3/27/2013

Listy ludziom noszą?


I w rurę do następnej skrzynki ;-))
 
Dzisiaj krótki wpis o tych co jeszcze noszą ludziom listy a raczej wożą. Tak zwany Pan Listonosz codziennie papiernicza na swoim skuterku i pakuje do skrzynek ulotki reklamowe oraz listy jakie ludzie jeszcze do siebie piszą, ale już coraz rzadziej, a szkoda. 

Takie skrzynki na listy też się zdarzają ;-)
 
Taki list jak przyjdzie to fajnie jest go otworzyć przeczytać, zobaczyć jaki znaczek jest naklejony no kiedy został wysłany. Właśnie ta data nadania skłoniła mnie do tego wpisu. Dostaliśmy parę kartek na Święta Wielkanoce (no nic dziwnego), ale przyszedł także list w którym były życzenia Bożonarodzeniowe, najpierw nie załapałem czy to na te nadchodzące ale nie to było na te co już były jakieś trzy miechy temu ;-)).
Kiedyś już mieliśmy taki przypadek, ale sądziłem, że Poczta Polska poczyniła pewne postępy i wysyłanie listu drogą morską już jest nie w modzie, okazuje się, że jednak tak. Jak ktoś zapomni na poczcie powiedzieć, że list jest priorytetowy to ładują ten zwykły list na .... żaglowiec chyba bo płynie trzy miesiące, normalne statki płyną 3-4 tygodnie. Nie wiem co kieruje logiką myślenia logistyków z poczty, ale wzbudza mój pełen podziw. 
Tutejsza poczta jakoś daje radę wysłać list z Melbourne do Cairns w 3-4 dni (a to prawie 3000km) a tzw priorytet dochodzi w jeden dzień, tak tak kangury całkiem szybko biegają ;-). A i tutejsza poczta jest bardziej pożądanym pracodawcą niż Nestle czy BHP, wiadomo ciepła posadka fajna jest ;-)

Myślę jednak, że jestem niesprawiedliwy dla Polskiej Poczty, bo to ona jest lepsza bo wysyłanie żaglowcami jest trendy i ekologiczne (zgodne z unijnymi dyrektywami o emisji spalin), a tu tacy Ozzi mają to w d... i używają silników aż miło aby tylko ludzie na czas list dostali, ale chyba o to chodzi.

No dobra starczy tych mądrości bo palce mi się spociły od stukania w klawiaturę, mamy piękną jesień dzisiaj znowu stuknęło 34C bo dmuchnęło z północy, kto mówi że północny wiatr to zimno ;-0.



3/21/2013

6 lat minęło.

Wczoraj minęło 6 lat jak tu wylądowaliśmy. Niby nic specjalnego taka nie okrągła rocznica, ale jednak wczoraj pierwszy raz wspominaliśmy to ze śmiechem i radosnymi wspomnieniami. Pogoda była okropna czysty tropik, 30C i lał równiutko deszcz cały dzień (my stanęliśmy na tej ziemi o 7 rano), dopadł nas jet lag, poszliśmy spać, oczywiście nie obyło się bez kłopotów, bo za wcześnie przyjechaliśmy do mieszkania jakie mieliśmy już wynajęte (serviced apartment na St. Kilda). Jednak nam dali coś na przeczekanie, po drzemce deszcz nadal walił, do sklepu jednak było tylko przez ulice i już zapoznaliśmy się z wiodącą siecią supermarketów Coles (powtarzałem sobie tylko nie przeliczaj tych cen na złotówki ;-)). Potem znowu spanie i nocne czuwanie bo nie można zasnąć i jakoś tak następnego dnia po południu trochę się ogarnęliśmy, żona poszła na spacer z dziećmi, a ja szukać domu do wynajęcia (Jak się potem okazało zadanie to było najtrudniejsze do wykonania bo w końcu wylądowaliśmy u znajomych na dwa tygodnie i dzięki ich poradzie aby szukać czegoś co jest na 6mc tylko, się w końcu udało, takie to były czasy).
Przy wieczornym posiłku i zdaniu relacji, że złożyłem 3 aplikacje, ale także zrobiło to 20 innych :-)), usłyszałem radosne słowa a wiesz tam za rogiem jest taki fajny plac zabaw dla dzieci, jest czysto i sprzęty są sprawne. Ot już wtedy wyszło na jaw powiedzenie Ozzich "happy wife, easy life", potem już nie było tak fajnie, ale też nie było znowu źle, ot emigracja jak kromka chleba.

Ten nasz wieczór wspomnień dał nam do myślenia, skoro już się z tego śmiejemy to znaczy, że tu osiedliśmy,  to będzie nasza nowa ziemia obiecana ;-)). 

W sumie zaczynamy od nowa podwójnie bo moja choroba nie ułatwia nam życia, ale jak mówią Chińczycy zagrożenie i nieznane to nowe możliwości i nigdy nie wiadomo co życie jeszcze nam przyniesie. Bagaż doświadczeń z emigracji daje jednak zupełnie inną perspektywę na podstawowe problemy a i Australia ma dużo do zaoferowania,choć mi wystarczy na razie skrawek błękitnego nieba ....




3/13/2013

Gorączka środowej nocy.

Wczoraj mieliśmy radosne doznania temperaturowe gdy fala w sumie miłych, ale męczących opałów przewaliła się prze Victorię (obaliła nawet premiera hehe). Po 9 dniach z temperaturą powyżej 30C i 7 nocach powyżej 20C,  przyszło wreszcie słynne cool-change (czyli po prostu ochłodzenie, ale jak to angielskie fajnie brzmi, prawie tak samo jak Chinese dumpling vs. pierogi, jak myślicie kto wygrywa w bardziej chwytliwej i trendy nazwie :-0).
Te temperatury dają się we znaki bo powietrze jest dodatkowo suche choć tym razem nie aż tak bardzo. Bez klimatyzacji jednak trudno to znieść nawet w dobrze zaizolowanych budynkach.
W ramach oszczędności na rachunku za prąd chłodziłem się w lokalnej bibliotece, która ma super wydajną klimę bo wiadomo, że jak człowiek czyta książki to się poci i wydziela dużo ciepła ;-).
Nie byłem jedyny w tym pomyśle, trudno było znaleźć wolną książkę, e znaczy się miejsce do siedzenia ;-)). Nie da się w bibliotece przenocować także a szkoda, noc z temperaturą 28C jest naprawdę upojna. Ale falę upałów myślę mamy już na dobre za sobą, choć nigdy nie mów nigdy toż to Melbourne jak dmuchnie z pustyni albo rur F1 to nie wiadomo ile znowu stuknie na rtęci.

Poniżej zdjęcie z mojego domowego termometru (no nie żebym się chwalił, przywiozłem go z Polski bo tu mają tylko na alkohol ;-)). 

Ta górna temp. jest na zewnątrz, dolna wewnątrz domu.

Była siódma po południu i trzy promienie słońca liznęły czujnik i bach, normalnie w cieniu było tylko 36C. Jak wam zimno to możecie sobie popatrzeć na ten obrazek i wyobrazić sobie w głowie jak byłoby przyjemnie odczuwać to na własne skórze. To ćwiczenie w wersji z kolorami poleca mój wielki mentor blogowy Przemek tutaj. Może z temperaturą też zadziała ;-).

3/11/2013

Porazmawiajmy o polityce, troszkę ;-)

W zeszłym tygodniu mieliśmy w Victorii małe polityczne trzęsienie ziemi. Nasz jaśnie panujący nam premier z partii liberalnej Ted Baillieu podał się do dymisji (mamy ostatnio dosyć upalną jesień i chyba mu się za gorąco zrobiło ;-). Tak czy siak mój ulubimy szoł telewizyjny o gotowaniu i wyzywaniu się na wzajem (My Kitchen Rules) został przerwany i ten news został zapodany.

Stary premier stanu Victoria:  Ted Baillieu

Źródło Internet

 Nowy premier stanu Victoria: Denis Napthine

Źródło Internet

Mało z fotela nie spadłem bo pomyślałem (tak tak jeszcze myślę nawet jak oglądam TV ;-)), że teraz to się będzie działo, zepsują cały tydzień ładnej jesieni na gdybanie, roztrząsanie itd. A tu nic partia zapodała nowego premiera i po zawodach, był tego na jakieś 24h trzepania piany w TV i prasie.  Miernota ;-).
Nie znam się na tutejszej polityce (choć pewnie mam wrodzone zdolności bo w końcu jestem z Polski gdzie wszyscy znają się na polityce hehe), jednakże zaintrygowała mnie ta nagła decyzja i coś tam pogrzebałem w inecie i popytałem znajomych Ozzich co o tym sądzą. I co się okazało, że gościa wykończyły jakieś gierki wewnątrzpartyjne i ... taśmy prawdy z nagraniami lekko niestosownymi politycznie, czyli nic nowego !! Dobra polska szkoła polityczna, poczułem się bardzo swojsko ;-).

Polityka tu jest bardzo daleko od życia i nie dominuje w wiadomościach co bardzo cieszy, w zasadzie można nie zauważyć kto jest u władzy, polityka nie determinuje tu ludzkiego życia. W ogóle nie da się z Ozzimi pogadać o polityce, każdy trzyma wszytko dla siebie, okropieństwo. My będziemy musieli głosować w tym roku bo mamy tzw. rok wyborczy, na poziomie federalnym czyli ogólnoozziowym czyli będziemy wybierać premiera całej AU, uff jakie to meczące, a jak nie zagłosujemy to grzywna bach, nie ma lekko trzeba wiedzieć w jakiej drużynie chce się grać. Zmienianie partii nie jest tu w cenie choć ostatnio jest modne siadanie na rozdrożu jak tu nazywają, tzn. nie należy się do żadnej partii i jak się człowiek dobrze ustawi to jego głos jest tak decydujący jakby był premierem, pociąg do władzy jest stary jak świat. Ale wracając do wyborów będzie fajnie znowu będą obietnice i takie tam, zapowiada się ostra walka jak zwykle o dobro narodu ;-)). 





3/06/2013

Karta zdrowia ze zniżką ;-)

Źródło: http://www.humanservices.gov.au/


Dzisiaj trochę o udogodnieniach dla ludzi chorych i niedołężnych. Obrazek przedstawia Health Care Card czyli marzenie każdego nowo przyjeżdżającego emigranta z europy środkowo wschodniej ;-)). 
Karta ta umożliwia ubieganie się o szereg zniżek. I tak jeśli lekarstwo jest na receptę i ze słynnego w Polsce koszyka leków refundowanych (w wersji australijskiej) to kosztuję z tą karta lek 5.80AUD (czyli bardzo drogo bo w Polsce były leki za 1gr), jednak tutaj jest to można powiedzieć tanio jak barszcz.  Karta ta daje także zniżki na energię elektryczną, gaz inne usługi medyczne oraz transport i ... kino, teatr, koncerty,  tak tak choremu też się nalewy trochę kultury a co. Tak więc jak widać ma ona wiele zalet a została wydana aby zapewnić osobom "poszkodowanym" przez los w miarę równe warunki korzystania z życia ;-)). 
Jak dostać taką kartę, ano bardzo łatwo, wystarczy mało zarabiać (dostaje się wersję tzw. low income). I tu jest pies pogrzebany systemu, cwani emigranci pracują na czarno a rejestrują się, że mają niskie dochody lub wręcz nie pracują i bach kartę dostają, co wydatnie obniża koszty życia i pozwala zarabiać nawet więcej. Ot takie niedopatrzenie w konstrukcji systemu, albo powiem inaczej, nie przewidziano, że ktoś będzie aż tak nieuczciwy ;-). Dochody są sprawdzane bo tutejszy ZUS (napisałem o tym już) ma bezpośrednie połączenie z urzędem skarbowym i karta nisko dochodowa jest wydawana tylko na pół roku, ale jeśli nadal mamy małe dochody to jest automatycznie wydawana nowa, nie trzeba biegać i składać nowego podania.
Drugą metodą jest zachorowanie na coś poważnego, czego nie polecam ;-). Lub też kupienie tej choroby u odpowiednio wykwalifikowanych do tego lekarzy głownie z Rosji, Polski, ale także Chin (ale tu się trudno dogadać hehe).

Ot i mamy cały rozbudowany system opieki socjalnej, do którego jestem zmuszony być użytkownikiem (bo wybrałem najmniej pożądana drogę eehhh, bałwan ze mnie). Ale dzięki temu poznałem go dosyć dobrze i muszę powiedzieć, że jako osoba chora przynajmniej mam z czego korzystać. System ten został wzorowany na ... polskim i skandynawskim systemie opieki zdrowotnej tak tak, tu te systemy są podawane za wzór, wiadomo że AU jest wiele lat za EU w rozwoju.

Ostatni jednak przeczytałem informację, która mnie zmartwiła ale i  ucieszyłem się jednocześnie, że jesteśmy tu tacy zacofani. A mianowicie minister informacji i cyfryzacji (obywatel Boni) proponuje zlikwidowanie bibliotek w szkołach ponieważ cyfryzacja w Polsce zaszła tak daleko, że nikt już nie czyta zwykłych papierowych książek (wiadomo wszyscy mają już kundle i inne czytniki). No powiem szczerze, że mnie zamurowało, w sumie wyjechałem 6 lat temu i proszę jaki rozwój przegapiłem. Ciesze się bo tu chodzę do zwykłej biblioteki właśnie elegancko odremontowanej w której uwielbiam myszkować w pułkach zapchanych książkami ( i czuć zapach książki nawet pomimo działającej klimatyzacji). No ale widocznie zatrzymałem się w rozwoju, co ta AU robi z człowieka.

Po tej małej dygresji wrócę do karty zdrowia zniżkowego, a mianowicie jej mocy ciągle się uczę i nieraz mnie zaskakuje ile ona może. Poszedłem do banku zamknąć rachunek bo nie był mi potrzebny (no pieniędzy już nie mamy ;-). I tak mi się wymsknęło, że mam tą kartę a pani od razu po co zaraz zamykać, zniesiemy opłaty za trzymanie rachunku i niech sobie będzie. A my tu mamy bardzo krwiożercze banki i większość rachunków ma prowizję za ich użytkowanie. No to sobie je zatrzymałem, nigdy nie wiadomo kiedy człowiek będzie bogaty ;-)).
Chodzimy do dobrej (i niestety drogiej) przychodni zdrowia, ostatnio przy wizycie recepcjonistka zapytała się czy nie mam przypadkiem tej karty (bo widzi, że często przychodzę i jak chodzę), a ja, że owszem, a no to za wizyty już Pan nie płaci tylko Medicare (czyli ubezpieczenie zdrowotne). 
Tu jest to ubezpieczenie dla każdego, ale wiele przychodni dolicza sobie całkiem słone opłaty oprócz tej pokrywanej przez Medicare (np. ubezpieczenie pokrywa 38AUD ale wizyta kosztuje 60AUD czyli musimy dopłacić 22AUD z własnej kieszeni), dzięki tej karcie już nie musimy płacić tej różnicy. I w tej sposób przez rok zaoszczędzę na kolejne wyjście do restauracji ;-)).
I jest jeszcze wiele takich udogodnień. Może życie na tym socjalu nie będzie takie ciężkie :-). Czego nikomu nie życzę i niestety nie cieszy mnie ono wcale jak być może paru radosnych trolli tu zaraz nasmaruje. To że dużo ludzi ten system wykorzystuje to jednak inna sprawa.




Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)