9/25/2012

Finałowy tydzień




Jeśli chodzi o życie pulsem Melbourne to mamy teraz tydzień oczekiwania na finał Footy. Tej dziwnej gry gdzie wyniki 150:120 nie są odosobnione i gole padają często i gęsto. Zawodnicy skaczą sobie na ramiona aby złapać piłkę, uprawiają coś na kształt zapasów i krew się nieraz leje (z nosa). Dobrze, że już sobie palców w oczy i inne otwory w dole ciała nie wkładają (choć kto ich tam wie).
Pisałem o tym sporcie, ale jest to temat rzeka, więc podaje więcej szczegółów. 
Finałowy tydzień jest po to aby sport ten już obrzydł i przez najbliższe pół roku można się było bez niego obejść. To tak jak z igrzyskami co za dużo to niezdrowo ;-))
Footy jest teraz wszędzie w radio TV, na ulicach i w sklepach, są promocje telewizorów aby obejrzeć finał na dużym ekranie, podają przepisy kulinarne na finał, w zasadzie piwo wystarczy, ale fajnie zagryźć jakimś skrzydełkiem z grilla.
Ten sport jest jednym z elementów życia tutaj bardzo silnie oddziałującym na życie towarzyskie. Rozmowa o footy jest drugim po pogodzie tematem zaczepnym aby rozpocząć jakąś pogawędkę.
Ostatnio na kawce po mszy (tu są urządzane takie poczęstunki i czas na zawiązywanie znajomości w lokalnym towarzystwie, dzieci to uwielbiają bo są dobre ciastka ;-)). Podchodzi do nas (bo my jak wiadomo takie sieroty same siedzimy), miły pan w średnim wieku i pyta się czy może się poczęstować ciasteczkiem z naszego talerza (wszystkie w okolicy już wymiecione), wiec ja owszem i mówię, że nawet się może dosiąść. Jak usiadł no to warto jakoś zagadnąć, pogoda na pierwszy ogień, ale ile można (choć o pogodzie w Melbourne długo można ;-)), a potem pada magiczne pytanie a footy znacie? Tak, uff ulga na twarzy się pojawia, następne a za kim kibicujecie? My swoja drużynę podajemy (którą najlepiej już wybrać w samolocie bo wtedy jest o czym pogadać z celnikiem na lotnisku), i bach Pan za tą samą i wtedy wszelkie lody są już przełamane i rozmowa toczy się gładko i nie tylko o footy.  Jakby była inna drużyna to nic się nie stało, też jest o czym pogadać, nie lejemy w mordę zaraz na odlew bo wróg.
Ja polubiłem ten sport, mecze ogląda się miło zwłaszcza na stadionie jak jest 80tys ludzi. Ale jest czysto i bezpiecznie. To jest pewien fenomen zwłaszcza, ze mecze transmitują na żywo w TV, ale na swoją drużynę się chodzi na stadion. To jest generalnie przykład dobrego wykorzystania obiektu sportowego, ponieważ od kwietnia do września co tydzień jest liga footy, a w grudniu i styczniu jest coś co się nazywa krykiet (na tym samym stadionie). Na innych np jest liga NRL (rugby) w zimie, a w lato piłka nożna (ta europejska). Starają się te obiekty dobrze używać, ale i tak są zadłużone jak diabli bo koszt budowy był duży. Powiem tak stadion zbudować to nie sztuka, ale potem coś na nim robić aby ludziska przychodzili to jest sztuka. 
Odbywa się też tzw gala finałowa, gdzie zostaje wybrany najlepszy zawodnik roku, jest to najnudniejsza gala jaką w życiu oglądałem, ponieważ odczytują coś koło 20tu paru kolejek ( nie wiem dokładnie bo usnąłem) i w każdej kolejce po trzech najlepszych zawodników. Suma punków daje zwycięzcę (chyba pokręciłem ale to nieistotne). Odczytywanie trwa a oni siedzą i się uśmiechają i pija morze alkoholu. Atrakcją są tzw wags czyli dziewczyny zawodników oraz innych działaczy footy. Ostatni popularna jest jedna 26latka, partnerka ponad 70 letniego lokalnego milionera, to taka Doda bo ma też czym oddychać co można zobaczyć na załączonym linku: Gala Footy.

Miłego oglądania ;-))

P.S. Moja hurtownia gdzie zaopatruję się w klimatyzatory, które instaluje (a raczej instalowałem), przesłała mi w przeddzień finałów sms, że w finałową sobotę będę tylko pracować od 6 do 10 rano bo potem wiadomo finały. Ech ten relaks Ozzich ;-)).
Finał był bardzo dobrym spotkaniem, zwrot akcji był co porę minut, moja drużyna przegrała, ale nic się nie stało, za rok następna szansa (łatwiej powiedzieć niż zrobić ;-)). Zawodnik o swojsko brzmiącym nazwisku Nick Malceski ich dobił. Niestety nie był to polski akcent, gość ma korzenie macedońskie.  Ten sezon jest zamknięty, uuffff.

Teraz nadchodzi święto konia, o czym wkrótce.

9/21/2012

Wzywam wszystkich polskich emigrantów do Australii!

 

Podkreślam wzywam nie wyzywam jak niektórzy mogą opatrzenie przeczytać nagłówek wpisu ;-).
Ostatnie dyskusje i zapytania nasunęły mi jak zwykle (głupi oczywiści ;-)) ) pomysł aby zaprosić wszystkich co wyemigrowali do AU, ale nie prowadzą bloga, zechcą jednakże być może podzielić się swoimi przeżyciami i wrażeniami z emigracji tutaj, inne miasta mile widziane. Sparafrazuję hasło jednej ze stacji TV, 7 miliardów historii i nadal przybywa. To jest jakaś historia i nie ma znaczenia czy dobra czy zła. Zamieszczę wpis na blogu gościnnie a jak ktoś się wykaże to być może razem będziemy dalej opisywali życie tutaj.
Jeśli ktoś jest chętny proszę o info na maila. Zakładam, że dostanę oszałamiająca ilość zgłoszeń wiec nie obawiajcie się, że pewnie inni się już zgłosili to co ja tam będę się wychylał. Ty też potrafisz napisać ładnie jak ja ;-)).

9/17/2012

Wiosenne trelle

Pomału robi się wiosennie (czyli dużo kwitnie i nowe liście przybywają), śniegu nie było to nie ma się co topić i robić błota, cudownie jest.
Storczyk na naszym tarasie wejściowym.





I tak pewnego poranka usłyszałem za oknem ćwierkanie (czy jakby to nazwać?) i nagrałem to dla was, a co taki dobry byłem. Dźwięki trochę podobne do R2D2 (czyli mowa robotów) ale tak ptaszki tu trelują. Może transferują dane pomiędzy sobą, nigdy nie wiadomo ;-), jakie dziwy w Australii są.

Generalnie po wielu latach suszy przyszły dwa ostatnie bardzo mokre, zbiornik z wodą mamy znowu prawie pełne, czyli jesteśmy gotowi na kolejną susze ;-(. Mamy też odsalarnie wody morskiej, czyli takie Energo-żerne cudo, które będą spłacać jeszcze nasze dzieci, ale to decyzje podjęte nerwowo były przez partię socjalistyczną, to nie do końca ich wina, ale wydawać kasę potrafią. 

Wracając do ptaków, w latach suszy było ich bardzo bardzo mało, a teraz pojawiło się mnóstwo i są takie których jeszcze nawet nie widzieliśmy do tej pory, wyglądają jak wyglądają, ale dźwięki wydaja zgoła ciekawe. Teraz posłuchajcie sobie tego nagrania, ptaszek siedział, gdzieś w tych krzakach (to z czerwonymi kwiatkami to ponoć bush roses), podobne do róż faktycznie, ale szybko opada i robi nam dywan z kwiatów na wejściu do domu (kurcze czego narzekam,przecież to fajne ?).

Miłego słuchania z naszego grajdoła na końcu świata ;-)).


9/14/2012

Flinstone jest we mnie ;-)

Pamiętacie taki serial Jaskiniowcy (pewnie nie). Takich dwóch twardzieli z epoki lodowcowej wiedli szczęśliwe życie w stylu amerykańskim czyli praca, obiad i ... kręgle.


Profesjonalna kręgielnia z 20 torami. AMFBowling. Zdjęcia mi nie wyszły bo było trochę ciemno ;-)
Ostatnie dwa miesiące większość weekendów woziłem dzieci na urodzinowe party jakie tu sobie każde szanujące się Ozzi dziecko życzy sobie mieć, a raczej jego rodzic aby się pokazać ;-)).  Miejsc do wyboru jest dużo, niektóre są nawet całkiem fajne jak go-karty, laserowe wojny, zjazdy na nartach czy też wykonywanie ozdobnych mydełek. Do wyboru do koloru.
Mnie osobiście podoba się kręgielnia bo sam też trochę zabawy tam mam. Warto sobie rundkę zagrać i strącić parę kręgli.  Przyznam że kule są naprawdę ciężkie, ale dla dzieci są odpowiednio mniejsze, a dla bardzo małych dzieci (takich 4 latka) są wymyślone specjalne jakby tory do puszczania kuli. Generalnie każdy może mieć zabawę i dzięki temu widać, że Flinstone wiecznie żywy ;-). Takie kręgielnie są pobudowane z regały jedna na dzielnicę, coby tłoku za dużego nie było.

Dobrze że te party się już pokończyły bo teraz wchodzimy w sezon finałów Footy a potem konie, Mikołaj i Sylwester i kolejny rok z głowy. Nie ma czasu na zadumę tylko się bawić i wydawać kasę.
Choć widać duży strach w narodzie bo jednak nie wydają jak do tej pory, spłacają kredyty mieszkaniowe, karty kredytowe i w ogóle wydaje się, że to wszystko przez tą starą Europę, co wy tam wyrabiacie? ;-)), dajcie się ludziom bawić. 





9/06/2012

Strajk nauczycieli w Victorii

Wczoraj mieliśmy największy w historii (ponoć) strajk nauczycieli w naszym stanie. Już kiedyś o tym pisałem, ale sprawa ciągnie się jakiś czas i można by powiedzieć, że narasta. Sami jesteśmy tego "ofiarami" jak bardzo dobry nauczyciel ze szkoły naszego syna przeniósł się do Sydney, gdzie dostał lepsze warunki pracy i przede wszystkim stabilność zatrudnienia. Bo o to tu głownie chodzi, nie o podwyżkę pensji (której oczekują na poziomie 4% rocznie a nie 30% w ciągu 3 lat jak nagłaśniają media).  

Stadion Rod Laver Arena okupowany przez nauczycieli (News. com.au)

Strajkowały szkoły państwowe i katolickie, prywatne nie bo tam mają ponoć lepsze warunki pracy (albo nie wolno im strajkować ;-)). Przemaszerowali przez miasto, zgromadzili się na stadionie i protestowali, coś koło 4000 ludzi. Nie było zamieszek. Strajk był dobrze przygotowany, dzieci miały dzień wolny (z czego się cieszyły ale nie tak do końca, bo widziałem, że trochę się jednak martwiły bo nie do końca rozumiały co się dzieje, choć mieli w szkole też na ten temat lekcje). Rodzice się mniej cieszyli bo coś trzeba było z pociechami zrobić, choć raczej popierają postulaty nauczycieli. Wszyscy by chcieli aby ich dziecko chodziło do klasy 20 osobowej a nie 25 osobowej jak jest teraz.

Nie znam do końca szczegółów i przyczyn tego narastającego protestu, jednak rozumiem zarówno jedna jak i drugą stronę bo byłem pracownikiem i pracodawca i powiem szczerze negocjacje są zawsze napięte, emocje niestety często biorą górę i trudno się dogadać, chociaż jest to możliwe z reguły.

Z jednej strony mamy wydaje się pozytyw, bo stany konkurują ze sobą i w zasadzie jak się nie podoba w jednym to się można przenieść do tego "lepszego", jednak nie do końca to tak jest, jednakże pewna wolność jest co warto rozważyć.

Generalnie jest brak nauczycieli z matematyki i fizyki, ale jak widać nie ma "zachęt" do tego aby zostać takowym nauczycielem. Pewnie rozwiązaniem byłoby zaimportowanie "tanich" nauczycieli np. z Polski, jest jednak bariera językowa postawiona wysoko bo IELTs na 7 trzeba zdać, a nie wiem czy już nie 8 nawet. Ot i wieża Babel się kłania ;-))

9/03/2012

Przemyślenia Pana Henia

Powinno być Eskimosa ale tamto brzmi lepiej. Mam chyba andropauzę bo naszły mnie ponure myśli. Przedwczoraj  był 1 września a co za tym idzie rozpoczyna się rok szkolny w Polsce.  Ciekawe jakby to było tam daleko za morzem ;-). Bo tu jest ... inaczej. 
Ale także była kolejna rocznica wybuchu II Wojny Światowej. Walczyli w niej mój dziadek (po stronie rosyjskiej, znaczy sie wyzwalał Polskę z Rosjanami) i mój wujek po stronie brytyjskiej (walczył w bitwie o Anglię), jeden był komunistą drugi nienawidził komuny, ja kochałem ich obu bo dla mnie to nie miało znaczenia. Rany jak może być normalnie jak takie rozdarcie. No, ale to dawno było trzeba z tym żyć. Poza tym, że jestem zdrajcą ojczyzny (emigrant) to wszystko ok.

Niechcący poczytałem znowu trochę polskiego netu (a obiecałem sobie tego już nie robić) i dowiedziałem się, że jestem "nieestetyczny", bo tak określa Polska TV osoby niepełnosprawne. Popatrzyłem w lustrze no fakt maja racje, jestem mało atrakcyjny ;-)). Ponieważ u nas transmitują bardzo dużo z paraolimpiady i wczoraj posłuchałem Mazurka Dąbrowskiego (znowu zdrada zabolała) jako, że  złoto w rzucie oszczepem zdobyła Kasia Piekart (w sumie jest całkiem estetyczna). Jak na razie paraolimpijczycy zarówno z Polski (jak i Australii, tak na marginesie) zdobywają więcej medali niż ich "zdrowi" odpowiednicy. Ja tam chylę czoła przed nimi, bo pokonują własne słabości trenując i jeszcze nawet ich nie doceniają pokazując w TVP, na pewno dodało to im animuszu ;-).
Jednakże gwiazdy muszą być przystojne jak Tusk, Macierewicz, Pawlak itd ;-)) Tych to warto pokazywać codziennie. Czego się jednak martwię Ozzim i tak nie zostanę, więc Polskę kochać będę i szanował, nawet jak trochę poniewiera.
 
W sumie nowoczesna technologia czyni cuda i taki oto Oscar Pistorius aka "blade runner" (nie mylić z słynnym filmem) pomimo braków w kończynach dolnych potrafi biegać szybciej niż niejeden zdrowy człowiek.  Setkę pokonał w 13.5 sekundy.

Oscar Pistorius (RSA)

Trochę mi przeszło jak się wypisałem a tu znowu bach po głowie, był dzień ojca w AU. Dzieci dały skromne prezenty i poprzytulały się, rany to trochę poruszyło nawet tak gruboskórnego typa jak ja. Dodało siły i nawet w ping-ponga z nimi zagrałem, a co ms-owiec potrafi ;-).


Potem już było lepiej bo był dzień bloggera i nikt z czytelników mi życzeń nie złożył ;-). 
Następnie był międzynarodowy dzień boczku, nie ma to jak jajeczniczka na boczku nie ? Wiec to uczciliśmy sami. Podniosło mnie to na duchu i brzuchu. Wiadomo, na ulicy cie opluja, żona zdradzi ale boczek nigdy nie zawiedzie:

Jeden z pilotów STAR WARS (nazwisko PORKins ;-)).
Nawet George Lukas widział, że dobry jest boczek w każdej postaci.

Trochę się sfrustrowałem, że człowiek nie ma czasu celebrować te wszystkie dni, ale pomyślałem, że prościej jest po prostu cieszyć się każdym dniem, bez dodatkowych przydasi.

Zrobiło się ładnie za oknem, słoneczko daje pełną parą, o i pierwszy dzień wiosny już minął, rany nie da się uciec od tych dni ;-)).

Niedługo zapakują mi sterydy to poprawi mi się humor (mam nadzieję), a  was zostawiam z subtelna inteligencją dowcipu Garfielda:






Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)