12/27/2012

Drugi dzień Świąt - Boxing Day

Drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia jest tutaj zgoła inny niż w Polsce, tutaj tego dnia spala się kalorie pozyskane w pierwszy dzień ;-)) poprzez poranne wystawanie przed sklepami w oczekiwaniu na ich otwarcie.

Źródło internet, ja bym nie wstał o 5 rano aby im zrobić to zdjęcie ;-))
Ponieważ żyjemy w świecie czystej konsumpcji stara tradycja z czasów kiedy był Pan i Sługa została przekształcona na szał zakupów czyli nadal istnieje połączenie Pan (Kasa) i Sługa (konsument). Ale wracając do początku, kiedy Państwo obchodzili Boże Narodzenie służba i rzemieślnicy ciężko pracowali aby wyprodukować to żarełko co Państwo wrąbią na kolacje, a służba musiała podać i pozmywać. Jednakże w drodze rewanżu Państwo drugiego dnia dawała prezenty służbie a także biedocie w specjalne boksy ustawione przed kościołami aby poczuć się lepiej moralnie.  To cechuje cała kulturę anglosaską taka lekka hipokryzja wyrównywania szans pod warunkiem, że my te równości ustalamy hehe.
Wracając do wczorajszego dnia tak kontrolnie poszedłem koło południa zobaczyć czy szał w pełni już ich ogarnął ? I muszę powiedzieć, że tak w sklepach było multum ludzi owładniętych jednym celem .. KUPIĆ cokolwiek aby było, że kupiłem coś na Boxing Day Sale. Osobiście nie wierzę w te przeceny może parę produktów na zachętę, ale resztę przemetkowane drożej i obniżone do normalnego poziomu, no kiedyś te biedne sklepy muszą zarobić. Generalnie panuje tu przekonanie że po nowym roku wszystkie sklepy padną i się zamkną więc trzeba kupić teraz bo potem .. nie będzie gdzie ;-)).
Poza tym nie wiem jak można się tak torturować tym porannym wstawaniem i polowaniem na te przeceny no ale w sumie coś trzeba robić i drugim popularnym zajęciem jest zasuwanie do kina na premiery, które tego dnia zawitają na srebrny (chyba teraz raczej biały) ekran. W tym roku znowu pojawiły się elfy i trolle czyli Hobbit tam i z powrotem. Nie poszedłem bo... biletów nie mogłem dostać, za mało kin jest w Melbourne, albo za dużo napalonych miłośników Tolkiena ;-)). 
Gdy czytałem tą powieść jako młody chłopak nie mogłem sobie nawet wyobrazić, że kiedyś to sfilmują (choć już Gwiezdne Wojny wystartowały), ale operatorzy filmowi odkryli Nową Zelandię i hobbity podbiły świat ;-)).

Na zakończenie dekoracja z centrum, w sumie brak śniegu i błękit nieba i suchy chodnik sprzyja wzrostowi potrzeby chodzenia po sklepach ;-).



12/20/2012

Podsumowanie roku

Dzisiaj trochę porządków przedświątecznych bo nic tak nie robi uczucia świat jak posprzątanie domu, ubranie choinki i ugotowanie paru smakołyków. Niby drobnostka, ale jak już się tak narobimy to siadamy do stołu i świętujemy. 

Jadąc ostatnio przez centrum szukałem śladów śniegu, choinek i jakiś tam oznak Xmas, ale nic nie było, przypomniałem sobie tylko, że tramwaje w Melbourne sa takie same jak w moim rodzinnym mieście, wzruszające.



O i na Federation Square zrobili znowu jakiś mały happening i powyrastały jednak choinki ;-))


A te wieżowce to ostatnie w centrum bo zaraz za nimi zaczyna się nasza wioskowa zabudowa jedno-kondygnacyjna.



Ktoś tam kiedyś zaplanował to miasto w ten sposób i tak to się kula nadal. Choć widać nadciągające zmiany i "europeizowanie" się AU.  Osobiście jednak bardzo lubię tą wioskowatość, no trudno jakoś to przeżyję ;-)).
Tutaj widać odświeżona "wiktoriańską" kamienicę i bardziej elegancki uliczny ogródek.


Kultura kawy i jedzenia na zewnątrz jest w Melbourne bardzo silna i kafejek jest całe zatrzęsienie. Wydałem ostatnio zarobione na waszych klikach dochodach z reklam na kawę w takiej właśnie nowej kafejce. Nazywa się  Rupert & the Fig i jest prowadzona przez czwórkę młodych ludzi nastawionych na dostarczenie zdrowej i smacznej żywności z wykorzystaniem lokalnych dostawców. I tak mleko do kawy kupują z biodynamicznej hodowli krów, gdzie dojenie odbywa się tylko w pozycji głowa krowy na północ, żyć na południe aby fale magnetyczne nie były zakłócone i mleko było najwyższej jakości. ;-). Kawa jest miksem arabiki z Kolumbii i Brazylii (co daje słodkawy posmak) itd. Wystrój kafejki jest nowoczesny i "ekologiczny":


Miłośniczy jarzeniówek będą rozczarowani, ale co tam ;-)). Żarełko było bardzo smaczne, a skusiłem się na aktualny trendy danie zwane slider, czyli takie małe jakby hamburgery, jednak ich smak jest zestawem naturalnych produktów i bułeczka była po prostu prawie jak w Polsce ;-)). Smaczna i pachnąca i lekko chrupiąca. Całość po prostu wsuwa się bardzo szybko bo jest przepyszne.

 
No to tyle zaległości, teraz podsumowanie roku:

1, Rok się rozpoczął
2. Rok trwa
3. Rok się niedługo zakończy ;-))

Niezbyt wyszukane nie, ale ten rok tak szybko dla nas przeminął, niby nic się nie działo, zachorowałem, sprzedaliśmy firmę, żona skończyła jakąś tam szkołę, syn zakończył podstawówkę, wystąpiliśmy o obywatelstwo tego kraju, a ja sobie choruje i bloguje ;-)). Ot samo życie, trochę radości dostarczyły mi małe pyskówki w komentarzach, marudzenie itd. 

Czas płynie niebłaganie i walczyć z tym się nie da, tak samo jak z danym krajem i jego zaletami i wadami to po prostu strata czasu, jak śpiewał Młynarski trzeba robić swoje ;-). 
W ogóle im dalej od Polski jestem tym mam większe wrażenie mądrości polskich przysłów i jeszcze większe wrażenie, że nikt z tego tak naprawdę nie korzysta.

Tak jak nie korzystają ludzie z doświadczeń mojej emigracji i moich przestróg, że teraz na studencką to strach przyjeżdżać, no ale jest takie przysłowie mądry Polak po szkodzie ;-)). Jest też duma, jemu się udało to dlaczego nam ma się nie udać, cóż mogę powiedzieć powodzenia.
Na zakończenie jako nieznośny optymista i człowiek szerokim wachlarzem doświadczeń powiem, że lepiej spróbować i żałować, niż nie spróbować i żałować, że się nie spróbowało.  Tylko czy warto?
My jesteśmy bardzo zadowoleni, ale to my, każdy jest inny.
Ja miałem ostatnio znowu ten dylemat czy warto brać jakiś lek, który nie leczy tylko może zatrzymuje chorobę, czy nie. Jak kogoś interesuje co zrobiłem jest zakładka o chorobie do poczytania.

Na zakończenie tego roku życzę wszystkim spokojnych i bezpiecznych Świąt Bożego Narodzenia i udanego Nowego Roku.  Następny wpis w styczniu jak wrócimy z wakacji. Do miłego.







12/13/2012

Gangnam style wpis

Dzisiaj się za bardzo nie wysilę i będzie o wszystkim po trochu takie tam gangnam pisanie ;-))




Szał tego Koreańskiego piosenkarza, drąży AU jak wiertła kopalni wydobywającej węgiel czy inne dobro tej ziemi.  Doszło to tego że już premier nawet się w to zaangażowała nie mówiąc o prostych ludziach jakimi są nauczyciele w Victorio sfrustrowani, że nie zarabiają najwięcej w swojej grupie zawodowej w całej AU. Ale o co chodzi? Ano ostanie dwa tygodnie mamy pod tytułem zakończenie szkoły podstawowej przez mojego syna i rozpoczęcie szkoły średniej. Tak tutaj to dwa w jednym.
Najpierw są koncerty zakańczające szkołę, nie ma apeli i całej gali, obowiązkowy strój to ... czarny podkoszulek z wielka 6-tką (bo to szóstoklasista), dżinsy i białe adidasy, daleko to polskich standardów formalnego ubioru ;-)). Cały koncert to jedna wielka zabawa, krótkie przedstawienia i masę piosenek. Nie było Norwida, Mickiewicza i Szekspira ;-). 
Nie będę zanudzał opisem całego koncertu, ale wspomnę gangnam style tańca w wykonaniu.... nauczycieli. Było to z jednej strony szokiem, z drugiej super zabawą i publiczność szalała. Pokazuje to trochę tutejsze podejście do nie traktowania się do końca serio. Trochę luzu wszystkim wychodzi na dobre, oczywiście co za dużo to niezdrowo. Ale to co pokazali było całkiem profesjonalne, wesołe i podobało nam się. Oczywiście nie wszyscy pewnie będą zadowoleni ale co tam:


Wracając do zakończenia szkoły będzie jeszcze wieczorna gala i dyskoteka dla dzieci, a dla rodziców szampan i pod-gryzki. A w międzyczasie było wieczorne spotkanie informacyjne do szkoły średniej, potem syn był cały dzień w tej szkole gdzie poznał kolegów i koleżanki z przyszłej klasy, obejrzał szkołę, a jest to duży przeskok bo nasza podstawówka ma coś koło 550 dzieciaków a średnia to moloch z 1500 nastolatkami. Wrócił jednak ze spotkania pełen wrażeń, ale i poczucia, że coś już tam o niej wie i lęk przed nowym jakby zmalał, o to chodziło. 
Pochwalę się trochę. Syn dostał nagrodę na koniec jako najlepszy z angielskiego z 3 klas 6-tych (lekko szokujące jak się pomyśli jak żenująco niski jest angielski jego rodziców), z matmy pokonał go Chińczyk, ci to orzą, nie dziwię się, że 3 tysiąclecie będzie należeć do żółtej rasy a 4 pewnie do czarnej ;-).
 Generalnie było jednak trochę wzruszeń bo jak sobie człowiek przypomniał jaki on był jak tu przyjechaliśmy, a jaki jest teraz to powiedzenie co cię nie zabije to cię wzmocni zdaje egzamin w stu procentach ;-).  Poza tym pokazuje jakie możliwości ma dziecko w przyswajaniu języków, no ale teraz czas na naukę dorosłości a to nie taki pikuś jak angielski ;-)).

Także nie miałem czasu za bardzo coś pisać bardziej w stylu aby wam gula wyszła, że mieszkamy w AU ;-)), ale niedługo to nadrobię hehe. Przynajmniej mam taką nadzieję bo zbliża się ten 21 grudnia no i nie wiadomo jak będzie, ale ale widziałem już zapowiedź Masterchef Professional na 2013 czyli nie będzie tak źle chyba jak produkcja w TV idzie na przyszły rok ;-). A i wakacje mamy w przyszłym roku wiec będzie dobrze. No i lato w Melbourne jest w tym roku dosyć ciepłe mamy już parę dni ponad 30C więc plaża czeka na nas. 

A i byłem z małżonka w kinie (co nie jest takie proste jak się nie ma dziadków ze sobą ;-). Ale się udało. Obejrzeliśmy Skyfall, czyli klasycznego Bonda i powiem, że udało im się zrobić dobrą robotę, jak nie do końca przekonywał mnie Daniel Craig to po tym filmie nawet go polubiłem, to taki ludzki Bond, który krwawi jak dostanie w mordę, a i dusza w nim jakaś jest. Fajne było też kino bo nie poszliśmy do multipleksu tylko do jednego z małych lokalnych kin, których jest w Melbourne dziesiątki i w których można obejrzeć filmy chyba z całego świata. A to kino było jak znalazł dla mnie z parkingu winda i jestem w kinie, do pokonania może ze 100 kroków. Sala mała jakieś 200 miejsc, fotele wygodne, klima nie za ostra no i jakość obrazu i dźwięku po prostu super, no i ten brak tłumów żrących popcorn, tylko my wsuwaliśmy bo zaciekawił mnie ich smażony niby na oliwie z oliwek, czyli super zdrowy, smakował nieźle, ciekawe na ile mi cholesterol skoczył tylko potem. Najlepsze, że można a nawet zachęcają aby wziąć ze sobą butelkę wina i sączyć podczas filmu, co rozwiązuje problem cholesterolu bo się ładnie z tą oliwą związuje ;-)).  Będziemy tam częściej chodzić bo ceny biletów przystępne też są. Zoczyłem już film na który musimy pójść czyli Życie Pi, jak ono to nakręcili, że ten tygrys nie zeżarł aktora ;-))?

Do miłego.


Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)