasi po radosnym podboju świata eksperymentowali z rożnymi modelami kolonii ii jednym z nich jest wielokulturowa Australia, eksperyment by się może i udał ale najechało sporo islamistów (a jak tu się bratać z islamistą, no ale nie będę rasistą). 
Ojcem wielokulturowej Australii jest .... Polak prof. Jerzy Zubrzycki, tak często był tu nazywany zwłaszcza po jego śmierci. Jego droga do Australii nie była prosta, jak ktoś chce niech sobie postudiuje, jednym słowem facet wykształcony i poddany anglosaskiej edukacji jednak głęboko humanitarny i otwarty na świat, dobry znajomy Jana Pawła II.  Zrobił wielką robotę w celu zlikwidowania tzw. polityki białej Australii no i bach mamy teraz bardzo już kolorową Australię ;-)).
Czyli jak chcemy to potrafimy (brawo Lewandowski ;-) to dla tych co lepsi ze sportu) szkoda tylko że nie w kraju.

Emigracja zawsze była jednym z ważnych elementów rozwoju tego kraju gdyż daje napływ ludności co napędza wzrost gospodarczy i jak na razie nie wymyślono innej metody rozwoju kraju jak wzrost ludności czyli wzrost konsumpcji czyli wzrost firm, wzrost zatrudnienia, wzrost konsumpcji i tak w koło, a i jeszcze dzięki temu emerytury maja z czego być wypłacane . Ostatnio dużo mówiło się ile ma liczyć AU w 2050 roku, padały liczby 30, 40, 50 i kto da jeszcze więcej. Fajna to była dyskusja, ale chyba idziemy na te wyższe numerki bo pomimo przykręcania śrubki emigrantów przyjeżdża cały czas dużo (zakładano że w tym roku ma być 180 tyś. a będzie coś koło 230 tyś.). Melbourne ma liczyć 8mln ludzi, kurde trochę dużo, no ale będzie miało rozpiętość 300km ;-)). Jakoś opornie im idzie budowanie wyższych budynków mieszkalnych tzw. apartamentowców choć i w tym temacie się zmienia. Azjatom nie przeszkadza  posiadać mieszkanie 40m2 ;-), zwłaszcza jak się jest samemu.

Czyli znowu biznes jak zwykle, warto może jeszcze wyjaśnić różnice pomiędzy agentem emigracyjnym a agentem edukacyjnym.  Agent emigracyjny bierze od was pieniądze za duże obietnice, a agent edukacyjny bierze duże pieniądze od instytucji do której sprzedał kurs i mówi, że robi to z czystej chęci pomocy (znaczy się zrobienia kasy). Zdecydujcie sami jaka jest lepsza wersja ;-).

A jak to wszystko się ma do tego ANZAC Day, ano tak, że jak biznes jak zwykle to mało komu zależy na wojnie (oprócz koncernów zbrojeniowych ;-), bo jak mówi stare polskie przysłowie zgoda buduje a niezgoda rujnuje, czyli jak nacje są uwikłane w robienie kasy to nie za bardzo im się chce wojować a i w miarę dostatnie społeczeństwo trudno zagonić do wojska. Życzę wszystkim czytelnikom z polski  miłego obchodzenia długiego weekendu bo mało kto wie co to jest ten 3 maja przecież, chodzi o to aby grill dobrze pracował i pogoda dopisała, ale może warto się jednak chwilkę zastanowić?

Z wiosennym pozdrowieniem do następnego wpisu :


Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)