4/27/2012

Nowe lekarstwo przeciw MS (no jeszcze nie ale prawie)

Dzięki przypadkowi i słuchaniu radia przez Przema zostało ujawnione, ze Ozzi też coś potrafią wynaleźć, oprócz wi-fi i podwórkowej suszarki (w sumie prawie, że kultowe urządzenie, napiszę o tym kiedyś). Chłopaki się przejęli, że w AU może być ponad 20tyś ludzi z MS i aby im ulżyć szukają leku i to co udało im się osiągnąć:


Pozostaje jeszcze pytanie dlaczego to białko jest winne, ale to może być właśnie przez złą dietę i spożywanie mleka, które dostarcza podobnych białek i nasz organizm "głupieje". Generalnie jednak dobrze, że postęp jest.

Tu natomiast ostatnie badania na temat zwalczania MS za pomocą naturalnych metod, dieta, ćwiczenia, wyeliminowanie mleka itd). Wyniki są bardziej niż zadowalające bo po pięciu latach stosowania programu OMS, uczestnicy testu czują się .. lepiej oczywiście! ;-)). Polecam: OMS

Od siebie daje im kwiatek i mała darowiznę coby badania szły do przodu ;-)).
.


PS. Nie jestem złośliwy jakby ktoś nie zrozumiał wpisu i naprawdę dziękuje Przemo, że słuchasz uważnie i doceniam pracę Ozzich. Tylko taki humor mam cyniczny.

4/23/2012

Przeczytałem ogłoszenie

Była taka piosenka Perfektu, przeczytałem ogłoszenie o lokomotywie kupię sobie ją będę zbierał chrust, czy jakoś tak. I ja tez przeczytałem ogłoszenie Emigrancie Wracaj!!!! Pawlak da ci ziemie za darmo, tylko wróć, narób dzieci i... zbieraj chrust bo co tam robić?

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem kreatywności Prezesa Pawlaka.



4/20/2012

MS (czyli maszyna serwisowa ;-))

Zgłosiłem się do MS Australia (czyli organizacji pomagającej ludziom  żyjącym z stwardnieniem rozsianym), trochę bez przekonania, bo wiedziony doświadczeniami z Polski, nie wierzyłem w organizacje pomocowe. Ale mówię sobie co mam do stracenia, już nic, bo zdrowie już straciłem ehh.
Zadzwoniłem nikt nie odebrał (no a nie mówiłem, pomyślałem), zostawiłem nagraną wiadomość, pewnie i tak nikt nie oddzwoni. 

Po około pół godzinie, zadzwoniła miła Pani i ... rozmawialiśmy długo o naszej sytuacji i moim stanie, rodzinie itd. Przepraszała mnie ze 3 razy, że jeszcze nie może do mnie wysłać pracownika socjalnego i fizjoterapeuty, których zadaniem jest po prostu pomoc. Już byłem lekko oszołomiony. Musze się zarejestrować i wtedy to wszystko będzie... a tu jest haczyk, znowu myślę. Ok czekam na formę rejestracyjną.
Przyszła następnego dnia, bo organizacja jest podzielona na stany i Victoria ma swój oddział oczywiście w Melbourne. Jeszcze jeden dowód, że jednak duże miasta maja więcej zalet niż wad.
Koperta była gruba jak diabli a w niej gazeta informacyjna dla ludzi z MS, pełno broszur z aktualnymi badaniami na temat choroby i możliwościami jej leczenia i DVD dla rodziny aby wyjaśnić chorobę i pokazać, że to nie koniec świata.



Była także forma rejestracyjna ... na której nie było miejsca na podanie numeru karty kredytowej jak oczekiwałem. Wow za to wszystko zapłacą zdrowi i bogaci podatnicy (no ja jako chory też płacę podatki to sam sobie pomagam jak widzę). 
Następnego dnia zadzwonił pracownik socjalny z pytaniem czy dostałem formę rejestracyjną i przepraszał mnie że nie może przyjść wcześniej niż za tydzień bo muszą mnie zarejestrować. Takiej ilości uczuć to jeszcze nie miałem, mało się nie popłakałem ze wzruszenia, jak chorować to w Australia chciałoby się powiedzieć. 

Na deser okazuję się, ze właśnie organizowany jest duże sportowe wydarzenie mające na celu zbieranie funduszy na tą organizację i badania naukowe prowadzące do wynalezienia leku na tą chorobę. Muszę przyznać, że Ozzi są mistrzami w zbieraniu pieniędzy i wykorzystują do tego prostą formę, jak zarobić 1mln dolarów? Poprosić 1mln osób o 1 dolara, jakże to proste nie ? MS Walk.

To co robi Owsiak w Polsce raz do roku, tutaj dzieje, się kilkanaście razy w roku na różne cele. I nie ma takich charyzmatycznych liderów jak on. Może tu łatwiej się przebić?

Chyba trochę za bardzo cyniczny jestem, ale taki mam charakter. Doceniam jednak to co już ta instytucja dla mnie zrobiła poprzez same te telefony. Ja nie załamuję się tą chorobą, ale większość ludzi pewnie by tak zrobiła, to trudne jest zwłaszcza, że choroba nie leczona postępuje szybko nieraz. O tym jednak będę pisał na mojej zakładce o MS. Główny trzon bloga pozostanie opisem naszego życia tutaj i udowodnieniem , że Polska to stan umysłu a nie położenia geograficzne ;-)). 
Powyższy wpis jest tego dobitnym przykładem.

PS> Może dlatego tak mnie tu ciągnęło, bo jednym z czynników poprawiających stan chorego na SR jest odpowiednia dawka słońca, a tego tu nie brakuje.


4/16/2012

Nic mi dzisiaj nie potrzeba oprócz błekitnego nieba

Weekend był po prostu obłędnie ładny, ciepełko zawitało znowu i w związku z tym postanowiłem zabrać rodzinę za miasto (uuhh jakbyśmy w mieście mieszkali). Wybraliśmy się 70km w dół półwyspu do ogrodów labiryntów. Kiedyś już to opisywałem ale teraz pojechaliśmy do innych zwanych Ashcomb Maze. Ponoć najstarszy w okolicy. 

Trudno to opisać z góry wygląda to jak labirynt zrobiony z roślin:

Ściany są dosyć wysokie około 3m. Dzieciaki biegają po tym do utraty tchu bo nie jest tak wcale łatwo się z niego wydostać. Są tam jeszcze inne labirynty, różany, lawendowy, drzewny. Fajna sprawa, zwłaszcza jak jest ładna pogoda.
Potem skoczyliśmy ze znajomymi do miejscowości Sommers gdzie zrobiliśmy małe BBQ w jednym z parków w Wiktorii. Wejście za darmo, czyste bbq, czyste toalety z papierem toaletowym, piękny park. Z racji kłopotów zwracam uwagę na udostępnianie dla niepełnosprawnych i jestem pod wrażeniem, miejsca parkingowe, toaleta, rampy dla wózków, wszędzie.
Przynajmniej widać na co idą podatki jakie trzeba płacić. Trochę byłem tym zmęczony ale jak na chorego to nieźle dałem czadu ;-). 

Parę fotek:


 Jesienne kwiaty, wstyd powiedzieć ale nie wiem jak się nazywają ;-) Lewy górny róg to pole lawendy a dalej to ...
 
A to zabudowa w parku:



Dom otwarty do zwiedzania, z oczywiście chlubnym wiktoriańskim umeblowaniem :


No i na końcu pożeranie prowiantu ;-)

 
 Warto się trochę wyluzować, a zwłaszcza gdy błękit nieba pełny.

4/11/2012

Koniec jednego, początek drugiego

Wyjaśniła się sprawa moich kłopotów z chodzeniem, po wielomiesięcznych badaniach i wyeliminowaniu wszystkich możliwości została tylko jedno... multiple sclerosis (stwardnienie rozsiane).  

Co tu dużo gadać, nie była to budująca wiadomość jaką otrzymałem przed Wielkanocą, królik nie był dla mnie za łaskawy, a może spojrzeć na to z innej strony, dobrze, że nie rak ;-).
Przynajmniej mam szanse pożyć jeszcze trochę, tylko jakość tego życia nie będzie taka jaką sobie bym życzył. Myślałem, że  po trudach wizowych się trochę ogarniemy i odpoczniemy. A tu BACH!, znowu kłopoty i problemy i to grubego kalibru.

Ohh well, jak tu mówią, nie ma co roztrząsać, trzeba żyć do przodu, poukładać sobie sprawy i zobaczyć jak się da żyć tu w wymarzonej Australii z tym problemem. Na początek w maju ide do specjalnej kliniki gdzie takimi okazami jak ja się zajmują, leki też są dostępne i refundowane więc jest jakiś sensowny start.

Myślę, że zamienię jedna zakładka w moim blogu i opis zmagań z chorobą, ta o samochodach zniknie. Główny blog będzie jednak o naszym Melbourne i sanie Victoria. Stan zdrowia pewnie zlimituje możliwości odwiedzania dalszych zakątków AU ale nigdy nic nie wiadomo, jeden gość przejechał z Darwin do Alice Spring na elektrycznym wózku inwalidzki (to ponad 1000km po australijskiej pustyni). Wysoko ustawił poprzeczkę.

Tak więc znowu przystępuje do zmagań z ... samym sobą a nie ze skrupulatnymi urzędnikami biura emigracyjnego, postaram się być dla siebie wymagający ;-)). A co.


Plaże też się skończyły i zrobiło się całkiem zimno, ale nie tak źle śnieg nie pada hehe. Coś się skończyło i coś się zaczyna.





PS. Prowadzę prace "renowacyjne" do mojego bloga, wiec przepraszam za zbyt częste aktualizowanie, które nie skutkuje treścią a jedynie zmianą układu bloga. Postaram się to skończyć jak najszybciej i wrócić do treści.



4/05/2012

Wielkanoc

Wszystkim wierzącym i niewierzącym czytelnikom mojego bloga życzę pogodnych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy. Warto czasami się zastanowić co te święta powinny znaczyć. I aby trochę otrząsnąć się z czekoladowego szaleństwa załączam poniższy obrazek. Czekoladowe jajko wielkanocne nie zawsze jest najlepszą metodą na świętowanie ;-)). 



To jeszcze jeden dowód na to że stare filmy (rany co ja piszę jakie stare ?) są ciągle inspiracją i niedoścignionym wzorcem dla współczesnych twórców.

4/02/2012

Otworzyłem koperty .....

Z całego tego emigracyjnego obłędu zostały nam koperty z badań medycznych. Z napisami jak z dobrego filmu sensacyjnego, ściśle tajne nie otwierać, grozi deportacją itp. hehe.



Robiąc więc porządki, postanowiliśmy je ... otworzyć, bo proces już sie dla nas zakończył i cała ta szopka z tymi badaniami to już wg. mnie szczytowe osiągnięcie paranoi aplikacyjnej. 
Choć może i ma to jakiś, sens jak się ludzi straszy takimi kopertami. Ostatni test na emigranta czy umiesz przestrzegać prawa i ciekawość Cię nie zeżre ;-). 

My wytrzymaliśmy i ... mamy tego PR. A co jest w kopertach? Nic specjalnego, po prostu oryginał formularza z badań medycznych z adnotacjami lekarzy. Tu prawo do tajemnicy lekarskiej jest dobrze strzeżone i nie wolno ujawniać stanu zdrowia pacjenta nikomu oprócz jego samego .. i oficera emigracyjnego ;-)).
To taka mała ciekawostka jakby kogoś korciło aby to otworzyć przed akceptacją jego podania.


 

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)