1/28/2013

Tu pożar tam powódź, tu tenis, tam głosowanie.

Ostatni długi weekend w Ozzilandii dopisał sporą ilością wydarzeń pokazujących jak szerokie i różnorodne doznania można mieć podczas życia w tym pięknym kraju.
1. Pali się spora część stanu Wiktoria, dzięki pewnej zabłąkanej fali gorąca i prawdopodobnie pewnemu zabłąkanemu znudzonemu brakiem wrażeń idiocie, który podpalił te lasy. A może zabłąkanej butelce po piwie kto tam to wie. efekt jest pali się całkiem nieźle.

Droga do piekła, znaczy Gippsland. Źródło Internet.

2. Brisbane i okolice stawiają czoła drugiej w ciągu dwóch lat dużej powodzi, która ma szansę pretendować wkrótce do tej największej jaką kiedykolwiek mieli (ale to jest jeszcze nie przesądzone, może tak źle nie będzie).  
Dla ochłody trochę wody w Brisbane. Źródło Internet


3, Brakuje nam trzęsienia ziemi aby trochę nam adrenalinę podnieść ale ... nigdy nie mów nigdy.

Ot i pogoda potrafi zniszczyć niektórych wymarzone wakacje i zrujnować sporą część ludzkiego dorobku i czasem życia. Wszystko w ciągu dwóch tygodni. 

Na deser za to mieliśmy zakończenie Australia Open i całkiem niezłe pojedynki razem z ostatnim gdzie zabłąkane piórko być może przeważyło losy meczu. Ot taki efekt motyla ;-). Ci tenisiści są bardzo wrażliwi i Murray się za bardzo wzruszył jak je zobaczył lekko opadające na jego połowę kortu, to pewnie był znak ;-)). Wyszło jednak odwrotnie i nie on wygrał. Aby nam było miło mieliśmy także medyczne zbliżenia ze stopą Murray'a zniszczoną odparzeniami i grzybicą do tego stopnia, że miał otwarte rany, było to bardzo przyjemne i dało nam wymiar poświęcenia jaki tenisista musi ponieść aby móc grać o 2mln dolarów z małym hakiem ;-0). Fuj ja tam wolę zdrowe stopy.

Duży palec i śródstopie Murray'a. Źródło Dailymail.


Po drodze był jeszcze Australia Day czyli święto wyładunku pierwszych skazańców z UK na brzeg w okolicach Sydney. Święto bardzo fajne dało Ozzim długi weekend, a co sprytniejsi brali jeszcze dzień chorobowego w piątek (tak tak oni też tak potrafią) i siup mamy 4 dni urlop. Celebrowanie tego dnia polega na jedzeniu baraniny do czego namawia tutejszy lambassador i piciu morza piwa i wina oczywiście lokalnego.  Generalnie fajna impreza ;-)).




No i to głosowanie co rozpala blogosferę (oczywiście Polska) i wszyscy namawiają głosujcie na mnie a nie na mnie itd. ;-)).   Ja nie będę namawiał jak ktoś chce to proszę bardzo, ale to kosztuje i ja wam tych pieniędzy nie zwrócę, żeby było jasne ;-)).

Aby jednak dodać swoje dwa grosze oświadczam, że jeśli zdobędę jakąkolwiek nagrodę to przekaże ją na cel charytatywny i będzie to wsparcie:

Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego Oddział Łódź

 
Jak nie wygram też przekażę ze 100 a co podoba mi się Ozzich zapał do pomagania innym (z czego sam korzystam) więc sam też się podzielę.

No i to by było na tyle, tu pożar tam powódź a tu wakacje szkolne się kończą i rutyna się zaczyna.


6 komentarzy:

  1. Szkoda, ze spoza Polski glosowac nie mozna na Blog Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kolejny przyklad na ograniczenie wolnosci slowa w Polsce ;-))

      Usuń
  2. Masz naprawdę świetnego bloga :)
    Mam do Ciebie ogromną prośbę, może proszę o zbyt wiele, ale to bardzo ważne.
    Wymyśliłam pewną akcję na moim blogu, tak właściwie cały ten blog to już jedna wielka akcja!
    Jeśli zechcesz mi pomóc, albo przynajmniej się przyłączyć - obserwując, będę Ci niezmiernie wdzięczna. Wszystko jest napisane w najnowszej notce.
    Mogę zmienić świat tylko z tobą :)
    f-me-i-am-famous.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Poczytalem, nie rozumiem, ale zycze powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Stopa Andy Murray'a nie wyglada na zagrzybiona... raczej to odparzenia i pecherze, ktore pekly. Nie sadze, zeby publicznie pokazywal grzybice.
    No chyba, ze z Twojej strony to byl sarkazm ;)
    Pozdrawiam serdecznie. Jan

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam nie jestem dermatologiem jak Ty, jesli to nie grzybica to cos co sie nazywa athlete foot, czyli biedna rozchorowana stopa ;-))

    OdpowiedzUsuń

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)