1/23/2013

Nasycanie tenisem

Źródło internet
Muszę przyznać, że dziadzieję w stopniu błyskawicznym, ledwo z wakacji a  człek wrócił i już od TV się nie może oderwać, nasycam się tenisem do tego stopnia, że mam majaki w nocy i słyszę głos gry na kortach. Ostatnio nawet pojechałem Melbourne Olympic Park, aby zobaczyć tłumy także owładnięte zbiorową mania tenisa (wiadomo razem raźniej ;-)). Jest tam co tu dużo gadać wspaniale, atmosfera jednego wielkiego święta sportowego, żarcie całego dziadostwa fastfudowego i hektolitry coca coli.
Źródło internet
No po prostu wspaniały komercyjny piknik, ale czy mi to przeszkadza? Nie bo o to chodzi, jest fajnie i czepianie się tego i tamtego jest nie na miejscu. Humor popsuła mi trochę Agnieszka Radwańska, no ale widać potęga Chin nie jest łatwa do przezwyciężenia. To była porażka raczej mentalna niż fizyczna, no nic się nie stało, za rok znowu będzie szansa. Pierwszy milion dolarów już w tym roku zarobiony. I tak podziwiam Radwańskich, że siedzą w Polsce po tych wkrętach jakie im robią, no prawdziwi patrioci ( i wcale to nie jest złośliwe),  nie takie nonkonformistyczne  typy jak my ;-)).

Lato w tym roku dopisuje pogodą, bo fale upałów jakoś nie tak doskwierają, tak wiem, że prawie Sydnej się spaliło ale co tam to daleko od nas ;-)).  U nas tylko płonie spora część lasów na Gippsland no ale cóż takie lato tu jest musi się palić. W Melbourne jakoś nie jest tak ekstremalnie, nawet na plażę chodzimy i jest kurde ...  cudownie. Odkryliśmy właśnie nową dla nas plaże Dendy beach, która jest praktycznie najbliżej nas, ale pod latarnia najciemniej ;-). Teraz często będziemy tam zaglądać, bo ma wszystko co lubimy czyli:  piach fajny, woda płytka, są tzw rock pools (czyli takie skałki z zamkniętymi oczkami wodnymi, są też latający surferzy i przyjeżdża van z lodami ;-), a i jest nawet kibel i ratownik) no po prostu czysty wypas), a my przez 6 lat na te trendy plaże nie zawitaliśmy, rany ale wtopa ;-).



Czyli laba wakacyjna na całego, a co trzeba sobie nieraz wszystko odpuścić i wyluzować, nie ma co się napinać bo może żyłka pierdząca pęknąć a i tak się spraw pewnych nie przeskoczy.  Wiec oddajemy się czystej przyjemności bytu czego i wam życzę. Na zakończenie jakiś mały Garfield dla tych co po angielsku czytać umieją ;-)).

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)