9/12/2011

Jak to jest z domami w AU

Ponieważ większość populacji AU żyje w miastach (Sydney, Melbourne, Brisbane, Perth i Canberra), ceny domów tam są ponoć jedne z najwyższych na świecie w porównaniu do zarobków. Czyli jak to się ma: średnie zarobki dla łatwiejszych obliczeń to 50000AUD rocznie. Ceny domów w Melbourne 50km od centrum to około 300000AUD, czyli jak łatwo zobaczyć 6-cio krotność zarobków. Ceny domów blisko centrum 10-20km, wahają się od 600000 do 2000000 i więcej. Czyli 10-20 razy zarobki. I tak też obliczają ekonomiści. Średnia powiedzmy jest 7-8 razy roczne zarobki. Te zarobki to też oczywiście jakieś tam statystyki, wg mnie jak dwoje ludzi pracuje w zwykłych zawodach, powiedzmy sprzedawca w Aldi (42000 rocznie) i jakiś niezbyt obrotny rzemieślnik (złota rączka, malowanie, proste naprawy) około 70000 rocznie czyli razem ponad 1000000AUD na rok, nieźle jak na zwykłych ludzi. Czyli już mogą kupić dom za 600000AUD powiedzmy 15km od centrum. Trzeba tylko chcieć pracować. Podsumowując jest drogo ale  bank centralny AU chciałby aby domy były w cenie 3-4 krotność zarobków. Bo to wtedy ponoć nazywa się łatwo dostępny. Zobaczymy czy im się to uda. Generalnie Melbourne jest nazywanie mini-LA bo jest rozlazłe na 100km, i wszędzie daleko. Krąży tu też żart, że zamiast kupować dom w Melbourne kup sobie ulice w San Francisco, bo ponoć ceny domów w USA tak spadły.

A jak to jest w Polsce teraz, no nie wiem ale jak patrze na ogłoszenia to widzę małe mieszkanie (75m2) w Warszawie za 500000PLN i więcej blisko centrum to przy średnich zarobkach w Warszawie 60000PLN rocznie daje to 8.5 raza !! Czyli jest nieźle ... ale tu to jest dom a w Polsce tylko mieszkanie.
Wypada, że Polska jest krajem jeszcze droższym, nie jest to pewnie budujące, niestety.
Może ktoś mi odpowie dlaczego?


9/09/2011

Papier toaletowy

Temat lekko drażliwy, jednakże coś o tym napiszę bo myślę, że warto.
Jak tu przyjechaliśmy i pierwsze kroki w celu dokonania zakupów skierowaliśmy do najbliższego supermarketu tutejszego (dwa konkurencyjne były obok siebie Coles i Safeway). Głównie jedzenie ale i środki czystości były naszym celem. A tu małe zaskoczenie, paper toaletowy w dużym wyborze, ale najtańszy po ponad 70 centów za rolkę. No fakt że biały ale ... po przeliczeniu na nasze PLN to prawe 2 złote. Wtedy groźba wycierania palcem i zostawiania na ścianie słynnego 1111 stała się realna  groza .

Na szczęście jakoś się z tym pogodziliśmy i zaczęliśmy go kupować, bo jednak człowiek z kulturalnego kraju przyjechał nie? Próbowaliśmy tanich dwu warstwowych, ale jednak jak palec przechodził, nie było miło. Przeprosiliśmy się z droższym trzy warstwowym i w kwiatki, a co pełen luksus dla pupy.

Dzisiaj przeglądamy gazetki reklamowe z ww. sieci handlowych (ehh jak pomyśle o Tesco i Carrefourze to łezka się w oku kręci, no ale chociaż Aldi się to jakoś przebił), zobaczyliśmy ten sam papier toaletowy który nas wtedy tak zaszokował, po promocyjnej cenie .. 41 centów za rolkę, wow po 4 latach cena papieru toaletowego spadła znaczono!!!. No i nie przeliczamy na PLN.

To teraz stać nas już na luksusowy w serduszka i z lawendowym zapachem  wstyd .

Co czyni wolny rynek, a może Ozzi przestali go kupować bo korzystają z toalet na MacDonaldach? Kto ich tam wie.

Jeszcze jedna ciekawostka tu powiedzenie: życie długie, szare i do d..., jak papier toaletowy, jest nie zrozumiałe bo nie mają szarego papieru toaletowego ;-)).

9/08/2011

Troche filozofii ekonomicznej

   Jak tu przyjechaliśmy to na początek przeliczaliśmy wszystko na złotówki. Trochę człowiek dostawał świra jak za chleb przyszło płacić po 6-8PLN. Po pewnym czasie coby nie zwariować, zrobiliśmy przelicznik 1 do 1. I od razu zrobiło się raźniej. Paliwo po 1.2PLN (AUD), chlebek 2-4PLN (AUD), mleko po 1PLN(AUD)/litr, ser Edam po 20PLN(AUD) za kg, to się dało żyć. I okazuje się, ze tak jest do teraz, zwłaszcza jak zaczęliśmy pracować i zarabiać nawet nie za duże pieniądze,no ale tutejsze dolary wow.
    Teraz patrze sobie na ogłoszenie i np taki Ford Focus (2litry, auto, klimatyzacja itd., jest za 22500AUD (czyli naszych PLN) to życie w Polsce byłoby piękne. A tak jest piękne tutaj ehhh. No nie ma tak lekko teraz paliwo zaczyna być bo 1.5AUD (czyli PLN i jest to już drogo).

    Pewnie trochę zamieszałem, ale tak powinno być jeśli porównam jakość pracy w Polsce i tu. Spędziłem czas w fabrykach i biurach (tam i tu), powiem szczerze nie ma wielkiej różnicy oprócz tego, że ludzie nieraz bardziej mili (udają oczywiście ale..),może trochę lepiej zorganizowane (choć to dyskusyjne). Tak więc powinniśmy w Polsce albo zarabiać więcej albo kurs powinien być inny. Bo tzw. parytet to ten słynny hamburger jak mu tam Big Mac, a powinno być np. praca przeniesienia jednego kilograma na odległość powiedzmy 100m. Wg praw fizyki czy tu czy w EU czy w USA praca ta byłaby ta sama. Ale bankiery fizykę omijają i tworzą te nierówność.

    Jednakże chyba już wysiadło mi myślenie ekonomiczne jeśli wypisuje takie dyrdymały  ooo .

9/07/2011

Czym sie jezdzi w Australii

Co tu dużo gadać, bez samochodu w tym kraju się nie da żyć, wszędzie daleko. Dwie firmy zdominowały tutejszy rynek, Holden (marka GM) oraz Ford. 
Byli tu od zawsze, choć teraz stracili dużo rynku i pierwsza jest Toyota, ale to już nie to samo, małe samochody. Ford i Holden (tutejszy Opel) produkują (choć nie wiadomo jak jeszcze długo) samochody dla tzw. australijskiego kowalskiego.
Jednakże, prawdziwy Ozzi kupuje tylko Holdena Commodore (http://www.holden.com.au/).

  


Lub Forda Falcona:  (http://www.ford.com.au/)

   

Oba samochody są wg mnie bardzo fajne, duże, wygodne (z tylu w cztery osoby można siedzieć) i z silnikami V6 o pojemności 3.5 do 4l, choć są oczywiście większe też dostępne hehe. Trochę  dużo palą (miasto 13-15l/100km, trasa 9-11l), ale kto by się tym przejmował, na razie paliwo jest stosunkowo tanie 1.2AUD/l 91 oktanowej (tak tu się na niej jeździ), 95 oktan to już premium i głównie europejskie samochody jej używają. Można zrobić konwersje na gaz LPG, rząd dopłaca prawie całość instalacji ale nie jest to tak popularny jak w europie, w sumie nie wiem dlaczego, ponoć boja się, że gaz bardziej wybuchowy jest  ooo.

Jeździłem commodore i falconem, są po prostu super, a i ceny maja przystępne jak dla Ozzich bo za 35000AUD można kupić nówkę (a minimalna roczna pensja jest 42000AUD).  No cóż dla ludzi przez ludzi i roboty zrobione. 


Te dwie marki bez ustanku ścigają się w V8 supercars wyścigach, które są to bardzo popularne.

Ludzie tu po prostu kochają samochody, myją je często i mówią o nich (she, czyli ona, czyli facet ma druga kobietę w domu  język2 ).  Dzięki temu każde miejsce parkingowe jest zrobione aby można nimi było zaparkować, wiec ja swoją nubirą, wstawiam bez trudu. Nas na razie nie stać na paliwożerne smoki i zadowalamy się tanimi samochodami niestety. No ale nie po to tu przyjechaliśmy aby sobie fajny samochód kupić, dojdziemy do tego też.

Na koniec, jedno takie cacuszko:

  
Ford Falcon 1970r. Stan idealny, chcą za niego około 130000 AUD, trochę drogo ale wspaniała maszyna, 8 cylindrów i tylko 3,5l pojemności  hehe .

Klimat dobry, samochody się nie psuja, to i ceny odsprzedaży są dosyć wysokie nie ?



To by było o samochodach osobowych, co prawda nie napisałem nic o toyocie camry i najnowszym aurionie, oraz o mitsubishi magna, jednak to już nie tak kultowe samochody.

Druga kategoria to 4WD ale to już inna para kaloszy.

Niestety kryzys zrobił swoje i tylko Hyundai notuje wzrost sprzedaży, a reszta traci rynek, takie czasy.  buuu .

9/06/2011

Jeszcze troche wspomnień

Teraz jeszcze trochę naszej historii:
Miałem 38 lat jak zdecydowaliśmy się tu przyjechać, dobra pozycje w działach sprzedażny, ale już nie mogłem tego zawodu wykonywać, chciałem zawsze być inżynierem a tak jakoś wyszło, że poszedłem po studiach do działu sprzedażny bo przemysł w Polsce upadł. Teraz powiedziałem sobie ze wrócę do swoich zamiłowań i dam dzieciom możliwość rozwoju większa niż mają w naszym pięknym kraju. Dzięki pracy której nie lubiłem miałem środki finansowe do realizacji swoich planow. Nie byla to moja osobista decyzja ale całej rodziny. Mam żonę i dwoje dzieci, które też miałyby w tym uczestniczyć. Gdy znalazłem Australię jako potencjalny kraj, pomyślałem to jest to, wg strategii marketingowej zwanej błękitnym oceanem, kraj idealny, daleko pusto i do zaorania. Przygotowania trwały 1 rok, a potem 6 miesięcy od czasu podjęcia decydującego celu: Australia.

Dzięki  portalowi melbourne.pl nawiązałem kontakty z Polakami, którzy tam już byli. Jak sie potem okazało, dzięki tym kontaktom udało nam się przetrwać najcięższe chwile i znaleźć dobra prace. Trochę niesamowite, ale prawdziwe, potęga internetu.


Lot i pierwszy dzień był ciężki, żeby nie powiedzieć dobijający. Byliśmy zmęczeni, przeszukiwali nas pod katem narkotyków (i nic nie dały łzy dzieci i żony), padaliśmy z nóg, hinduski taksiarz wyrzucil nas przed naszym nowym tymczasowym domem ze słowami: harry, harry I have new customer!!! Na szczęście w apartamencie manager się nad nami ulitował, choć byliśmy za szybko (powinniśmy być około 11am a była 9am). No ale dal nam pokój, jak zaznaczył nie posprzątany. Byliśmy uratowani. Dzieciaki spały na stojąco, no jet lag robił swoje. Ale potem było już coraz lepiej. Okolica była fajna, pogoda sie poprawiła (i muszę przyznać, że był to najbrzydszy dzień w Melbourne jaki miałem okazję przeżyć (czyli teraz już 4 lata i 5 miesięcy). Zaczynaliśmy tutaj zupełnie od zera i na najgorszej z wiz czyli studenckiej.

Życie na ST KILDZIE było mile, ale niestety kosztowne no i tutaj dotknę największego problemu jaki ma człowiek na początek po przylocie, wynajęcie mieszkania/domu. Rynek w Melbourne (ale nie tylko) oszalał, ceny poszły bardzo do gory. No i zasady wynajęcia są dosyć tajemnicze, ale jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Po prostu student z rodzina, wg agentów nieruchomości, jest na ostatnim miejscu pod względem zaufania do jego zdolności finansowych. I w sumie prawda; słyszałem o takich przypadkach, że studenci aby wynająć mieszkanie przelewają swoje oszczędności na konto jednej osoby, ta pokazuje agentowi, że ma kasę, agent wynajmuje mieszkanie, człowiek oddaje kasę i pożycza następnemu. Wszystko ładnie działało do puki ci co mieli trochę kasy płacili za wynajem. Jak przestali, bo nie wyrobili finansowo to się kłopoty zaczęły. Trick został rozszyfrowany no i poszło po całości: student nie jest osoba wiarygodna.

Tak wiec przyszło nam spać u przyjaciół poznanych przez portal melbourne.pl, 2 tygodnie na materacach, jesteśmy im naprawdę wdzięczni. W końcu wynajęliśmy dom w ramach budżetu, który zakładałem i w miejscu takim, ze mamy 10minut pieszo do mojej szkoły i 5minut pieszo do syna szkoły. Jak na tutejsze odległości to rewelacja. Niestety są minusy, bo dom jest stary i słabej jakości no ale da się żyć. Drugi minus to wyjęliśmy go tylko na 6mc, tak wiec w październiku znowu nerwówka była no ale się udało i w nowym domu (też stary ale z tutejszym wynalazkiem zwanym centralnym ogrzewaniem) dużym ogródkiem, jest ok, mieszkamy w nim nadal. 

Chciałbym dodać, że nie mieliśmy w Australii nikogo, a teraz mamy znajomych i przyjaciół więcej niż w Polsce, są to Polacy ale także Ozzi. Jeśli chodzi o Ozzich to tutaj spotkało nas coś cudownego, bo jak się wprowadziliśmy to pomogli nam uruchomić urządzenia, jak piec co i cieplej wody, pożyczyli nam stół i krzesła abyśmy mieli na czym jeść, bo wynajęliśmy pusty dom bez mebli. Jak zobaczyli, że nie mamy telewizora to przynieśli nam swój (no bo my mamy trzy hehehe). Starsza pani przyszła do nas z całym ciastem i nieśmiałym zapytaniem czy coś pomoc. Jak zobaczyli ze z nas porządni schludni ludzie, to sąsiedzi sami do nas zaczęli przychodzić i się z nami zapoznawać. Okazało się, że córka jednego z nich chodzi z moim synem do tej samej klasy. Są naszymi naprawdę bliskimi znajomymi (no myślę, że do przyjaźni jeszcze trochę ale.. ).

Drugi sąsiad były gracz Footy w ich pierwszej lidze, zaprosił nas (mnie i syna) na mecz FOOTY na MCG, za free tak aby pokazać nam mecz i sprawić radość. Wydarzenie było super, 4h całkiem fajnej zabawy. Trochę poznaliśmy dzięki temu zasady tego dziwnego sportu i zobaczyliśmy nowoczesny obiekt sportowy, jaki w Polsce mam nadzieje kiedyś powstanie. Na stadionie było tylko 36000 ludzi i nikt się nie pobił, tylko było trochę pijanych. Czuliśmy się i tak bardzo bezpiecznie. Organizacyjnie jest to zrobione bardzo dobrze, nie było wielkich korków, ruch samochodowy wokół stadionu był powolny ale płynny.

Co do szkoły jaka kończyłem to był jeden z TAFE'ow w Melbourne. Z poziomu nauki języka byłem zadowolony, Ozzi English jest troszkę inny niż brytyjski, choć ich akcent osobiście mi pasuje. Trochę za szybko tylko mówią i niestety bardzo skracają wyrazy. No ale jak się osłucha to człowiek zaczyna rozumieć.
Poziom nauki na kursie klimatyzacji (odpowiednik naszego technikum) taki sobie, czas trwania dwa lata,  kurs zaczęło 11 osób skończyło 6. Matematyka i termodynamika wykończyła klientów. Musze przyznać, że dzięki polskiej szkole matematykę i fizykę to jednak umiem. No ale Koreańczycy byli trochę lepsi.
A może się trochę mało przykładałem bo nie było czasu tylko praca aby przeżyć? Nie ważne, jednak czym skorupka za młodu .... to przysłowie się sprawdza, ale po czasie dopiero to się docenia.

Podsumowując przeżyliśmy trudne 4 lata i 5  miesięcy i nic nie zapowiada, że szybko się ten trudny czas skończy, bo oczekiwanie na wizę stałego pobytu nas bardzo dołuje, ale trwamy, co pozostało. Przeszczep całej rodziny nie jest łatwy, ale ponieważ jesteśmy dobrze przygotowani wszystko idzie jakoś do przodu. Nauczyliśmy się cierpliwości i czekamy. Jesteśmy wiec dobrej myśli na przyszłość, bo jak w końcu dostaniemy naszą wizę to chyba będzie naprawdę łatwiej, o czym będę pisał.

9/05/2011

No i zaczynam

To ja .... eskimos. Mam 42 lat, żonę i dwójkę dzieci. Żyliśmy dobrze w Polsce i ..... wyjechaliśmy do Australii po inne doznania.  Dlaczego ? Bo warto coś w życiu robić innego niż nakazuje to nasza matryca. To jest jak ponowny poród i daje dużego kopa. O czasem boli ale co Cie nie zabije to Cie wzmocni, ktoś to powiedział i chyba miał rację.
Nasze miasto to Melbourne, wylądowaliśmy o 6.30 am. 22 marca 2007 roku, po 32 godzinach spędzonych w samolotach i na lotniskach. Pogoda była ohydna, czarne chmury, deszcz i hinduski taksówkarz z którym nie mogliśmy się dogadać, a potem zwyczajnie na deszcz wyrzucił nas przed naszym pierwszym lokum czyli pokojem z kuchnią wynajętym na trzy tygodnie.
I zaczęła się jazda bez trzymanki.

Etykiety

relaks (8) emigracja (6) ekonomia (5) polityka (5) rekreacja (5) dylematy rodzica (4) pomoc socjalna (4) Boże Narodzenie (3) koszty życia w Australii (3) obywatelstwo (3) praca na emigracji (3) przyroda (3) wycieczki po Melbourne (3) życie na obczyźnie (3) akcje charytatywne (2) bezrobocie (2) ciekawostki z życia wzięte (2) cudowna Australia (2) dziwy natury (2) dźwięki z Australii (2) edukacja na emigracji (2) emigracja do Australii (2) komentarz polityczny (2) koszt domów (2) latawce (2) lato w Melbourne (2) muzeum (2) plaża (2) polityka emigracyjna (2) praca w AU (2) psychika emigranta (2) rok szkolny (2) rozrywka (2) szkoła (2) upały (2) wakacje w Australii (2) wspólnota (2) wycieczki za miasto (2) zarobki (2) zarobki w Australii (2) zasiłki socjalne (2) życie na emigracji (2) Australijskie wina (1) Wielkanoc na antypodach (1) agencje pracy i pomocy społecznej (1) antyimigracja (1) ashcomb maze (1) badania (1) dodatki na dzieci (1) emigracja przez edukację (1) figury z piasku (1) footy (1) głosy ptaków (1) imigracja (1) inna droga do Australii (1) kookaburra (1) koszt życia w Melbourne (1) leczenie (1) mundurki szkolne (1) ogrody lawendowe (1) ogród botaniczny (1) owoce (1) podróze (1) porady emigracyjne. (1) pośrednictwo wizowe. (1) praca na outback (1) praca przy zbieraniu owoców (1) restauracje (1) styl życia (1) szkoła średnia (1) tenis (1) test medyczny (1) umowy o pracę (1) wiosna w Melbourne (1) wymagania zdrowotne na pobyt stały (1) wypoczynek (1) wystawa (1) węże (1) zabudowa wiktoriańska (1) zdrowe żywienie (1) złoto w Australii (1)