3/06/2013

Karta zdrowia ze zniżką ;-)

Źródło: http://www.humanservices.gov.au/


Dzisiaj trochę o udogodnieniach dla ludzi chorych i niedołężnych. Obrazek przedstawia Health Care Card czyli marzenie każdego nowo przyjeżdżającego emigranta z europy środkowo wschodniej ;-)). 
Karta ta umożliwia ubieganie się o szereg zniżek. I tak jeśli lekarstwo jest na receptę i ze słynnego w Polsce koszyka leków refundowanych (w wersji australijskiej) to kosztuję z tą karta lek 5.80AUD (czyli bardzo drogo bo w Polsce były leki za 1gr), jednak tutaj jest to można powiedzieć tanio jak barszcz.  Karta ta daje także zniżki na energię elektryczną, gaz inne usługi medyczne oraz transport i ... kino, teatr, koncerty,  tak tak choremu też się nalewy trochę kultury a co. Tak więc jak widać ma ona wiele zalet a została wydana aby zapewnić osobom "poszkodowanym" przez los w miarę równe warunki korzystania z życia ;-)). 
Jak dostać taką kartę, ano bardzo łatwo, wystarczy mało zarabiać (dostaje się wersję tzw. low income). I tu jest pies pogrzebany systemu, cwani emigranci pracują na czarno a rejestrują się, że mają niskie dochody lub wręcz nie pracują i bach kartę dostają, co wydatnie obniża koszty życia i pozwala zarabiać nawet więcej. Ot takie niedopatrzenie w konstrukcji systemu, albo powiem inaczej, nie przewidziano, że ktoś będzie aż tak nieuczciwy ;-). Dochody są sprawdzane bo tutejszy ZUS (napisałem o tym już) ma bezpośrednie połączenie z urzędem skarbowym i karta nisko dochodowa jest wydawana tylko na pół roku, ale jeśli nadal mamy małe dochody to jest automatycznie wydawana nowa, nie trzeba biegać i składać nowego podania.
Drugą metodą jest zachorowanie na coś poważnego, czego nie polecam ;-). Lub też kupienie tej choroby u odpowiednio wykwalifikowanych do tego lekarzy głownie z Rosji, Polski, ale także Chin (ale tu się trudno dogadać hehe).

Ot i mamy cały rozbudowany system opieki socjalnej, do którego jestem zmuszony być użytkownikiem (bo wybrałem najmniej pożądana drogę eehhh, bałwan ze mnie). Ale dzięki temu poznałem go dosyć dobrze i muszę powiedzieć, że jako osoba chora przynajmniej mam z czego korzystać. System ten został wzorowany na ... polskim i skandynawskim systemie opieki zdrowotnej tak tak, tu te systemy są podawane za wzór, wiadomo że AU jest wiele lat za EU w rozwoju.

Ostatni jednak przeczytałem informację, która mnie zmartwiła ale i  ucieszyłem się jednocześnie, że jesteśmy tu tacy zacofani. A mianowicie minister informacji i cyfryzacji (obywatel Boni) proponuje zlikwidowanie bibliotek w szkołach ponieważ cyfryzacja w Polsce zaszła tak daleko, że nikt już nie czyta zwykłych papierowych książek (wiadomo wszyscy mają już kundle i inne czytniki). No powiem szczerze, że mnie zamurowało, w sumie wyjechałem 6 lat temu i proszę jaki rozwój przegapiłem. Ciesze się bo tu chodzę do zwykłej biblioteki właśnie elegancko odremontowanej w której uwielbiam myszkować w pułkach zapchanych książkami ( i czuć zapach książki nawet pomimo działającej klimatyzacji). No ale widocznie zatrzymałem się w rozwoju, co ta AU robi z człowieka.

Po tej małej dygresji wrócę do karty zdrowia zniżkowego, a mianowicie jej mocy ciągle się uczę i nieraz mnie zaskakuje ile ona może. Poszedłem do banku zamknąć rachunek bo nie był mi potrzebny (no pieniędzy już nie mamy ;-). I tak mi się wymsknęło, że mam tą kartę a pani od razu po co zaraz zamykać, zniesiemy opłaty za trzymanie rachunku i niech sobie będzie. A my tu mamy bardzo krwiożercze banki i większość rachunków ma prowizję za ich użytkowanie. No to sobie je zatrzymałem, nigdy nie wiadomo kiedy człowiek będzie bogaty ;-)).
Chodzimy do dobrej (i niestety drogiej) przychodni zdrowia, ostatnio przy wizycie recepcjonistka zapytała się czy nie mam przypadkiem tej karty (bo widzi, że często przychodzę i jak chodzę), a ja, że owszem, a no to za wizyty już Pan nie płaci tylko Medicare (czyli ubezpieczenie zdrowotne). 
Tu jest to ubezpieczenie dla każdego, ale wiele przychodni dolicza sobie całkiem słone opłaty oprócz tej pokrywanej przez Medicare (np. ubezpieczenie pokrywa 38AUD ale wizyta kosztuje 60AUD czyli musimy dopłacić 22AUD z własnej kieszeni), dzięki tej karcie już nie musimy płacić tej różnicy. I w tej sposób przez rok zaoszczędzę na kolejne wyjście do restauracji ;-)).
I jest jeszcze wiele takich udogodnień. Może życie na tym socjalu nie będzie takie ciężkie :-). Czego nikomu nie życzę i niestety nie cieszy mnie ono wcale jak być może paru radosnych trolli tu zaraz nasmaruje. To że dużo ludzi ten system wykorzystuje to jednak inna sprawa.




14 komentarzy:

  1. Dzień dobry Marcinie! Tak sobie przeczytałam o książkach - jestem absolutną wielbicielką książek i czytania / w końcu + 4,5 okularów z powietrza się nie wzięło/- i cyfryzacji w Polsce jak również debilnej wypowiedzi pana ministra. Oprócz Twojego bloga " namiętnie" czytam blog Kury z Singapuru , która to Kura kilkakrotnie wspomniała o czytaniu książek w Singapurze. O tym , że dzieci / i nie tylko/ codziennie czytają przed lekcjami , biblioteki są tłumnie odwiedzane a o książki pieczołowicie się dba. Nie miałam pojęcia , że żyjąc w Polsce, żyję w tak nowoczesnym kraju :) Jednak wolę singapurską "ciemnotę i zacofanie" :))))))))))))) . ! A propos naciągaczy socjalnych : ciekawe jaki w nich jest procent nowoczesnych, czytających e- booki rdzennych mieszkańców pięknego, nowoczesnego kraju nad Wisłą? A dla Ciebie : zdrówka, zdrówka i dobrego humoru. Pozdrowienia dla rodzinki. Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + 4,5 dioptrii to dalekowzrocznosc i nie mozna jej sie nabawic od czytania.Gdybys miala te dioptrie na - to tak. Bo krotkowzrocznosc stad , ze oko przyzwyczaja sie do czestego patrzenia blisko i soczewka w tej pozycji twardnieje i nie moze sie zmienic ksztaltu tak, aby obraz z daleka padal na siatkowke oka.

      Usuń
    2. Dzięki! To znaczy że nadal mogę szaleć w książkach ! :)))

      Usuń
    3. Ja tez czytam zawsze i od zawsze. Ostatnio przerzucilam sie na e-booki.Bo polskie nowosci sciagalam sobie z kraju i trwalo to dosc dlugo no i kosztowalo sporo.Teraz mam ksiazki za mniej niz polowe tej sumy i czytac moge natychmiast po zaplaceniu.Pozdrawiam .

      Usuń
    4. Masz rację - ale ja tak uwielbiam zapach książek. Powinnam przerzucić się na e-booki ale przecież nie ma nic milszego niż cisza, fotel, herbata i KSIĄŻKA! Właśnie kupiłam sobie następne cztery i tym sposobem mocno podwyższam poziom czytelnictwa w Polsce :)))) Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Medicare nie Medicover Marcinie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadza sie, chyba mi sie stare czasy przypomnialy, dzieki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Marcin, come on man, nie pisz o takich rzeczach bo nam gul skacze ;-) W Polsce mozemy tylko pomarzyc o takich luksusach. Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy sie papierowych ksiazkach mowisz? Jaki to tam luksus, zwykla biblioteka ;-).

      Usuń
  5. od tej "lekkiej, latwej i przyjemnej" pracy w Wonderlandzie nabawilem sie problemow z kregoslupem, wzielem z pracy wolne, poszedlem do chiropractor czy jak sie tam ten szarlatan nazywa, ale spojrzenie na cennik bardzo skutecznie mnie wyleczylo za te 10-15minutowe zabiegi i zdrowie wrocilo. W Polsce zabiegi na kregoslup sa kilka razy tansze i dluzsze.
    Takze sobie naiwni wierzcie ze na antypodach raj na was czeka, bylem tam i widzialem jak to wyglada.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiecej-tu nie ma zadnych specjalistow! Chcialam isc do ortopedy-nie ma, rzucaja tak pacjentem od GP do physio albo chiro (obydwa gabinety o kant du..y potluc) zamiast skierowac do konkretnego specjalisty. Dlatego gro moich znajomych lata do Polski z przenoszonymi problemami zdrowotnymi bo tu w Australii kompletne dno jesli chodzi o skuzbe zdrowia. Szczerza sie tylko wszyscy w tych przychodniach i tylko slychac no worries. Beznadzieja. W Australii nie wolno chorowac, slyszycie przyszli emigranci? Jak masz zamiar byc chory to zostan w Polsce, bo paradoksalnie z polska zla sluzba zdrowia wskorasz 100 razy wiecej niz z australijska pseudo-sluzba pseudo-zdrowia. I tak pewnie nikt mi nie uwierzy, a jedzcie w chorobe i sprawdzcie sobie sami.

    OdpowiedzUsuń
  7. To co niepojete w OZ to ze lekarz GP jest tam od wszystkiego, jednoczesnie laryngolog, gastrolog, ginekolog, kardiolog, itd i na wszystkie dolegliwosci ma uniwersalny panadol, i to w sprawie tak waznej jak zdrowie. Zas jak sie szuka innej roboty, nawet byle jakiej, to nie mozna byc specjalizowanym w innej dziedzinie bo zaraz jest sie overqualified, czyli jak chcesz lopata robic na budowie to masz cale zycie byc lopaciarzem, w cv nie moze sie znalezc nic innego, jak chcesz wozic pizze to tez w cv nie mozna pokazywac ze sie ma inne kwalifikacje bo tej zaszczytnej pracy w Wonderlandzie sie nie dostanie, jak tylko wyjdzie ze sie ma jakies inne wyksztalcenie, nie mozna sie znac na innych rzeczach, i tak samo w innych pracach poza lekarzem. W sprawie zdrowia lekarz jest jeden i na wszystko ma paracetamol albo panadol. Do specjalistow sa kolejki na dlugie miesiace, calkiem jak w polskiej sluzbie zdrowia.
    No to teraz jedzcie tam na antypody jak tak gul wam skacze nt zycia w tym Wonderland.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie jak w Polsce - jak sie zaplaci to sie dlugo nie czeka, no ale jak sie chce za darmo...
      Zreszta tak naprawde to nie wiem, bo do lekarzy nie uczeszczam, ale jak potrzeba mi raz bylo interwencji szpitalnej to wszystko bylo na absolutnie najwyzszym poziomie. A z tym panadolem - to wiecie - ludzie laza do lekarzy z byle glupstwem (jako ze lekarz jest za darmo), no wiec na glupstwo przypisuje panadol (ja osobiscie preferuje aspiryne, i faktycznie stosuje ja "na wszystko" bez fatygowania sie do lekarza). Zdrowka zycze!
      Jurek z Melboure.

      Usuń
  8. Ten panadol i picie duzej ilosci wody zalecane przez australijskich lekarzy na kazda doslownie chorobe wykonczyly juz niejednego. Ciagle notuje sie wiele zgonow spowodowanych zwyklym zaniedbaniem ze strony lekarza. Nie chce im sie. Nieszczescie jest takie ze w Australii ciagle wszystkiego brak, a dobrych znajacych sie na rzeczy lekarzy przede wszystkim.

    OdpowiedzUsuń

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)