3/21/2013

6 lat minęło.

Wczoraj minęło 6 lat jak tu wylądowaliśmy. Niby nic specjalnego taka nie okrągła rocznica, ale jednak wczoraj pierwszy raz wspominaliśmy to ze śmiechem i radosnymi wspomnieniami. Pogoda była okropna czysty tropik, 30C i lał równiutko deszcz cały dzień (my stanęliśmy na tej ziemi o 7 rano), dopadł nas jet lag, poszliśmy spać, oczywiście nie obyło się bez kłopotów, bo za wcześnie przyjechaliśmy do mieszkania jakie mieliśmy już wynajęte (serviced apartment na St. Kilda). Jednak nam dali coś na przeczekanie, po drzemce deszcz nadal walił, do sklepu jednak było tylko przez ulice i już zapoznaliśmy się z wiodącą siecią supermarketów Coles (powtarzałem sobie tylko nie przeliczaj tych cen na złotówki ;-)). Potem znowu spanie i nocne czuwanie bo nie można zasnąć i jakoś tak następnego dnia po południu trochę się ogarnęliśmy, żona poszła na spacer z dziećmi, a ja szukać domu do wynajęcia (Jak się potem okazało zadanie to było najtrudniejsze do wykonania bo w końcu wylądowaliśmy u znajomych na dwa tygodnie i dzięki ich poradzie aby szukać czegoś co jest na 6mc tylko, się w końcu udało, takie to były czasy).
Przy wieczornym posiłku i zdaniu relacji, że złożyłem 3 aplikacje, ale także zrobiło to 20 innych :-)), usłyszałem radosne słowa a wiesz tam za rogiem jest taki fajny plac zabaw dla dzieci, jest czysto i sprzęty są sprawne. Ot już wtedy wyszło na jaw powiedzenie Ozzich "happy wife, easy life", potem już nie było tak fajnie, ale też nie było znowu źle, ot emigracja jak kromka chleba.

Ten nasz wieczór wspomnień dał nam do myślenia, skoro już się z tego śmiejemy to znaczy, że tu osiedliśmy,  to będzie nasza nowa ziemia obiecana ;-)). 

W sumie zaczynamy od nowa podwójnie bo moja choroba nie ułatwia nam życia, ale jak mówią Chińczycy zagrożenie i nieznane to nowe możliwości i nigdy nie wiadomo co życie jeszcze nam przyniesie. Bagaż doświadczeń z emigracji daje jednak zupełnie inną perspektywę na podstawowe problemy a i Australia ma dużo do zaoferowania,choć mi wystarczy na razie skrawek błękitnego nieba ....




21 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego z tej okazji :)))) Samego szczęścia, mnóstwo zdrowia i wszystkiego co dobre! Pozdrowienia dla rodzinki! Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowia i wielu, wielu australijskich rocznic!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieki, zachowamy to "Swieto" tak dla podtrzymania tradycji ;-).

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzień dobry. Trafiłam na Pana blog bardzo przypadkowo, kwestia wyjazdu odżyła w nas ostatnio i chyba powoli zaczniemy się do tego przymierzać.
    Bardzo ciekawie i rzeczowo Pan pisze, pozwolę sobie w dalszym ciągu podczytywać.
    Pozdrawiam serdecznie, zdrowia życzę. K.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu mam nadzieje ze wygracie w lotto przed wyjazdem bo w Australii drogo jak nigdzie indziej w swiecie. Ten kraj jest overpriced no i oczywiscie overrated czyli po naszymu mowiac placisz podwojnie badz potrojnie za chinski s.it, a i sam kraj szybko przestaje zachwycac bo absurdalne realia i no-worrisy szybko was wkurza i zniecheca. Angielski mam nadzieje znacie per-fekt bo jesli nie to od razu nalezy udac sie do college-u jezykowego na mega-overpriced i overrated "nauke" jezyka co potrwa lata i doprowadzi was do ruiny finansowej. No chyba ze przyjezdzacie z PR juz z Polski, ze znaleziona juz w Australii praca i mieszkaniem. Wtedy to ma sens. I chyba tylko wtedy. Do Australii to tylko turystycznie, na miesiac dwa, z duza kasa, porzadnym planem podrozy i unikac kontaktu z ludzmi zeby nie zostaly wam przykre wspomnienia. Good---luck !!!!!;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zachęta jakich wiele ;-). Dzięki!

    Język angielski znamy na tyle, by nie kierować się w stronę szkoły po przyjeździe.

    Jeśli chodzi o ceny - owszem, są wysokie, ale chyba też przy dobrych zarobkach można sobie na wiele więcej niż w PL pozwolić. Bez wizy PR i bez ugranej pracy dla męża raczej nigdzie nie pojedziemy. To są dwa warunki, które poprzedzać będą spakowanie walizki i zgrabnego kontenerka w długą podróż.
    Jesteśmy po wstępnym researchu jeśli chodzi o oferty pracy i one są, wysokość zarobków satysfakcjonująca. Póki co proces wizowy, szukanie pracy. Całej rodziny w ciemno nie przeniesiemy. To można było 10 lat temu robić ;), teraz człowiek za wygodny chyba jednak i nie odpowiada już tylko za siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z ta praca w Australii to jest roznie, ogloszenia sa co nie znaczy ze praca jest. Zrobcie doglebny research z telefonami do firm wlacznie, zeby wiedziec wiecej. Jednak zeby byc naprawde pewnym ze dane stanowisko jest do wziecia i ze akurat Polakowi bedzie dane je dostac to trzeba by bylo do Australii przyjechac i rozmawiac osobiscie. Przez tel.takiej sprawy nie zalatwicie bo zbyt wiele niekompetentnych osob bedzie w to zamieszane i ktos napewno cos schrzani. Takze powodzenia zycze,przyda Wam sie.
    Co do PR to wiecie ze obecnie jest tzw skill select i to Oni czyli Australia wybiera kogo chce? Nie da sie tak swobodnie po prostu zlozyc papierow i czekac na odp. To Oni daja znac czy mozecie, a to moze potrwac bo jesli zawod ktoregos z Was nie jest pierwszej potrzeby (to Oni tez decyduja) to moga Was przerzucic na kolejny rok w Waszej kolejce, a w kolejnym roku na nastepny, itd... czego Wam oczywiscie nie zycze.
    Najlepiej chyba przyjechac do Australii i znalezc sponsora, wtedy tez jest PR i pewniejsza droga bo macie stalego pracodawce na conajmniej 2-3 lata i dochod pozwalajacy kupic chleb, sol i wode. Zalatwianie pracy z poziomu Polski bedzie trudne poniewaz niewiele osob bedzie chcialo z Wami rozmawiac bo kogo tu w Australii obchodzi jakas tam Polska i problemy jakichs Polakow.. Tu raczej Azjaci i ostatnio Afrykanczycy maja priorytet i otwarte ramiona jesli chodzi o prace i zakwaterowanie. To te rasy sa tu welcome plus Hindusi i inni z okolicznych wysp ale na pewno nie Polacy z malenkiego nieznanego kraiku gdzies tam w Europie (chyba kolo Grenlandii) taka jest wiedza o Polsce podrzednego Australijczyka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak wszędzie znaczy ;). Trzeba osobiście, wolą swoich i łatwo nie jest. Nikt nie mówił, że będzie...
    Za rady dzięki, wszystkie są w cenie. Jak wyjdzie - zobaczymy. Noża na gardle nie ma, a plany zawsze można dostosować do tego, jakie możliwości aktualnie nam dają.

    Czy można gdzieś sprawdzić, jakie zawody są obecnie w cenie, które czekają i się doczekać nie mogą, jak to się kształtuje w czasie?

    To pisałam ja, ale coś się zalogować nie mogę ;).
    Pozdrawiam, K.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kasiu dobrze kombijnujesz praca jak bedzie nawet tylko dla meza to juz duzy krok naprzod. Co to overpriced to fakt ceny sa wieksze od tego co znamy ale pensje tez sa overpiced bo jak mozna powiedziec ze za prace na telefonicznej lini obslugi klienta dostajesze 22.22AUD/h brutto + super to sie nijak nie ma do USA i UK.

    Co do zawodow to jak zwykle lista SOL i SkillSelect podja co jest w cenie, i zdrowy rozum, trzeba patrzec co sie dzieje na swiecie i jaka praca moze byc. Ale tu nawet sprzataczka (dobra) jest w cenie bo co mozna powiedziec na 30AUD/h na reke za sprzatanie domu w CBD, a mozna dostac i jeszcze wiecej bo tu wlasciiel sam zapewnia srodki czystosci i sprzet. Bardzo duzo zalezy od zaradnosci i wlasnej inicjatywy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Sorry,ze sie wtrace.O tym sprzataniu chcialem, no wiec trzeba beczke soli najpierw spozyc zanim sie dojdzie do pulapu $30 za godzine za sprzatanie. Tyle biora sole traders-czyli osoby prywatne prowadzace dzialalnosc gospodarcza i robiace cleaning na codzien. Dla swiezo przyjezdzajacej do Australii osoby jest to absolutnie niewykonalne i nierealne bo NIKT CIE NIE ZNA, a to dla ozzich priorytet,poniewaz sa bardzo nieufni w stosunku do obcych i emigrantow. Zeby osiagnac $30/h trzeba byc w Australii kilka lat i ciezko na to zapracowac budujac zaufanie i baze klientow powolutenku z dnia na dzien...bardzo trudne i mozolne i nie zawsze sie udaje. Dla swiezakow tylko agencje sprzatajace, tam was zatrudnia i dadza $17 do $21, nic wiecej. To tez nie jest zle, ale to nie $30 jakkolwiek liczyc.. Musicie podrozowac do klientow na wlasny koszt, a z tymi srodkami czystosci to nie tak kolorowo bo jeden klient wam je zapewni i bedzie dokupowal jak sie skoncza, a inny lazy bastard bedzie ciagle zapominal i bedziecie zmuszeni albo wozic wlasna chemie albo myc plynem do okien wszystko w calym domu wlacznie z miska klozetowa... Nie bedzie wyjscia, szlag was bedzie trafial i tyle, przeklniecie Australie i jej rodzimych obywateli, z ktorymi ja, bedac tu juz od dawna nie zaznalem jeszcze ani jednego pozytywnego doswiadczenia. Emigranci owszem, sa inni, czasami nawet mili, mozna z nimi rzeczowo pogadac, inteligentni (!!) i znaja zycie od podszewki (nie wazne czy sa z Azji, Ameryki czy Europy), ale te tutejsze okazy.... szkoda slow.. Niestety, zyjac tu trzeba z nimi walczyc i uczyc uczyc uczyc bo nic nie wiedza. Odnosnie listy zawodow to wszystko jest na stronach immi.gov.au i problem tylko jest taki, ze lista zawodow poszukiwanych zawiera zawody, ktore tak naprawde nie sa poszukiwane. Nie wiadomo kto to ustala ale nie wolno sie tym sugerowac bo mozna przegrac duzo. Tak jak Marcin pisze, trzeba sie zaczac wypytywac i orientowac w internecie jakie obecnie zawody moga byc na topie i moga niezle placic i w takie celowac ( o ile ma sie akurat szczescie taki zawod posiadac) W Australii generalnie z praca ciezko, a bycie emigrantem z zerowym stazem pracy w tym kraju w niczym naprawde nie pomaga. Jak napisalem powyzej, zawsze mozna sprzatac, tylko czy to jest to co chcemy robic w zyciu..? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. A kto powiedział, że "chcemy" sprzątać? To był tylko przykład, jak mniemam ;).

    Anonimowy, skoro nic pozytywnego jeszcze Cię w Au nie spotkało, czemu się nie przesiedlisz? Lepsze jest wrogiem dobrego, może trzeba to zmienić... Nie warto się męczyć.

    Aktualnie mam nadmiar informacji, przejrzałam mnóstwo stron od immi po videoblogi ;), opinii - jak o wszystkim - od prawej, do lewej. Trzeba mieć swój rozum i dość realne plany. Zobaczymy za jakiś czas, jak przebiega ich realizacja.

    Za wszystkie rady dzięki, kolejne chętnie przyjmę :-).

    K.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, to byl przyklad, niestety jeden z niewielu bo oprocz sprzatania jest jeszcze zmywanie talerzy w restauracjach:-) Niewielki jest wybor "zawodow" podstawowych kiepsko oplacanych dla nowoprzybylych czyli studentow i tym podobnych. Tak czy inaczej nic ciekawego. Ciezka praca fizyczna i nie ma co wpisac do CV.

    Nie mowie, ze w ogole nic pozytywnego mnie tu nie spotkalo, pisalem jedynie o ludziach, ktorzy nie sa z pewnoscia kapitalem tego kraju. Zreszta, zobaczycie jak przyjedziecie:-) Bedzie maly szok:)

    My tez, tak samo jak Wy bylismy napaleni na wyjazd, nikt i nic nie bylo nas w stanie odwiesc od tego pomyslu. Zadne przestrogi i dobre rady Polakow mieszkajacych w Australii nie dzialaly, przyswajalismy tylko te przebarwione opowiastki jak to tutaj jest cudownie i zeby nie wiadomo co to napewno damy rade. Dalismy rade ale.... to wszystko co ludzie opowiadaja nie pokrywa sie z prawda. W Australii jest jeszcze inaczej niz pisza i mowia, ale o tym trzeba sie samemu przekonac. Kiedys zobaczycie jak bardzo daleko byliscie w swoich marzeniach i oczekiwaniach od tego co jest w rzeczywistosci:-)

    Chcialem jeszcze dodac, ze otrzymanie wizy PR na skill select czyli na zawod ktoregos z Was nie gwarantuje, ze po przyjezdzie do Australii ta osoba znajdzie prace w tym zawodzie. Wiza PR daje pobyt, nie daje pracy. Moze sie okazac, ze bedziecie pracowac w zupelnie innych niz dotad zawodach bo tak akurat sie ulozy, ze nic innego nie bedzie pasowalo. W Australii ciezko sie pracuje, mozna stracic zdrowie, a i z ludzmi tu bardzo ciezko sie dogadac bo kazdy po swojemu robi, a przy tym kazdy chce jak najmniej z praca miec wspolnego. Mowiac jasno-przychodza do pracy zeby sie op.eprzac i trzeba byc naprawde smart zeby nie robic za nich. Nieraz niestety sie nie da i jest sie tym wykorzystywanym. Znam wiele przykladow od znajomych, Polki pracujace w szpitalach jako pielegniarki lub pomoc sa wykorzystywane przez Afrykanki, ktore wyraznie nie przyjechaly do Australii pracowac... I nie ma na to sprawiedliwosci! nie ma takiej sily aby to zmienic! Trzeba zmienic prace, jednak o nowa nie jest latwo. Przykladow mozna by podawac setki jak bardzo ludzie nie chca tu pracowac, a jak bardzo chca brac za swoja "prace" pieniadze.. Osobiscie duzo lepiej mi sie pracowalo w Polsce bo jak ktos sie probowal wymigac od obowiazkow to szybko sie takiego delikwenta sprowadzalo do parteru. W Australii sie tak nie da, tu wszyscy sa "nietykalni" bo jak cos komus powiesz to zaraz Cie oskarzy za rasizm albo dyskryminacje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kasiu dobrze napisalas, opini tysiace i jak to mowia co czlowiek to historia tak to jest. Prawda jest ze polecenie jest najwazniejsze ale to tez mozna sobie zorganizowac. Wazne jest gdzie sie przyjedzie. My np. wybralismy Melbourne z kilku powodow a przez przypadek zamieszkalismy w zydowsko-rosyjskiej-polskiej dzielnicy, niby wydaje sie ze gorzej byc nie moze ale okazalo sie to strzalem w 10tke, troche zakrecenia tu i tam i mielismy wlasna firme z zarobkami godziwymi i poprzez placenie podatkow (tak tak) nie placilismy ich w cale bo odliczenia byly duze (dobry ksiegowy) pisalem o tym zreszta. Koledzy z korei zalozyli firme sprzatajaca (kupili taki wiekszy odkurzacz i cos tam jeszcze) roboty mieli po pachy bo dobrze pracowali. Ja nadal uwazam ze jak ktos ma leb na karku to sobie tu swietnie poradzi. Prowadzenie firmy to tu po prostu bajka, trzeba tylko chciec. Oczywiscie nie kazdy to potrafi, takie zycie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy, ile już jesteście w Australii?

    My podchodzimy do sprawy w miarę spokojnie ;). Wyjazd ma zmienić w naszym życiu jedną konkretną rzecz, ale nową ojczyzną nie musi być Australia. Życie mamy ułożone, więc wymagania mamy większe, niż gdybyśmy wyjeżdżali zaraz po studiach na przykład... Trudniej wyjechać, ale też mężowi będzie łatwiej o pracę dzięki temu (w Jego zawodzie doświadczenie jest najważniejsze). Jestem w stanie zrobić kilka kroków do tyłu, by to osiągnąć, ale warunkiem jakiegokolwiek wyjazdu jest praca dla męża w Jego zawodzie, bo to pozwoli na miarę bezproblemowe przesadzenie w nowe miejsce całej rodziny.
    I tak, wiem, że wiza pracy nie zagwarantuje, pozwoli jednak jej szukać w szerszym niż obecnie zakresie.

    Marcin, Twojego bloga przeczytałam od deski do deski :). Za wszystkie informacje dzięki!

    Na podsumowanie jeszcze, zazdroszczę Wam pogody, bo pewnie macie lepszą, niż my... za oknem znów sypie. Ech :/

    K.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kasiu, wystarczajaco dlugo zeby z cala pewnoscia powiedziec, ze emigracja do Australii uczy zycia i pokory. Jak juz wspomnialem my przed wyjazdem tez gory przenosilismy i nic nie bylo nas w stanie od tego odwiesc. Tak to jest, czlowiek nie da sobie przetlumaczyc dopoki sam nie zobaczy i nie odczuje na wlasnej skorze.
    Emigracja Wam pokaze stare rzeczy w zupelnie nowym swietle, docenicie polskie jedzenie, warunki mieszkaniowe, czystosc i porzadek w mieszkaniach, polska opieke zdrowotna, itd.. Zrobcie sobie zeby, wlosy, zabiegi kosmetyczne, cytologie i inne tego typu czynnosci w Polsce bo tu nic nie zrobicie. Tutejszym "specjalistom" nie udaje sie z sukcesem zaplombowac zeba, nalozyc farbe na wlosy czy usunac pieprzyka.. Schrzania wam robote, za ktora zaplacicie fortune! Brzmi niewiarygodnie, prawda? Tez bym tak powiedzial przed wyjazdem do Au i postukalbym sie w glowe. Teraz juz nie. W Australii nie ma dobrego jedzenia, wszystko jest sztuczne (nie mowiac w ogole o fast foodach, duzo gorsze porownujac do polskich) Bardzo szybciutko sie szybuje z rozmiaru M do XL, chicken nafaszerowany hormonami tez robi swoje (dlatego Australijki maja jedne z najwiekszych piersi wsrod kobiet w Swiecie, juz 12-14 latki maja ogromne rozmiary) My tez odczuwamy skutki uboczne hormonow w tutejszym jedzeniu. Ludzie karmieni takim jedzeniem sa jak tzw. pedzone kurczaki, przerosniete tu i tam. Przywiezcie sobie duzo lekow z Polski bo tu niewiele jest. Panadol jako painkiller kroluje i tylko to dostaniecie na kazda chorobe bo niewiele wiecej znaja. Jak organizm sam nie zwalczy schorzenia to oni tutaj Wam nie pomoga i trzeba bedzie umierac albo jak sie wczesniej zdazy uciekac do Polski aby sie wyleczyc. Taka niestety jest prawda o australijskich realiach. Swieta spedza sie na shoppingach, a nie z rodzina, glebokie depresje, tesknota za rodzina i znajomymi, z ktorymi kontakt niestety ale po 3-4 latach bedzie zanikal (zycie..) no i to uczucie okropnej izolacji od wszystkiego oraz przymus uzerania sie z tybylczym ludem, ktory wymaga psychologicznej opieki 24/24. Piekne plaze, palmy, sliczna pogoda i tania benzyna niestety nie sa w stanie tego zrekompensowac. Koniec koncow zaczynamy rozumiec co bylo dla nas wzaniejsze. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kasiu poczytaj te komentarze bo warto, choc z tym ostatnim sie nie zgodze, bo zarcie polskie mamy, lekarze sa bardzo ok, lekarstwa dostepne (choc nieraz drozsze niz w polsce), dentysta super tak zadbanej koparki nie mialem nigdy, korony robia super, higienistka czysci mi morde co 6mc, tylko warto kupic cos co sie nazywa private medical extras (my placimy 85AUD na mc na cala rodzine), zona i syn co roku po dwie pary nowych okularow maja, tez, wiec nam sie to podoba. Izolacja nam nie grozi a wrecz przeciazenie kontaktami towarzyskimi, wiec polecam Melbourne poludniowe dzielnice ;-)). Inne miasta moga tego nie oferowac, nie mowiac juz o wsi gdzi jak wiadomo nie ma niczego oprocz ronikow i zwiarzat.

    OdpowiedzUsuń
  17. No ja bym sie tu nie zgodzil bo znam taka wies w Australii gdzie jest ze 3 miliony samochodow...:-), a rolnikow i zwierzat jak na lekarstwo..

    Marcin, po korony, implanty i licowki Aussie jezdza na Phuket i do Bangkoku. 6 razy taniej, 100 razy bardziej profesjonalnie, 1000 razy bardziej trwale. W Australii sie takich rzeczy nie robi bo nigdy nie wychodza dobrze, no chyba ze Twoja dentystka jest Tajka:) albo Ty po prostu jestes taki lucky emigrant, ze wszystko Ci idzie jak po maselku w tej Australii. Mnie osobiscie te niesamowicie "wysokie" i okrzyczane w swiecie australijskie standardy nie leza... Pewnie dlatego, ze sa bardzo niskie :)

    PS: wielu, naprawde wielu moich znajomych stracilo zeby podczas tylko kilku lat na emigracji w Australii i wielu z nich musialo(!) wyjezdzac z Australii albo to do Polski albo do Azji zeby z zebami porzadek zrobic. Popoprawiac po australijkskch dentystach-partaczach. Wszyscy zgodnie twierdza, ze australijska opieka dentystyczna jest najgorsza jaka widzieli w swoim zyciu. Najbardziej prymitywna (daleko w tyle za innymi krajami) i niestety ale tez nie ma dobrych specjalistow. No ale moze tam gdzie Ty mieszkasz akurat sa. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy lucky, po prostu tam gdzie mieszkamy mamy dobrych lekarzy (co nie znaczy ze tanich), dlatego te ubezpieczenie sie oplaca, dba dentysta o nas dobrze (to sa akurat japonczycy, takich sobie wybralismy), jak sie chodzi do dentysty jak juz tylko boli to robota kosztowna. Do Tajlandii jezdza i mowia ze do dentysty ale kto ich tam wie, tajlandia slynie z paru innych atrakcji tez ;-)).
      Ale oczywiscie sa partacze jak wszedzie i zeby sie psuja w AU bo jest inna mikroflora w wodzie, wiec nasze dziasla sa nie przyzwyczajone. AU ostatnie lata sie jednak troche zmienia i to co ludzie przezyli 10 lat temu niekoniecznie obowiazuje teraz.

      Usuń
  18. Anonimowy ;), proszę, nie czytaj tego, co piszę, jak posty miliona innych piszących o Au jako o raju idealnym do emigracji choćby teraz. Widzę wady, planuję realnie, a Au jest jednym z miejsc, które rozważamy. Jeśli wyjazd wypali, jeśli okaże się, że to nie jest nasze miejsce do życia, można próbować i szukać dalej lub wrócić. Jedynie mając dzieci trzeba planować nieco rozważniej, musi być stały dochód, a waletowanie na podłodze u znajomych odpada ;).

    Mieszkałam jakiś czas za granicą (jeden z krajów z kiepskim jedzeniem ;) ), wiem co to znaczy tęsknić, jeść chleb z waty i szukać nowych znajomych. Wiem, że trawa zawsze jest zieleńsza za płotem, że z czasem więdnie i usycha, wiem też, że tego się nie wie, póki się nie spróbuje samemu. Poza pokorą, takie chwile uczą dużo więcej, a te doświadczenia są bezcenne.
    Teraz każdego dnia zmagam się z bezsensem polskiego prawa, niepełnosprawnością polskiej służby zdrowia i ścianami - na każdym kroku ;). No ale, trzeba być twardym, nie 'miętkim' i chyba tylko wrodzony optymizm ratuje mnie czasem przed załamaniem nerwowym. Taki lajf. I jeszcze ta zima, co pół roku już trwa... brr!
    Czas na zmiany. I tyle.

    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mowia gorole jak sie nie przewrocisz to sie nie nauczysz (jezdzic na nartach ;-)). Nam sie wszystko nie udalo ale jestesmy zadowoleni i pewnie jest jeszcze paru innych, wiec moze dolaczysz do ich grona, powodzenia.

      Usuń
  19. Dobrze ze sa jeszcze ludzie, ktorzy prostuja ten przekoloryzowany obrazek Australii w ktorym tak wszystko gladko idzie. Szkoda ze kolejni za bardzo nie chca sie sluchac. Prawda jest taka ze Australia ma mozliwosci na poziomie prowincjonalnego miasta w Polsce, jesli chodzi o prace, kariere, kupno specjalistycznych rzeczy. Wiekszosc emigrantow latami zasuwa aby osiagnac poziom z jakiego wystartowali, niewielka czesc dobra prace znajduje od razu. Zasuwa sie w pracach malo platnych, ponizej kwalifikacji, i zdrowie tam mozna stracic zanim cos sie osiagnie. Zarobki w Australii wcale nie sa takie wielkie, w ktoryms z odcinkow Border Security, powracajaca do Australii Wietnamka zostala zapytana jak ja stac na wyjazdy do Wietnamu co 6 miesiecy bo to wychodzi kupa kasy w Australii, i wynika ze to jakis super luksus. Troche dziwne pytanie jak na kraj co to sie w nim tak podobno dobrze zarabia.
    Tez mialem znajomych co to w Polsce zeby poprawiali po tym jak australijscy dentysci spartaczyli robote. Jakosc wielu uslug jest mizerna i obsluga klienta, cenowo ten kraj jest drogi, wyplata migiem sie rozchodzi. W dzisiejszych czasach radzilbym dobrze przemyslec emigracje do Australii, bo ten kraj tylko swietnie w opowiesciach wyglada, i mitach sprzed lat kiedy bylo lepiej. Wiele negatywnych rzeczy od jakich Polacy uciekaja z Polski latwo znajdzie sie w Australii takie jak bezrobocie, biurokracja, przestepczosc, fotoradary, straznicy miejscy, nieudolna sluzba zdrowia.

    OdpowiedzUsuń

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)